Kontynuacja "Nigdy w życiu!" bez Jabłczyńskiej i Brodzik. Rozpętała się burza
Od kilku dni trwa zamieszanie wokół wyczekiwanej kontynuacji "Nigdy w życiu!" Ryszarda Zatorskiego. Sprawa jest o tyle emocjonująca i głośna, że w ciągu minionych dwóch dekad tytuł zyskał status kultowego i zgromadził wokół siebie wierne grono fanów.
Nic więc dziwnego, że ci byli mocno zaskoczeni niezatrudnieniem do kolejnej ekranizacji książki Katarzyny Grocholi gwiazd poprzedniej obsady. Sprawę nagłośniła Joanna Jabłczyńska, która od początku nie kryje rozczarowania takim obrotem spraw.
Obecnie 40-latka co rusz ujawnia nowe informacje o procesie powstawania projektu i wdaje się w publiczne wymiany zdań z autorką pierwowzoru. W komentarzu pod jednym ze swoich instagramowych postów wyjawiła też, że Joanna Brodzik również nie wystąpi w realizowanym właśnie filmie.
Dopiero teraz wyszło na jaw, że stoją za tym inne powody, niż wszyscy sądzili.
Jabłczyńska znowu zabrała głos ws. Brodzik i "Nigdy w życiu!". Jest inaczej, niż ludzie myśleli
Media szybko obiegła wiadomość, że Brodzik nie dostała angażu ze względów czysto praktycznych i dość oczywistych.
"Postać Uli, przed laty granej przez Joannę Brodzik, nie występuje tu w scenariuszu. To jest inna historia, która dzieje się lata później. Przyjaciółka Judyty i jej mąż [grany w oryginale przez Jana Frycza - przyp. aut.] w niej nie występują, pojawią się za to nowe postacie" - przekazał informator Pudelka.
Okazuje się jednak, że prawda jest zupełnie inna. W najnowszym obszernym wywiadzie z Wirtualną Polską na kanale "Lustra", poświęconym głównie tej aferze, Jabłczyńska powiedziała o tym wprost.
"(...) Jestem w kontakcie z Asią Brodzik. (...) Sytuacja Asi jest o tyle łatwiejsza, że zostało powiedziane, że 'po prostu nie ma Uli w scenariuszu', no więc temat ucichł. Nie ma innej Uli, więc Asia nie została posądzona o to, że była słabsza, że dała ciała [na castingu] i że zabrakło jej talentu czy czegokolwiek innego. Doskonale wiem, że tak nie było" - porównywała położenie swoje i koleżanki, ujawniając nieznane dotąd informacje.
Tymczasem wygląda na to, że bohaterka Brodzik była przewidziana w fabule...

Jabłczyńska ujawniła o Brodzik i "Nigdy w życiu!". "Nie chce skończyć tak jak ja"
Jabłczyńska zdementowała plotki, które obiegły portale.
"Nie jest to prawdą. Ula była w scenariuszu, również w książce ma bardzo dużą rolę. (...) Można ją było ze scenariusza wykreślić, ale ja mam scenariusz, w którym jest Ula i absolutnie miała być i miała ją grać Joasia Brodzik" - podkreśliła gwiazda.
Różnica jest tylko taka, że 53-latka nie chce robić wokół tego szumu.
"(...) Bardzo żałuję, że zaszliście tak Asi Brodzik za skórę - i mówię po prostu o mediach - bo wiem z rozmów, że ona po prostu nie chce być powodem tych wszystkich klikalnych artykułów i nie chce skończyć tak jak ja. Bo rzeczywiście też już widzę i wiem to, że ludzie mają dosyć tematu, dlatego że to się tak rozlało. No ale niestety, im więcej klikają i nawet im więcej negatywnych komentarzy zostawiają, tym bardziej temat jest gorący, nie oszukujmy się, też dlatego tutaj jestem" - mówiła.
Brodzik trzyma się z dala od medialnej afery. Chłodna reakcja aktorki zadziwia
I rzeczywiście, w przeciwieństwie do Jabłczyńskiej Brodzik tylko raz i to w dość zwięzły sposób odniosła się publicznie do afery.
"Proszę się w tej sprawie zwrócić do producentów, w kierunku, który państwa interesuje. Ja w tej sprawie nie mam nic do powiedzenia" - zareagowała krótko w wypowiedzi dla Plejady.
Być może teraz, po szeroko komentowanym wywiadzie z Jabłczyńską, zmieni zdanie...
Zobacz też:
Szelągowska tuż przed północną zwróciła się do Jabłczyńskiej. "Niepokoi mnie"
Stanowcza reakcja Kaczorowskiej na aferę z Jabłczyńską. Rogacewicz też się włączył
Stanowcze słowa Beaty Kawki ws. afery z Jabłczyńską. Ostrzega twórców "Nigdy w życiu"








