Bliski przyjaciel pożegnał Jana Frycza. Tak wspomina początek ich znajomości
Jana Frycza w mediach społecznościowych pożegnał jego wieloletni przyjaciel, ceniony krytyk filmowy i teatralny Łukasz Maciejewski. Opublikował poruszający wpis, w którym wrócił wspomnieniami do lat ich przyjaźni.
We wpisie Maciejewski wyjawił, jak wyglądało jego pierwsze spotkanie z wybitnym aktorem. Ich relacja zawodowa bardzo szybko przerodziła się w bliską przyjaźń.
"To było niezwykłe spotkanie - plan serialu "Sława i chwała" Kutza w Krakowie. (....) Pisałem reportaż do "Dziennika Polskiego". Zaskoczony tym planem, zaskoczony Kutzem (że przeklinał), podszedłem do Jana Frycza, do pana Frycza, z dyktafonem. I, rzecz zupełnie nadzwyczajna, po minucie, dwóch, wiedziałem, i on też to wiedział, że się zaprzyjaźnimy, i że będzie to przyjaźń na całe życie już. To się nie zdarza, to się nam zdarzyło. Tak było" - napisał poruszony.
Łukasz Maciejewski wspominał Jana Frycza jako wybitnego aktora, któremu talent i sława nigdy nie przysłoniły zwyczajnego życia. Artysta miał wiele pasji, którymi chętnie dzielił się z najbliższymi.
"Status gwiazdy, ale zawsze obok. Nie udzielał się, nie chciał. Osobny tak bardzo, jak tylko się dało. Konstruował modele statków, puszczał samoloty na wietrze, zabierał mnie czasami" - dodał.
Przyjaciel Jana Frycza wyjawił prawdę o jego chorobie. "Czułem niepokój"
Łukasz Maciejewski przyznał, że ich wieloletnia przyjaźń miała różne etapy. Bywały okresy, gdy spotykali się częściej, ale zdarzało się też, że kontakt ograniczał się do krótkich rozmów telefonicznych. Aktor nie lubił obarczać innych swoimi problemami, a jednocześnie nie potrafił udawać, że wszystko jest w porządku, gdy mierzył się z trudnościami.
"Janek nie był łatwym człowiekiem. Potrafił być dotkliwy, nie zawsze go rozumiałem, nie zawsze potrafiłem sprostać jego gwałtowności, walczył ze słabościami, i nie tylko tę długą chorobę mam na myśli, ale myślę, że dzięki temu właśnie był tak bardzo ludzki. Człowiek. Człowiek i artysta" - wspominał krytyk filmowy.
Maciejewski zdawał sobie sprawę z tego, że Frycz choruje. Kiedy dowiedział się, że aktor odwołał swoje zawodowe zobowiązania, nabrał obaw, że sytuacja jest poważna.
"Po spektaklu "Snu nocy letniej" dowiedziałem się, że nie uczestniczy w próbach "Orestei" Percevala. Szpital. Domyśliłem się, czym to się może skończyć. Dzwoniłem ze Świnoujścia, nie odbierał. Czułem niepokój. Nie tylko intuicja" - przekazał.
Jan Frycz wiedział, co go czeka. Pogodził się ze swoimi wyborami
Jak wyjawił Maciejewski, Jan Frycz miał niedawno skontaktować się z nim i zapewnić, że odnalazł w swoim życiu spokój. Z jego słów wynikało, że był świadomy swojej sytuacji i z pokorą patrzył na przyszłość.
"Ja już wiem, że trzeba być wdzięcznym. I jestem wdzięczny za wszystko, za każdy dzień. Że było tak różnie w moim życiu, ale w końcu odnalazłem spokój. Jestem spokojny. Wiem, że trwa wielkie odliczanie. Ale czuję spokój, jakiego nigdy wcześniej nie zaznałem" - miał mu przekazać.
Według medialnych doniesień Jan Frycz zmarł w otoczeniu najbliższych. Wszystko wskazuje więc na to, że odszedł w spokoju, o którym mówił.
Zobacz też:
Englert wspomina zmarłego Jana Frycza. "Miał wpływ również na moje życie"
Jan Frycz trzy razy stawał na ślubnym kobiercu. Mówił wprost o "życiowej porażce"
Frycz za tydzień miał zjawić się na planie "Nigdy w życiu". Grochola do końca wierzyła








