Elżbieta Zającówna miała 23 lata, gdy zadebiutowała w roli Natalii w "Vabanku" Juliusza Machulskiego.
Kilka tygodni po premierze filmu spotkała za kulisami Teatru Syrena młodego dramaturga Krzysztofa Jaroszyńskiego. Przyszedł na spotkanie z dyrektorem, by omówić z nim obsadę swojej nowej sztuki.
Elżbieta nie wiedziała, że Krzysztof podkochuje się w niej od chwili, gdy zobaczył ją w "Vabanku". Zapytała, czy może liczyć na główną rolę w jego przedstawieniu, a on spojrzał na nią uważnie i stwierdził, że nie nadaje się, bo jest za młoda.
Dopiero po powrocie do domu, jak sam wspominał, uświadomił sobie, że po tym, jak potraktował Elę, nie ma u niej żadnych szans.
Zającówna i Jaroszyński: Znana wróżka przepowiedziała im wspólną przyszłość
Następnego dnia Jaroszyński znów zjawił się w teatrze, tym razem z wielkim bukietem róż. Wszedł do garderoby Elżbiety, wręczył jej kwiaty i przeprosił za to, co powiedział jej podczas ich pierwszego spotkania.
Zaproponował aktorce wspólną kolację, ale odmówiła.
Świadkiem ich rozmowy była starsza koleżanka Zającównej - Józefina Pellegrini, aktorka i jednocześnie jedna z najsłynniejszych polskich wróżek.
Józefina poradziła Elżbiecie, żeby następnym razem przyjęła od Krzysztofa zaproszenie na randkę, bo bardzo do siebie pasują.
"Powiedziała mi, że on wróci. Wrócił kilka dni później i znów zapytał, czy się z nim umówię. Zgodziłam się" - wspominała w rozmowie z "Super TV".
"Wróżka miała rację. Byliśmy sobie przeznaczeni. Ale nie od razu zostaliśmy parą. Krzysztof musiał się o mnie troszkę postarać" - dodała.
Nad małżeństwem Zającówny kilka razy zawisły ciemne chmury
Pobrali się dopiero dwa lata później.
Spóźnili się na swój ślub. Gdy dotarli do Urzędu Stanu Cywilnego, okazało się, że zapomnieli obrączek.
"Zaczęliśmy się sprzeczać, oboje spanikowaliśmy. Na szczęście znajomi pożyczyli nam swoje obrączki" - opowiadała Elżbieta po latach w wywiadzie dla "Zwierciadła".
Zanim Krzysztof Jaroszyński poznał Elżbietę, był związany z inną kobietą. W 1979 roku doczekał się z nią syna Mikołaja.
Zającówna bardzo lubiła pasierba, ale marzyła o własnym dziecku.
Gabrysia przyszła na świat dopiero kilka lat po ślubie aktorki i dramaturga.
"Jest wymarzoną, długo wyczekiwaną córką. Poświęcam jej cały mój czas i całą energię" - stwierdziła Elżbieta w wywiadzie dla "Głosu Słupskiego".
Krzysztof przyznał po latach, że był moment, gdy poczuł się odtrącony, zepchnięty przez ukochaną na drugi plan. Rzucił się wtedy w wir pracy i oddalił od Eli.
"Na moment oboje zapomnieliśmy, że się kochamy. Jednak doszliśmy do wniosku, że musimy ratować nasze małżeństwo i udało się" - opowiadała Elżbieta Zającówna w rozmowie z Aliną Gutek ze "Zwierciadła".
Kilka lat później nad ich małżeństwem znów zawisły czarne chmury. Krzysztof zauroczył się bowiem Iloną Felicjańską. Modelka zawróciła mu w głowie, ale nie zdecydował się zostawić dla niej rodziny.
"Tamten kryzys uświadomił nam różnicę między byciem ze sobą a byciem obok siebie. Zrozumieliśmy, że nie chodzi głównie o czas sobie poświęcany, ale o to, by mieć dla siebie więcej uczuć, serdeczności i zrozumienia" - wspominał w "Zwierciadle".
"Postanowiliśmy poświęcać sobie więcej uwagi, zrezygnowaliśmy z niektórych zawodowych planów, które wymagały od nas ciągłych wyjazdów. Założyliśmy firmę, by pracować na miejscu, w Warszawie" - dodała Elżbieta.
Zającówna żałowała, że ma tylko jedno dziecko
Pod koniec lat 90. u Elżbiety zdiagnozowano chorobę von Willebranda powodującą zaburzenia krzepliwości. Aktorka zrezygnowała wtedy z regularnych występów w teatrze i zajęła się prowadzeniem rodzinnej firmy producenckiej. Poświęcała też sporo czasu pracy w Fundacji Polsat, której była wiceprezeską.
Elżbieta Zającówna wyznała kilka lat przed śmiercią, że jako aktorka czuje się spełniona, a jako kobieta żałuje, że ma tylko jedno dziecko.
Pod koniec życia Elżbieta cierpiała.
"Mama coraz mniej była sobą. Widzieliśmy, jak choroba wpływała na jej życie" - powiedziała Gabriela na pogrzebie mamy.
Gwiazda serialu "Matki, żony i kochanki" odeszła 28 października 2024 roku.
"Choroba ją pokonała. Niesprawiedliwie za wcześnie" - stwierdził Krzysztof Jaroszyński, wspominając żonę w "Pytaniu na śniadanie".
Zadedykował Eli swoją nową książkę.
"Wspierała mnie przy pisaniu jej. Pracowałem nad nią ponad cztery lata, a Ela większość tego czasu była obok" - wyznał.
Źródła:
1. Wywiady z E. Zającówną i K. Jaroszyńskim: "Zwierciadło" (lipiec 2000), "Głos Słupski" (kwiecień 1999), "Super TV" (luty 2000), Plejada (październik 2014)
2. Wywiad z K. Jaroszyńskim, "Pytanie na śniadanie" (luty 2026)

Zobacz także:
Mało kto o tym wiedział. Oto, co łączyło Potocką i Elżbietę Zającównę
Po 30 latach wrócił temat serii "Matki, żony i kochanki". Potocka ogłosiła
Nie minął nawet rok od śmierci Zającówny, a już takie doniesienia. Nie do wiary








