Elżbieta Zającówna zmarła 28 października 2024 roku w wieku zaledwie 66 lat. W kazaniu podczas mszy pogrzebowej, ksiądz wspomniał, że odeszła "dużo, dużo za wcześnie".
Elżbieta Zającówna: życie w cieniu choroby
Zającówna, znana wielbicielom serialu "Matki, żony i kochanki", gwiazda filmów Juliusza Machulskiego, starannie ukrywała szczegóły swojej choroby. Nie chciała, by ludzie traktowali ją inaczej.
Chorobę Von Willebranda wykryto u niej podczas rutynowych badań przed przyjęciem na AWF. Wtedy zmieniła plany i, ku własnemu zaskoczeniu, za pierwszym podejściem dostała się na studia aktorskie w Krakowie.
Elżbieta Zającówna: wszyscy ją uwielbiali
Elżbieta Zającówna dała się poznać jako utalentowana aktorka nie tylko filmowa, lecz także teatralna. Przez lata była związana z warszawskimi teatrami: Komedią, Rampą i Syreną. Z czasem zaczęła wygaszać swoją karierę aktorską i więcej czasu poświęcała na działalność charytatywną.
W 2010 r. objęła stanowisko wiceprezeski Fundacji Polsat. Wtedy, wyjaśniając, dlaczego rezygnuje z aktorstwa, jedyny raz wspomniała ogólnikowo o swoich problemach. Jak wyznała w "Vivie":
"Zmieniło się moje podejście do zawodu. Powiedziałam sobie, że nie będę umierać na scenie".
Małgorzata Potocka, przyjaciółka Zającówny i koleżanka w planu serialu "Matki, żony i kochanki", wspominała w "Fakcie", jak bardzo choroba przejmowała kontrolę nad jej życiem:
"Na planie zdjęciowym każdego dnia przeżywała koszmar. Ta choroba ją męczyła od zawsze. Odkąd pamiętam, to w serialu "Matki, żony i kochanki" zawsze była ta choroba. Ona nie mogła długo ani zbyt ciężko pracować. Nie mogła nie dosypiać".
Małgorzata Potocka wspomina zmarłą przyjaciółkę
Mimo zmagań z wyniszczającym schorzeniem, Zającówna zawsze znajdowała czas dla bliskich. Potocka wspomina w "Fakcie", jak po jej rozstaniu z Grzegorzem Ciechowskim Zającówna pojechała za nią nad morze, by ją pocieszać i wspierać.
Jak wspominała Potocka, polecona przez terapeutę metoda odrywania myśli od zmartwień za pomocą kojącego szumu fal nie do końca się sprawdziła. Na szczęście pojawiła się Zającówna:
"Wtedy nie widziałam przyszłości za bardzo. Był marzec, zimno jak diabli… siedziałam nad morzem, nagle patrzę, idzie do mnie Ela z córeczką, z termosem i mówi: to my z tobą tutaj zostaniemy. To było takie wsparcie… bratnia dusza się pojawiła. To było piękne".
Przyjaźń przetrwała wiele lat, aż do śmierci Zającówny. Ich ostatnie spotkanie odbyło się przypadkiem, na dworcu. I, jak zwykle, zapomniały o całym świecie:
"Spotkałyśmy się na peronie, usiadłyśmy na ławce i rozmawiałyśmy do nocy. Zawsze gadałyśmy dużo. Myśmy się przyjaźniły, zwierzałyśmy się sobie, byłyśmy blisko".
Zobacz też:
Po 30 latach wrócił temat serii "Matki, żony i kochanki". Potocka ogłosiła
Nie minął nawet rok od śmierci Zającówny, a już takie doniesienia. Nie do wiary
Potocka nie kryje wielkiego żalu. Nadal nie rozumie, czemu do tego doszło








