Materiał zawiera linki partnerów reklamowych
Jabłczyńska wyznała, a potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Kto by pomyślał
Minął tydzień, odkąd Joanna Jabłczyńska ujawniła, że nie zagra w drugiej części "Nigdy w życiu". Dla fanów produkcji było to duże zaskoczenie, bo wydawało się oczywiste, że znana i lubiana obsada powróci do wykreowanych przez siebie dwie dekady temu postaci.
Jeszcze większą niespodzianką okazało się jednak to, co stało się później. Niepostrzeżenie afera rozlała się bowiem na cały kraj, stając się przyczynkiem do szeroko zakrojonej dyskusji, ale i powodem do krytyki czy... tworzenia memów.
Oglądaj "halo tu polsat" w Polsat Box Go
W ciągu tych kilku dni wydarzyło się naprawdę sporo, co najlepiej podsumowała chyba Agnieszka Hyży.
"Grochola. Jabłczyńska. Szelągowska. Żulewska. Casting, który być może być castingiem, a być może dla jednej ze stron nim nie był. Telefon. Sponsor. Oświadczenie. Odpowiedź na oświadczenie. Zapowiedź prawników. Usunięty post. Prywatne wiadomości pokazane publicznie" - relacjonowała krok po kroku prowadząca "halo tu polsat" w internetowym wpisie.
Zamiast opowiadać się po którejś ze stron, ona jako pierwsza zwróciła uwagę na coś zupełnie innego.
Nieoczekiwanie Hyży wtrąciła trzy grosze do afery wokół "Nigdy w życiu!". Nikt tego wcześniej nie zauważył
Hyży zauważyła, że w całym tym zamieszaniu dużą rolę odgrywamy jeszcze "my".
"Publiczność. Siedzimy z popcornem i wybieramy drużyny" - dodała.
Według niej pozornie błaha sprawa wcale nie jest jednak tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Trudno tu o jakikolwiek werdykt, skoro nie zna się dokładnie, od środka, sytuacji obu stron.
"A myślę sobie, że jest coraz więcej osób, które chcą zapisać się do teamu: 'Nie wiem, kto ma rację. I nie mnie to oceniać'. Po kilku godzinach tysiące ludzi, którzy nie uczestniczyli ani w jednej z tych rozmów, wiedzą już dokładnie, kto jest dobry, kto zły, kto kłamie i czyjego filmu nie pójdą oglądać. I wtedy pomyślałam, że może największym problemem tej historii wcale nie jest to, kto zagra Tośkę. Tylko to, jak bardzo przestaliśmy ze sobą rozmawiać, zanim zaczniemy rozmawiać o sobie publicznie" - kontynuowała wywód.

Agnieszka Hyży odkryła ws. afery o "Nigdy w życiu!". A więc o to tak naprawdę chodzi
Według prezenterki owo zdarzenie mówi o zaangażowanych - ale i nas samych - o wiele więcej, niż można by podejrzewać.
"Może czasem wystarczyłby telefon. Może czasem trzeba powiedzieć: 'Słuchaj, ja to zrozumiałam zupełnie inaczej'. Może druga osoba odpowiedziałaby: 'A ja byłam przekonana, że powiedziałam ci coś innego'. I być może nadal nie byłoby zgody. Ale przynajmniej byłaby rozmowa" - zastanawiała się "na głos".
Według Hyży z prawdziwego sporu został już tylko jego medialny aspekt, który zaczął żyć własnym życiem. Po tylu nowych informacjach spływających z różnych stron i odmiennych perspektywach trudno stwierdzić, co jest prawdą - i ile ich jest.
"W pewnym momencie już nie pamiętamy, o co poszło. Ale wiemy, komu kibicujemy. I może właśnie dlatego najbardziej pasuje mi dziś tytuł sprzed ponad 20 lat: 'Nigdy w życiu'. Nigdy w życiu nie uwierzę, że każdą ludzką historię da się uczciwie opowiedzieć w trzydziestosekundowej rolce. Chociaż internet codziennie odpowiada mi: 'Właśnie, że tak'" - podsumowała.
Zobacz też:
Jeszcze wczoraj Szelągowska podsyciła aferę wokół Jabłczyńskiej. Dziś przeprasza: Jest mi wstyd
Reżyserka castingu "Nigdy w życiu!" odpowiada Jabłczyńskiej. Mówi wprost o sugestiach "z góry"
Materiał zawierał linki partnerów reklamowych








