Spis treści:
- Poruszenie wokół Jabłczyńskiej. Decyzja producentów "Nigdy w życiu!" oburzyła ludzi
- Szelągowska nie miała litości do Jabłczyńskiej. Chciała szybko uciszyć aferę, a wszystko pogorszyła
- Jabłczyńska nie planuje konsekwencji dla Szelągowskiej. Ma nadzieję na jedno
- Szelągowska unika pytań o zbiórkę Jabłczyńskiej
Poruszenie wokół Jabłczyńskiej. Decyzja producentów "Nigdy w życiu!" oburzyła ludzi
Po ramówce TVN w sieci zawrzało. Joanna Jabłczyńska odpowiedziała bowiem na pytania prasy o nadchodzącą ekranizację kontynuacji "Nigdy w życiu!" i wyznała, że nie zagra Tosi w nadchodzącej produkcji.
Wówczas nie wdawała się w szczegóły, zaznaczając jedynie, że otrzymała informację, dlaczego tak się się stało i na planie pojawi się ktoś zupełnie inny.
Gwiazda wyjawiła jednak, co jej właściwie powiedziano w nagraniu udostępnionym w swoich social mediach. Z żalem ujawniła, że "podmiot wykładający duże pieniądze na produkcje miał swoją kandydatkę na Tośkę".
Decyzja producentów wywołała oburzenie na wielką skalę.
Fani historii Judyty zaczęli publicznie zapewniać, że tym razem nie pójdą na film, bo chcą takiej Tosi, jaką zapamiętali z poprzedniej części. Wielu otwarcie krytykowało też Katarzynę Grocholę, która podczas jednego z wywiadów przyznała, że powróci dawna obsada i - siedząc u boku Jabłczyńskiej i Stenki - przekonywała, że obie mają się szykować na plan.
Szelągowska nie miała litości do Jabłczyńskiej. Chciała szybko uciszyć aferę, a wszystko pogorszyła
Krytyka mocno zirytowała córkę pisarki Dorotę Szelągowską, która zamieściła w sieci obraźliwe nagranie, w którym powiedziała, że Joanna Jabłczyńska "przegrała" z Agnieszką Żulewską i "czyni wiele zła".
Ludzie natychmiast stanęli w obronie Jabłczyńskiej, a presja ze strony publiczności, spadające zasięgi i podobno także reakcja TVN-u sprawiły, że projektantka ostatecznie wycofała się ze swoich słów i usunęła nagranie.
Na koniec jeszcze przeprosiła ją na 16-sekundowym filmiku,
"Aśka, bardzo cię przepraszam. Nie miałam prawa cię obrażać. Żadne poczucie krzywdy czy zranienia tego nie tłumaczy. Jest mi wstyd. Bardzo cię przepraszam" - padło w nagraniu opublikowanym przez Dorotę w czwartkowy poranek.
Jabłczyńska nie planuje konsekwencji dla Szelągowskiej. Ma nadzieję na jedno
Jabłczyńska przyjęła przeprosiny, a sama skierowała własne do Katarzyny Grocholi, zdradzając obserwatorom, że są wynikiem żądań wskazanych w piśmie przedsądowym, które wysłała do niej pisarka. Uiściła także 5 tysięcy złotych na wskazaną na papierze fundację, a przy okazji założyła zbiórkę dostępną dla wszystkich, by jej fani mogli również wpłacać pieniądze.
Dziś na koncie zbiórki widnieje już przeszło 433 tysięcy złotych.
Aktorka mierzy się też z licznymi pytaniami od fanów. Nie zabrakło tych, którzy chcieli wiedzieć, czy sama wystosuje jakieś pismo do Szelągowskiej za głośne nagranie, w którym padło wiele mocnych słów.
Jabłczyńska postawiła sprawę jasno.
"Pozywać nie będę, ale liczę, że również zbiórkę udostępni i pieniądze wpłaci" - napisała aktorka.
Szelągowska unika pytań o zbiórkę Jabłczyńskiej
Redakcja "Faktu" próbowała skontaktować się z Dorotą Szelągowską w celu uzyskania potwierdzenia bezpośrednio od niej, czy zamierza przychylić się do propozycji Jabłczyńskiej.
Gwiazda TVN nie próbowała nawet udawać zainteresowania tematem.
"Dziękuję za rozmowę, do widzenia" - powiedziała wyćwiczonym spokojnym tonem po czym natychmiast zakończyła połączenie.

Zobacz także:
Barbara Kurdej-Szatan zabrała głos ws. afery o Tosię. Wytknęła brak klasy
Kulisy przeprosin Szelągowskiej. W TVN miało zrobić się nerwowo. "W stacji zawrzało"
Dorota Szelągowska przeprosiła Jabłczyńską. Aktorka publicznie zareagowała, a tu nagle takie słowa








