Sablewska wspomina aferę z Dodą i Mandaryną. Padły mocne słowa o menadżerce Wiśniewskiej
Maja Sablewska, polska menadżerka muzyczna i doradczyni wizerunkowa, w najnowszym wywiadzie wróciła wspomnieniami do głośnego festiwalu Top Trendy 2005 w Sopocie.
W podcaście "Bliskoznaczni" odniosła do głośnej afery sprzed lat związanej z Dodą i Mandaryną, kiedy to obie wokalistki występowały w Operze Leśnej, rywalizując o Bursztynowego Słowika.
Odniosła się wówczas do głośnej porażki Mandaryny, która zachęcana przez swoją menadżerkę Katarzynę Kanclerz, postanowiła wziąć udział w konkursie.
Nie mając odpowiedniego przygotowania wokalnego Mandaryna wystąpiła na sopockiej scenie, narażając się na nieprzychylne komentarze jury i fanów, co ostatecznie doprowadziło do długiej przerwy w jej karierze muzycznej.
"Pierwszy raz, kiedy poczułam, że coś jest nie tak, to moment, kiedy ja zaczęłam zajmować się Dodą, zespołem Virgin, a ona zajmowała się Mandaryną. Ta słynna historia z Sopotem, gdzie Kaśka ewidentnie spełniła swoje ambicje" - skomentowała Sablewska w rozmowie z Katarzyną Nosowską i Mikołajem Krajewskim.
Sablewska o realiach show biznesu. "Tu nie chodzi chyba o muzykę"
W szczerej wypowiedzi wieloletnia menadżerka Dody, która opiekowała się nią w latach młodości, przyznała, że właśnie podczas koncertu w Sopocie boleśnie przekonała się o tym, że to wcale nie muzyka była najważniejsza.
"Doda była wschodzącą gwiazdą i czułyśmy, że nie mamy szans w tym Sopocie, umówmy się. Bo ja z drugiej strony widziałam, ile Kaśka przeznacza kasy na to, żeby Mandaryna ten Sopot wygrała. I tu był taki pierwszy zgrzyt. Miałam 25 lat wtedy. Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że tu nie chodzi chyba o muzykę w ogóle. Że tu chodzi o nią (Katarzynę Kanclerz - przyp. red.), a w ogóle nie powinno." - skomentowała szczerze.
Sablewska szczerze o Mandarynie. "Czułam, że ona sobie nie da rady"
Maja Sablewska nie ukrywa, że próbowała interweniować w sprawie Mandaryny, zanim doszło do występu w Operze Leśnej. Starała się wówczas porozmawiać z jej menadżerką i odwieźć ją od pomysłu "wrzucenia Mandaryny na głęboką wodę".
Niestety, z jej relacji wynika, że rozmową z Katarzyną Kanclerz nic nie wskórała.
"Kiedyś odważyłam się, żeby jej powiedzieć, że to jest niedobry pomysł, żeby Mandaryna tam występuje. Ja byłam na próbach. Widziała, co tam się dzieje. (...) Mniej więcej wiedziałam co i jak i czułam, że ona sobie nie da rady" - wspominała Sablewska.
Zdaniem byłej menadżerki Dody źle by się stało, gdyby Mandaryna zwyciężyła w Sopocie w 2005 roku.
"Z perspektywy czasu przykro się na to patrzy, ale ona w ogóle nie powinna stanąć wtedy na tej scenie. (Wiadomo by było - przyp. red.), że to jest kupione" - skwitowała.
Zobacz także:
Sablewska po latach ujawniła konflikt z Wojewódzkim. Taka jest prawda
Maja Sablewska ledwo się rozstała, a tu takie doniesienia. Ludzie nie mieli pojęcia








