Po tym, co wydało się o "Nigdy w życiu!", rozpętała się burza. Zaczęło się od Jabłczyńskiej
Jeszcze do niedawna wydawało się, że będzie to kontynuacja jak każda inna. Kiedy potwierdzono plan powstania następnej odsłony "Nigdy w życiu!" na podstawie nowej książki Katarzyny Grocholi, wszyscy z góry założyli, że na ekran powróci znana obsada.
I o ile Danuta Stenka rzeczywiście znowu została zaangażowana do roli Judyty, o tyle Tośkę zagra już ktoś inny (a konkretnie Agnieszka Żulewska). Podobne decyzje produkcyjne oczywiście się zdarzają, ale nie zawsze tworzy się wokół nich tak duże zamieszanie medialne.
Sprawę postanowiła w końcu nagłośnić główna zainteresowana. Joanna Jabłczyńska wiedziała o wszystkim od czerwca, ale aż do niedawna czekała na ruch twórców; według niej to oni powinni komunikować i uzasadnić swój wybór.
Na ujawnienie kulis pracy nad projektem po raz kolejny odpowiedziała osoba z ekipy realizacyjnej. Reżyserka castingu nie zamierzała milczeć. Jej słowa rzucają zupełnie inne światło na aferę...
Reżyserka castingu "Nigdy w życiu!" odpowiada Jabłczyńskiej. Mówi wprost o sugestiach "z góry"
Wszystko zaczęło się od nagrania, które poruszona Jabłczyńska opublikowała w sieci. Aktorka zdecydowała się wyznać prawdę bez względu na konsekwencje.
"Mam scenariusz najnowszego filmu na swoim mailu. Byłam na spotkaniu z reżyserem. Były ze mną wstępnie ustalane terminy nagrań. Poznałam potencjalnego mojego partnera do grania w filmie, a następnie otrzymałam telefon, iż podmiot, który wykłada bardzo duże pieniądze na najnowszą produkcję, ma swoją kandydatkę na Tośkę. I tyle. (...) To bolało! Bo miało (...)" - zdradziła.
Dopiero teraz, po kilku dniach i żywiołowej wymianie zdań między osobami zaangażowanymi lub kompletnie postronnymi, na te wypowiedź zareagowała wywołana niejako do tablicy reżyserka castingu.
"Nie użyłam takich słów w rozmowie z panią Joanną, bo jako reżyserka obsady nie jestem wtajemniczana, kto wykłada pieniądze na film. Mogę za to z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, to że wszystkie pomysły na zaproszenie aktorek biorących udział w zdjęciach próbnych, w tym Agnieszki Żulewskiej, wyszły ode mnie i nie były narzucane ani nawet sugerowane przez nikogo 'z góry', nawet reżysera" - zdementowała w wypowiedzi dla Pudelka.

Reżyserka obsady "Nigdy w życiu!" wyjawiła, jak naprawdę była z Jabłczyńską. Oto co zadecydowało
Według rozmówczyni serwisu nowa odtwórczyni postaci Antoniny została wyłoniona na etapie sprawiedliwych dla wszystkich przesłuchań.
"Po zrealizowaniu wszystkich zdjęć próbnych na równych zasadach reżyser najbardziej uwierzył w interpretację Agnieszki, a ja go poparłam w decyzji, która podyktowana była względami czysto artystycznymi" - dodała kobieta.
Tym sposobem podtrzymana została wersja twórców, którą przedstawiła parę dni temu jedna z producentek, Anna Wichłacz.
"To był wybór sześciu najlepszych do tej roli według nas, według reżysera i produkcji. Pani Jabłczyńska też była na tym castingu. Została wybrana inna aktorka. 17 czerwca pani Jabłczyńska została poinformowana, że ten wyścig przegrała. Casting to casting - był identyczny dla wszystkich aktorów. Miały przygotować jakąś tam scenę z partnerem i zagrać. To jest normalne przecież" - mówiła niedawno wspomnianemu portalowi.
Jabłczyńska odebrała to jednak zupełnie inaczej. W odpowiedzi swierdziła, że nie była świadoma, że bierze udział w castingu, w którym konkuruje z innymi. Już po zakończeniu przesłuchań (mowa o 22 czerwca) dostawała też jasne sygnały od innej producentki, Katarzyny Grocholi, że ta kibicuje jej udziałowi w filmie i stara się do niego doprowadzić.
Zobacz też:
Jabłczyńska nie wytrzymała. Odpowiada Szelągowskiej: Poproś Mamę o całość
Jabłczyńska znowu zabrała głos ws. Brodzik i "Nigdy w życiu!". Jest inaczej, niż ludzie myśleli
Szelągowska tuż przed północną zwróciła się do Jabłczyńskiej. "Niepokoi mnie"








