Trzeba było się bardzo postarać, by przegapić aferę wokół kontynuacji "Nigdy w życiu!". Wszystko zaczęło się od Joanny Jabłczyńskiej, która ku zdziwieniu fanów przyznała, że - co przecież wydawało się oczywiste - nie zagra w owym wyczekiwanym filmie.
Niemal każdego dnia wychodziły na jaw nowe fakty (lub plotki), a w sprawę angażowały się coraz to inne osoby. Jedną z nich była Karolina Korwin-Piotrowska.
Korwin-Piotrowska nie wytrzymała po słowach Jabłczyńskiej. Tak jej odpowiedziała
Kobieta uznała "ingerowanie w reżyserskie i producenckie decyzje przed premierą" za żenujące, a jednocześnie pozytywnie oceniła wybór Agnieszki Żulewskiej do roli Tosi.
Kiedy Jabłczyńska zarzuciła jej nieobiektywność (Żulewska współpracowała bowiem z Korwin-Piotrowską przy jej podcaście), dziennikarka nie gryzła się w język.
"(...) Pani Joanna jest nakręcona i ona już wszystkowiedząca, wszystko wie lepiej. (...) Ona sugeruje, że krytyka z mojej strony nie wynika z obiektywizmu. (...) Ja bardzo proszę nie przystawiać swoich norm moralnych do mnie, bo są one inne (...)" - grzmiała parę dni temu w sieci.
A teraz nieoczekiwanie oberwało się i Katarzynie Grocholi...

Korwin-Piotrowska dorzuciła swoje do afery wokół "Nigdy w życiu". Grzmi po słowach Grocholi: "Brednie"
Korwin-Piotrowska już wcześniej wskazała błędy popełnione przez pisarkę. Według niej niepotrzebnie opublikowała ona oświadczenie, w którym zapowiadała kroki prawne wobec aktorki, a później je skasowała. Według niej trzeba było wysłać pismo od razu, za kulisami.
Ale kiedy autorka podczas wystąpienia na Festiwalu Herlinga-Grudzińskiego "Pociąg do Literatury" w Kielcach zbagatelizowała poruszenie fanów, zrzucając je na mechanizmy rządzące internetem, a nie realne rozczarowanie i oburzenie prawdziwych ludzi, w dziennikarce aż się zagotowało.
"To wcale nie jest śmieszne w sumie. Pokazuje fatalny stan edukacji cyfrowej ludzi, także tych wypowiadających się publicznie i jak tutaj lejących na publiczność ostre brednie, świadczące o braku minimalnej wiedzy do wypowiadania się" - grzmiała na Instagramie.
Najpierw oberwało się Jabłczyńskiej, a teraz Grocholi. Korwin-Piotrowska nie gryzła się w język
Korwin-Piotrowska wyjaśniła, że w rzeczywistości za szybko napędzającą się aferą stoją zmyślnie zaprojektowane procesy podsuwania użytkownikom wzbudzających silne reakcje treści.
"(...) Szybko nakręciły przebodźcowanych i rozemocjonowanych ludzi, bo tak działają: bazują na emocjach, na najgorszych instynktach, bo na tym się zarabia, (...) na tym, że w każdym z nas jest zło" - pisała.
Komentatorka wskazała, że w związku z tym specjalista, na którego powołała się w swojej wypowiedzi pisarka, "powinien się doedukować i to szybko". Postawę samej literatki skwitowała w dość wymownych słowach.
"A pani Grochola, no cóż…" - podsumowała.
Zobacz też:
Jabłczyńska zacytowała Grocholę i potwierdziła doniesienia. "Nigdy nie mogłam liczyć"
Łepkowska ma dość awantury o "Nigdy w życiu". Nie zostawia suchej nitki na Szelągowskiej i Grocholi








