Jan Frycz nie żyje. Miał 72 lata
Środowisko artystyczne wciąż opłakuje wielką stratę - śmierć Jana Frycza. Aktor zmarł w sobotę, 15 sierpnia w wieku 72 lat. Informację przekazali przedstawiciele stołecznej sceny, z którą aktor był związany przez dwie dekady.
Głos po odejściu artysty zabrali nie tylko jego najbliżsi, w tym córka Olga, ale i znani koledzy po fachu. Swoim smutkiem podzielili się m.in. Katarzyna Zielińska, Grażyna Szapołowska, Andrzej Grabowski czy Tomasz Karolak.
Pożegnanie gwiazdora jest tym dotkliwsze, że do końca pozostawał on aktywny zawodowo i szykował się do kolejnych projektów. Dosłownie za kilka dni miał stawić się na planie kontynuacji "Nigdy w życiu".
Już wkrótce będzie można zobaczyć jego ostatnią rolę. Oto co wydarzy się dokładnie w dniu pogrzebu.
Nikt nie wiedział, że to ostatni występ Frycza. Właśnie się wydało, to wydarzy się w dniu pogrzebu
Pod koniec życia Frycz pracował nad spektaklem "Król Maciuś Pierwszy" w reżyserii Tadeusza Kabicza.
Oprócz niego w adaptacji powieści Janusza Korczaka widzowie obejrzą jeszcze Danutę Stenkę, Karolinę Gruszkę, Tomasza Kota, Marka Kondrata, Borysa Szyca, Wiktorię Gorodecką, Andrzeja Konopkę, Macieja Musiała oraz Magdalenę Popławską.
Do sieci trafił właśnie teaser, zdradzający co nieco na temat klimatu produkcji i pokazujący próbkę występów aktorów w charakteryzacji i kostiumach.
Nikt się nie spodziewał, że ów tytuł okaże się zwieńczeniem dorobku Jana Frycza. Premiera przedstawienia zrealizowanego w ramach Teatru Telewizji będzie ostatnią okazją, by podziwiać go na ekranie.
Emisję zaplanowano na poniedziałek, 7 września o godz. 20:55 w TVP1. Dokładnietego samego dnia odbędzie się pogrzeb aktora.
Pod koniec życia Frycz zdobył się na poruszające wyznanie. To było dla niego bardzo ważne
Co ciekawe, to właśnie na nowej teatralnej wersji powieści z 1923 roku skupiał się ostatni wywiad udzielony przez Frycza. Aktor podkreślał w nim m.in. swoje przywiązanie do teatru telewizji.
"To oryginalny gatunek sztuki i zajmuje on w moim sercu miejsce wyjątkowe. Jego siła tkwi w tym, że nie jest - i nie powinien być - zwykłym widowiskiem telewizyjnym ani prostą rejestracją spektaklu ze sceny" - mówił w rozmowie z Michałem Misiorkiem.
72-latek przyznał, że gdy otrzymał propozycję wzięcia udziału w projekcie, nie wahał się ani chwili. Wszystko z uwagi na sentyment do lektury swojej młodości.
Dzisiaj w myśli autora, zgodnie z którą "nie wolno zostawiać świata takiego, jakim jest", dostrzega jeszcze więcej mocy i sensu niż dotychczas.
"(...) To nie tylko kwestia empatii, ale przede wszystkim naszej odpowiedzialności za przyszłość. Naprawianie świata zawsze zaczyna się od nas samych. Rezygnacja z działania i obojętność są najgorszym wyborem" - mówił.

Zobacz też:
Nikt nie wiedział, że to ostatni wywiad Frycza. Nie do wiary, co w nim wyznał
Tomasz Karolak wspomina Jana Frycza. "Dobrze go znałem, bardzo blisko"








