Kondrat lata temu zrezygnował z aktorstwa. Nikt już się nawet nie łudził, a jednak
Marek Kondrat uchodził za jednego z najlepszych polskich aktorów. W szczycie kariery, po zgromadzeniu aż 100 tytułów w swoim ekranowym portfolio, gwiazdor nieoczekiwanie zrezygnował z aktorstwa i całkowicie odmienił swoje życie.
Wyprowadził się z żoną Antoniną Turnau do Hiszpanii, założył własny biznes, a dzięki współpracom reklamowym z dużymi firmami nie musiał martwić się o swój byt. I kiedy wydawało się, że nic go już od tej decyzji nie odwiedzie, nagle oficjalnie ogłoszono.
W połowie czerwca ubiegłego roku do wiadomości publicznej przekazano, że po kilkunastu latach przerwy od grania gwiazdor wraca na plan filmowy. I to nie byle jakiego projektu - chodzi bowiem o nową adaptację "Lalki".
Mało zresztą brakowało, a 75-latek przegapiłby tę wyjątkową propozycję...
Kondrat automatycznie odrzucał oferty pracy. Ale tej okazji nie mógł przepuścić
Kondrat był już na tyle przyzwyczajony do myśli o zakończeniu kariery, że zazwyczaj nie podchodził poważnie do żadnych pomysłów na projekty, które do niego spływały.
"Kiedy [producent Radosław Drabik - przyp. aut.] zwrócił się z tą ofertą, to potraktowałem ją, tak jak wiele innych, które do mnie docierały. Po prostu nie wyobrażałem siebie w tej samej roli po tylu latach. W tej samej roli, mówię o aktorstwie, czyli w tym, co robiłem przez całe swoje życie (...) Więc tak się przekomarzaliśmy, ale on jest niesłychanie uparty, to jest człowiek, który realizuje swoje zamiary i w tym jest niesłychanie przekonujący. A potem zacząłem sobie uświadamiać, co się w tej propozycji klei" - mówił Marek Kondrat na konferencji prasowej.
W końcu dostrzegł, że w istocie nie ma się przed czym opierać.
"Dla mnie to było spotkanie z jakąś przestrzenią, począwszy od utworu, który jest dla mnie najwspanialszym utworem w polskiej literaturze - ale tu nie jestem oryginalny. Zdałem sobie sprawę, że przy pierwszej realizacji lalki Wojciecha Hasa wziął udział mój ojciec [Tadeusz Kondrat] (...) i i był młodszy ode mnie - miał 60 lat. I jak się to wszystko skleiło razem, to pomyślałem sobie: 'Właściwie to nie ma argumentów przeciw'" - dodał.
Potwierdziły się doniesienia ws. Marka Kondrata. Zwlekano z tym parę miesięcy
W ciągu minionego roku twórcy sukcesywnie uchylali rąbka tajemnicy na temat produkcji, umiejętnie podtrzymując zainteresowanie wokół niej. Datę kinowej premiery ogłoszono jednak dopiero w grudniu ubiegłego roku, tj. po ponad pół roku od ruszenia machiny promocyjnej.
Ale najwięcej emocji budziła przede wszystkim obsada, która wprost ugina się od znanych nazwisk. W adaptacji klasycznej powieści potwierdzono udział Marcina Dorocińskiego, Kamili Urzędowskiej, Mai Komorowskiej, Agaty Kuleszy, Andrzeja Seweryna, otwiera się w nowym oknie, Karoliny Gruszki, otwiera się w nowym oknie, Marii Dębskiej, otwiera się w nowym oknie, Mateusza Damięckiego, Krystyny Jandy, Mai Ostaszewskiej, Filipa Pławiaka, Cezarego Żaka, Dawida Ogrodnika, otwiera się w nowym oknie, Macieja Musiałowskiego, otwiera się w nowym oknie, Andrzeja Chyry, Macieja Stuhra, Wojciecha Mecwaldowskiego, otwiera się w nowym oknie i Pawła Wilczaka, otwiera się w nowym oknie.
Aż trudno uwierzyć, że do premiery najbardziej wyczekiwanego polskiego filmu ostatnich lat zostały właściwie równe trzy miesiące. Kondrat i jego koledzy i koleżanki z planu z pewnością już dawno rozpoczęli odliczanie.
Aktor jest zresztą przekonany, że dzieło zachwyci odbiorców.
"To jest powrót do kostiumu, to jest film wielkoekranowy z prezentacją talentów tylu różnych środowisk artystycznych. Mówię o strojach, o świetle, o scenografii. Mamy do czynienia ze światowym dziełem, nie boję się tego mówić. (...) Jestem pewien, że ten obraz przyniesie ludziom ogromnie dużo satysfakcji (...)" - powiedział w rozmowie z serwisem Interia Film.
Zobacz też:








