Zwrot akcji u Grażyny z "Sanatorium miłości". To koniec związku
Grażyna Nowicka pochodząca z Krzczonowic z 7. edycji "Sanatorium miłości" wyjechała sama. Po programie wyjechała do pracy w Holandii. Była tam, kiedy dotarł do niej Kazimierz z Lublina. Mężczyzna zobaczył w programie jej wrażliwość i uczciwość i postanowił zrobić wszystko, by ją poznać.
Początkowo ich historia przypominała tę z bajki - może aż za bardzo. Kiedy Grażyna wróciła do kraju, od razu pojechała do Lublina - na zaproszenie Kazimierza. Mężczyzna już na drugi dzień kupił jej pierścionek zaręczynowy, którym chwaliła się jeszcze w październiku 2025 roku. Zamieszkali razem i byli zaręczeni po czterech miesiącach znajomości, głównie telefonicznej.
Kazimierz zapewniał, że Grażyna nie będzie musiała pracować, bo się nią zaopiekuje. Jeszcze jesienią w "Pytaniu na śniadanie" wydawali się szczęśliwi. Prawda okazała się jednak zupełnie inna. Ludzie, którzy mieli nadzieję na pozytywne zakończenie, bardzo się mylili.
Grażyna Nowicka z "Sanatorium" rozstała się z Kazimierzem
Uczestniczka 7. sezonu "Sanatorium miłości" udzieliła wywiadu tygodnikowi "Rewia". Przyznała, że początkowo "naprawdę wierzyła, że może uch połączyć coś wyjątkowego". Zwłaszcza że Kazimierza wcześniej odwiedził jej syn Łukasz, na którym mężczyzna zrobił bardzo pozytywne wrażenie. Niestety codzienność okazała się inna.
"Jak zamieszkaliśmy razem, okazało się, że nie jest tak różowo" - mówi wprost Grażyna.
Jak tłumaczy, mężczyzna szanował niektóre z jej granic i żyli jak białe małżeństwo, ale wielkim problemem był jego charakter.
Nowicka ma za sobą niełatwą przeszłość. Jej pierwszy mąż nie traktował jej odpowiednio - delikatnie rzecz ujmując. Zmarł cztery lata przed jej udziałem w programie. Kazimierz był za to 14 lat po rozwodzie - i od 2011 roku nie znalazł partnerki. Teraz znów będzie sam, bo kuracjuszka nie wytrzymała.
Grażyna z "Sanatorium" znów jest wolna. Wróciła do Krzczonowic
Grażynka wróciła do Krzczonowic pod sam koniec 2025 roku, po kolejnej różnicy zdań.
"Starałam się, by było smacznie ugotowane i czysto w domu, ale nie podziękował mi wcale" - wspomina w wywiadzie i od razu dodaje, że nie to było najgorsze.
Najtrudniejsza była jego ciągła potrzeba nadzoru, odbiegająca daleko od zwykłej opiekuńczości. Nie miała swobody działania.
"O żadnym ślubie nie ma mowy. Wolę być sama. [...] Może zbyt łatwo zaufałam i uwierzyłam, że ta bajka będzie miała szczęśliwe zakończenie. Życzę Kazikowi wszystkiego najlepszego. Ja pójdę swoją drogą" - mówi teraz.
Na szczęście w Holandii zebrała sporo funduszy. Może też liczyć na wsparcie bliskich. Na razie nie myśli o przyszłości i nie chce się z niczym śpieszyć.
Zobacz też:
Ula i Stanley z "Sanatorium" przekazali najradośniejsze wieści. Przyszła kolej na nich
Gosia z "Sanatorium miłości" dopiero mówiła, że jest zakochana. "Ślubu nie będzie"
Grażyna z "Sanatorium" rozpłakała się w "PnŚ". Prowadzący musiał pomóc








