Szelągowska publicznie nawymyślała Jabłczyńskiej. Poszło o "Nigdy w życiu!"
Joanna Jabłczyńska nie zagra w kontynuacji "Nigdy w życiu" - tylko tyle i aż tyle.
Po ujawnieniu tej jednej informacji w mediach rozpętała się bowiem prawdziwa burza, w którą zaangażowało się już zarówno sporo bezpośrednio związanych ze sprawą, jak i zupełnie postronnych osób.
Aktorka zarzuciła produkcji granie nie fair, to jest wybranie wskutek sugestii od sponsora produkcji innej kandydatki. Decyzja ta była tym bardziej niezrozumiała, że Asia dostała już scenariusz, była na spotkaniu z przyszłym ekranowym partnerem i dostała wykaz dni zdjęciowych.
Po tym, jak 40-latka udzieliła na ten temat obszernego wywiadu, Dorota Szelągowska nie mogła milczeć. Znana córka Katarzyny Grocholi, autorki pierwowzoru książkowego i jednocześnie producentki powstającego właśnie filmu, nie przebierała w słowach.
I nawet kiedy dwa dni później się z nich wycofała, niewiele to już zmieniło...
Szelągowska zrobiła krok w tył i usunęła nagranie. Skłoniła ją do tego jedna rzecz
Chyba wbrew oczekiwaniom wypowiedź Szelągowskiej tylko podsyciła i tak już nerwową atmosferę wokół pań i całej sprawy. Internauci w przeważającej większości wstawili się za Jabłczyńską.
Półtorej doby po tym, jak opublikowała wideo z wiadomością do aktorki, Szelągowska usunęła je ze swojego profilu i wystosowała do o pięć lat młodszej koleżanki publiczne przeprosiny.
"Aśka, bardzo cię przepraszam. Nie miałam prawa cię obrażać. Żadne poczucie krzywdy czy zranienia tego nie tłumaczy. Jest mi wstyd. Bardzo cię przepraszam" - powiedziała na filmiku.
Do refleksji skłonił ją komentarz pewnego psychologa, który nie odbierał jej prawa do własnych uczuć, ale podkreślał, że nie powinna ich przekazywać w takiej formie, odreagowując na kimś innym.
"Emocje nie są najlepszym doradcą, nawet jeżeli mamy jak najlepsze intencje. (...) Dziękuję wszystkim za dyskusję (...). Przepraszam, Joanna" - dodała w opisie.
Ale nawet kiedy Dorota się ukorzyła, komentatorom nadal było mało.

Szelągowska przeprosiła Jabłczyńską, ale oni i tak wiedzą swoje. Już wydali werdykt
Spora liczba obserwatorów "dramy" dość chłodno zareagowała na zmianę nastawienia Szelągowskiej. Większość dostrzega w jej oświadczeniu nie tyle szczere motywacje, ile obawy o własną pozycję.
- "Ważne to jest, żeby nie (...) [obrażać - przyp. aut.], a nie nagrać kilka sekund przeprosin. Szanuj ludzi, którzy szanują innych, a nie tych, którzy po tym, jak im tysiące ludzi zwróciło uwagę, to dopiero się zreflektowali";
- "Przeprasza, bo jej zasięgi maleją. To nie przeprosiny";
- "A moim zdaniem po fali nieprzychylnych komentarzy jest to po prostu ruch marketingowy, a nie szczera refleksja"
- można przeczytać pod wpisem.
Inni dostrzegli jeszcze wyraźną dysproporcję między pierwszym a drugim wideo.
- "Plułaś 'pół godziny', przepraszasz w 16 sekund i to jeszcze kogoś, kogo zablokowałaś? Heh, wybielanko niczym malowanie całego domu na biało, gdy pod spodem grzyb";
- "3 minuty (...) [obrażania] i 16 sekund przeprosin? Aha"
- komentowali.
Mało kto uwierzył w szczerość Szelągowskiej. Oni już wiedzą: "Tak się nie postępuje"
Choć zdarzały się głosy poparcia i podziwu dla przyznania się Szelągowskiej do błędu, dominuje jednak chłodny odbiór.
"Niestety już Pani nie wierzę. (...) Żadne przeprosiny tego nie naprawią. Straciła Pani w moich oczach bardzo dużo. (...) Straszne jest to, jak razem z mamą (...) [potraktowałyście] tak wspaniałą kobietę, jaką jest pani Joanna. Czy choć przez chwilę się postawiła Pani na jej miejscu? Zastanowiła, co może czuć? Pani Joasia była Tosią, miała grać w tej części i nie było castingu! Została odsunięta od ekranizacji w bardzo niefajny sposób. Tak się nie postępuje (...)" - napisała jedna z internautek, zachęcając nawet Danutę Stenkę i Artura Żmijewskiego do wycofania się z projektu.
Zobacz też:
Domagała zakpił z afery wokół "Nigdy w życiu!". Jabłczyńska nie czekała z odpowiedzią








