Robert Stockinger od lat pracuje w mediach. Syn słynnego doktora Lubicza z "Klanu" dekadę spędził w "Dzień Dobry TVN", gdzie pełnił rolę reportera. Niestety, nigdy nie udało mu się wskoczyć na stanowisko prowadzącego tej śniadaniówki.
Taką szansę dostała za to swego czasu Małgorzata Rozenek-Majdan. Niestety, jej przygoda z programem dość szybko się zakończyła, a sama celebrytka uznała to za jedną z jej największych zawodowych porażek.
W tym czasie jej popisom przed kamerą przyglądał się także Robert. Teraz w rozmowie z Kozaczkiem wrócił do tamtego okresu w TVN.
Ktoś musiał to powiedzieć głośno. Syn Stockingera nie gryzł się w język ws. Rozenek-Majdan
Pracujący dziś w "Pytaniu na śniadanie" prezenter wyznał, że jedno w przypadku Małgorzaty od razu zwracało uwagę. Rozenek podczas nagrań programu głównie sprawdzała na monitorze, czy dobrze wygląda. A przecież to goście zapraszani do "DDTVN" powinni być w tym momencie najważniejsi.
Swego czasu starał się nawet ją instruować, dzieląc się cennymi radami jako bardziej doświadczony kolega. Zapewnia, że robił to wyłącznie z życzliwości:
"Pod kamerą mamy podgląd, jest monitor. No i Małgosia patrzyła, czy dobrze wygląda i po prostu wzrok uciekał jej z osi kamery w dół, no więc delikatnie na przykład zwracałem uwagę, wiesz, koleżeńsko: widać, że patrzysz w bok, podnieś trochę wzrok, po prostu to widać. No ale, próbowałem coś z tego wydobyć, żeby móc pomóc. (...) Jak ja to widzę, to to jest wtedy głupie, jak widz ogląda program i widzi, że my tak patrzymy gdzieś w sufit (...) to, ojej, przyłapani" - wyznał Robert.
Myślicie, że uciekający wzrok Rozenek to był główny powód tego, że tak szybko wyleciała z "Dzień Dobry TVN"?
Zobacz także:








