Chociaż od finału 17. edycji "Tańca z gwiazdami" minęło 5 miesięcy, a nowy sezon przekroczył już półmetek, emocje wokół wygranej Mikołaja Bagińskiego i Magdy Tarnowskiej wciąż buzują.
Mikołaj Bagiński wygrał 17. edycję "Tańca z gwiazdami"
16 listopada ubiegłego roku w finale "Tańca z gwiazdami" zmierzyły się trzy pary, będące, zdaniem jurorów, na różnym poziomie technicznym, czemu dali wyraz w ocenach.
Na takim etapie zaawansowania chodzi o niuanse, trudne do wyłapania dla kogoś, kto nie jest fachowcem. Jury jednak dostrzegło drobne niedociągnięcia w pierwszej i drugiej choreografii Mikołaja Bagińskiego i Magdaleny Tarnowskiej oraz w cha-chy Maurycego Popiela i Sary Janickiej.
Tylko Wiktoria Gorodecka i Kamil Kuroczko zgarnęli pełną pulę punktów, jednak widzowie w toku głosowania przesunęli tę parę z samej góry na sam dół podium. Ostatecznie Gorodecka i Kuroczko, przy największej liczbie punktów jurorskich, zajęli trzecie miejsce.
Kontrowersje wokół wygranej Bagiego
Zdobywcami Kryształowej Kuli okazali się najsłabiej ocenieni przez jury Bagi i Tarnowska. Zaczęły się pytania, czy to wciąż program o tańcu, czy raczej plebiscyt popularności. Z odpowiedzią na to pytanie Bagi zmierzył się w rozmowie z "Vivą". Zaczął od żartu, ale potem tłumaczył już całkiem poważnie:
"No przecież zawsze wygrywa ten, kto najlepiej tańczy… Myślę, że "Taniec z gwiazdami" to jest program o tańcu i mówi się tam stricte o tańcu, natomiast gdyby zadać pytanie, czy w tym programie chodzi tylko i wyłącznie o taniec, to kompletnie nie. Tylko o taniec chodzi na przykład w turniejach tanecznych, a tu, myślę, o zainteresowanie widza, o to, żeby widz, który usiądzie w niedzielę na kanapie, czy młody, czy stary, czy taki średni, to żeby po prostu jarał się tym wszystkim i żeby te dwa i pół miliona osób, które, myślę, zbyt wiele wspólnego z tańcem nie mają, poza znajomością nazewnictwa, żeby oni się jarali, mogli zobaczyć coś więcej, nie tylko piękny taniec, ale także show, jakąś fajną bekę. Ja myślę, że to jest sens "Tańca z gwiazdami"".
Tak Bagi zmienił "Taniec z gwiazdami"
O tym, że entuzjazm, z jakim głosują widzowie, nie ma wiele wspólnego z umiejętnościami tanecznymi zaprezentowanymi na parkiecie przez ich faworyta, wiadomo od dawna. W 14. edycji słabo tańcząca Dagmara Kaźmierska dzięki głosom widzów przechodziła do kolejnych odcinków, kosztem dużo bardziej utalentowanych tanecznie zawodników. W końcu sama zrezygnowała z rywalizacji, tłumacząc się kontuzją.
3 edycje później widzowie dyskutowali na temat zwycięstwa Bagiego. Jedni przekonywali, że mu się należało, bo poczynił największe postępy, inni twierdzili, że nawet jeśli najwięcej się nauczył, to i tak daleko mu do Wiktorii czy Maurycego.
Pojawiły się także opinie, że w rywalizacji z influencerami gwiazdy innych branż nie mają szans już na starcie, bez względu na to, co zaprezentują w programie. Nie zabrakło złośliwych propozycji, by przemianować show na "Taniec z tiktoterami", którą zdaje się popierać Agnieszka Kaczorowska, ogłaszając w mediach społecznościowych, że "wygrał TikTok". Jak dał do zrozumienia Bagi, być może, zamiast kurczowo trzymać się reguł, które sprawdzały się 20 lat temu, lepiej pogodzić się z nieuchronnymi, jego zdaniem, zmianami:
"Nie uważam, że podejście: 'O, idę tam tylko dla beki' jest fajne. Ja na przykład tak totalnie nie poszedłem, dałem z siebie 100 procent, natomiast uważam, że wypośrodkowanie tego wszystkiego to jest najfajniejsze, co może być. Uważam, że teraz są trzy pola bitwy w "Tańcu z gwiazdami": jedno na parkiecie, drugie u widzów, a trzecie to jest właśnie content".
Zobacz też:
Bagi o pracy na żywo w "Tańcu z gwiazdami". To słyszał w słuchawce [POMPONIK EXCLUSIVE]
Popularność Bagiego sprzyja Kędzierskiemu? Influencer rozwiewa wątpliwości [POMPONIK EXCLUSIVE]
Bagi zaczął od wpadki w "Tańcu z gwiazdami". Wytknęli mu jeszcze jedno








