Richardson była związana z TVP przez ćwierć wieku. Z pracą pożegnała się w przykrych okolicznościach
Monika Richardson zyskała powszechną sympatię i popularność wśród widzów za sprawą programu "Europa da się lubić". Oprócz niego była również prowadzącą pasm porannych w TVP: najpierw "Kawa czy herbata?", a potem "Pytanie na śniadanie".
Z nadawcą publicznym pożegnała się definitywnie w 2019 roku. Nie było to dla niej nic nowego - w końcu wcześniej (np. w 2011) kilkukrotnie wypowiadano jej już umowę. Wtedy jednak mocno to przeżyła.
"Ja jestem media publiczne, ja jestem z TVP. Tam spędziłam 25 lat mojego życia i nie wyobrażam sobie iść gdziekolwiek indziej" - mówiła w kwietniu 2022 roku w rozmowie z Pomponikiem.
Gwiazda małego ekranu miała ogromny żal nie o to, że postanowiono zakończyć z nią współpracę, ale w jaki sposób tego dokonano. W najnowszym wywiadzie znowu do tego wróciła.
Richardson zwolniono z TVP z dnia na dzień. Ciągle ma żal: "To było totalnie bezosobowe"
Richardson przyznała, że w pracy musiała mieć oczy dokoła głowy, być ostrożną i sprawdzać, by któreś z kolegów czy koleżanek nie próbuje jej zaszkodzić. Mimo to gdy odeszła z redakcji, lista jej kontaktów wcale się nie skróciła.
Przyzwyczajona do praw, którymi rządzi się telewizja tradycyjna, ma żal tylko do swoich pracodawców.
"Chyba po raz trzeci czy czwarty byłam wyrzucona wtedy, jak Jacek Kurski mi podziękował. Zresztą to nie on mi podziękował, bo gdyby (...) [uścisnął mi dłoń - przyp. aut.] i powiedział: 'Monika, (...) nie masz nic do zaoferowania', to ja bym to przyjęła. Ale on nie miał nawet na tyle (...) [odwagi w sobie], żeby się ze mną spotkać" - powiedziała w podcaście Wiktora Słojkowskiego.
Ostatecznie przykrą wiadomość Richardson usłyszała od Cezarego Jęksy, ówczesnego szefa wydawców w "PnŚ". Stało się to dosłownie z dnia na dzień: 29 października 2019 roku dowiedziała się, że 1 listopada "już jej nie ma".
"Jak spytałam dlaczego, to się dowiedziałam, że to jest, uwaga, 'decyzja korporacyjna'. Czyli to było totalnie bezosobowe, takie na zasadzie: 'Dobra, następny, okej, whatever [ang. cokolwiek]" - wyjawiła.
Po tym zajściu Richardson pracowała w TVP jeszcze tylko kilka miesięcy. "To się musiało zdarzyć"
Parę lat temu prezenterka mówiła, że prawdziwym powodem było to, iż wzięła udział w kampanii reklamowej bez uprzedzenia i zgody szefostwa. Ponoć Richardson nawet brała pod uwagę, że takie mogą być konsekwencje jej decyzji.
Dzisiaj jednak twierdzi, że chodziło o wywiad, który przeprowadziła z czołowym polskim działaczem pięć miesięcy wcześniej. Według niej nie zadała mu takich pytań, jakich oczekiwali włodarze stacji.
Później przez długi czas pracowała jeszcze jak gdyby nigdy nic.
"Ja jeszcze zdążyłam przeszkolić Olka Sikorę, jeszcze z nim siedziałam na kanapie w 'Pytaniu na śniadanie' przez trzy miesiące. To się musiało zdarzyć. Mojego partnera, Michała Olszańskiego, już usunęli wcześniej, więc to było takie spodziewane i oczywiste, że my z Michałem (...) w TVP nie mamy miejsca" - tłumaczyła.
Richardson żaliła się publicznie na zwolnienie z TVP, ale niewiele to zmieniło. "Po prostu przestałam"
Z perspektywy czasu 54-latka widzi, że właściwie taki a nie inny obrót spraw nie miał większego znaczenia dla jej dalszego życia zawodowego i nie zamknął przed nią żadnych innych drzwi.
"I szczerze ci powiem, w żaden sposób nie wpłynęło to ani na mój krąg przyjaciół, ani na moje funkcjonowanie w przestrzeni publicznej. Po prostu przestałam pracować w TVP" - skwitowała.
Po odejściu z Telewizji Polskiej przez kilka miesięcy przeprowadzała wywiady dla znanego tygodnika, a jesienią 2021 otworzyła własną szkołę językową.
W październiku 2024 trafiła do śniadaniówki w telewizji internetowej Silver TV, a od marca tego roku prowadzi autorski kanał na YouTubie, na którym przeprowadza rozmowy z gośćmi.
Zobacz też:
Richardson nadała pilny komunikat. Dziennikarka prosi fanów o wsparcie. Każda kwota może pomóc
Wielkie zmiany w życiu Moniki Richardson. To wyraźny sygnał, już nie jest sama








