Potwierdzono kontynuację filmu "Nigdy w życiu!". Takiego obrotu spraw nikt się nie spodziewał
Wierni fani od lat domagali się kontynuacji losów bohaterów "Nigdy w życiu!". Na przestrzeni ponad dwóch dekad tytuł zyskał miano kultowego - takiego, do którego (w przeciwieństwie do kolejnych z serii) regularnie i z przyjemnością się wraca.
Kiedy Katarzyna Grochola ogłosiła, że napisała powieść rozwijającą dobrze znane widzom postaci, a niedługo później potwierdziły się plany na powstanie ekranizacji, zapanowała powszechna radość. Ale nie trwała ona długo.
Od kilku dni polska część internetu żyje doniesieniami na temat pominięcia w obsadzie jednej z najbardziej charakterystycznych twarzy poprzedniej części, tj. Joanny Jabłczyńskiej. Aktorka nie kryje rozczarowania i nieustannie mówi o tym w social mediach.
Do tej pory jej ekranowa mama nie zabierała publicznie głosu w sprawie. Ale w końcu wszystko wyszło na jaw.
Nie cichnie afera wokół "Nigdy w życiu!". W końcu Stenka ujawniła prawdę
W całym tym zamieszaniu Danuta Stenka pojawia się tylko w opowieściach Jabłczyńskiej. 40-latka wyjawiła, że na wieść o niezatrudnieniu młodszej koleżanki do kojarzącej się z nią nieodłącznie roli gwiazda zareagowała ponoć dość żywiołowo.
W odróżnieniu od filmowej córki 64-latka otrzymała i przyjęła propozycję ponownie wkroczenia w świat Judyty. Choć dzisiaj nikt nie wyobraża sobie, że ktokolwiek mógłby ją lepiej odwzorować (według wielu podobnie rzeczy mają się w przypadku Tośki), w 2004 roku wcale nie było to takie oczywiste.
"Ja się z klimatem 'Nigdy w życiu' po prostu nie kojarzyłam. Komedia to nie były zupełnie obce mi rejony, tylko może rzeczywiście mało kto o tym wiedział. (...) Decydenci zdecydowanie nie widzieli mnie w tym filmie. Mimo wielokrotnych sugestii autorki, Kasi Grocholi, żeby zaproszono mnie na zdjęcia próbne, mój telefon milczał" - wyznała w kwietniowym wywiadzie dla Onetu.
O angaż ten starały się m.in. Dominika Ostałowska, Małgorzata Foremniak, Dorota Segda, Anna Samusionek i Agnieszka Krukówna, która było podobno o krok od otrzymania roli.
Początkowo problemem był także wiek Stenki (miała wówczas 43 lata), ale z czasem stał się jednym z jej największych atutów.
"Kiedy matkę z córką postawiono przed kamerą i okazało się, że wyglądają jak siostry, postanowiono sięgnąć po moją półkę wiekową" - tłumaczyła.

Stenka fatalnie czuła się na planie "Nigdy w życiu!". Wszystko przez przykre nieporozumienie
Od początku więc praca nad owym projektem nie była dla gwiazdy łatwa. Wydawało się, że po angażu problemy aktorki się skończą, ale nic bardziej mylnego. Potem było tylko jeszcze gorzej.
"Wracałam do domu załamana, płacząc mojej menadżerce do słuchawki. Gdybym mogła udźwignąć finansowo zerwanie umowy, zrezygnowałabym z tej roli w ułamku sekundy. Całą swoją energię inwestowałam w to, żeby nikt na planie nie zorientował się, w jakim tak naprawdę jestem stanie. A byłam w rozpaczy" - wyznała.
A wszystko przez nieporozumienie między gwiazdą a reżyserem produkcji Ryszardem Zatorskim.
"Przyzwyczaiłam się do dłubania, analizowania, poprawiania (...). A tutaj reżyser milczał. Żadnych wskazówek, żadnych komentarzy, nic. Doszłam do wniosku, że on mnie tam po prostu niezmiennie nie chce. Uznałam, że narzucili mu mnie. Wcisnęli" - mówiła.
Prawda była jednak zupełnie inna. Dopiero jej odkrycie umożliwiło prawdziwe zaangażowanie się w przedsięwzięcie obu stron.
"Koniec końców okazało się, że myśleliśmy o sobie nawzajem tak samo - ja, że on uważa mnie za kiepską aktorkę do tej roli, a on, że uznaję go za nieudolnego reżysera. Od tej chwili zaczęła się prawdziwa praca" - wyjawiła Stenka.
Zobacz też:
Katarzyna Grochola o Danucie Stence w kontynuacji "Nigdy w życiu". Tak oceniła ją po latach
Jabłczyńska o udziale w kontynuacji "Nigdy w życiu!". "Nie będę ukrywać"








