Nie żyje Jan Frycz. Miał 72 lata
Kilka dni temu media obiegła smutna wiadomość o śmierci Jana Frycza. Aktor zmarł w sobotę, 15 sierpnia w wieku 72 lat. Informację przekazali przedstawiciele stołecznej sceny, z którą aktor był związany przez dwie dekady.
"Jan Frycz był niezwykle ważnym członkiem naszego Zespołu - nie tylko wielkim artystą, ale i przyjacielem, a dla wielu z nas również mentorem. Będzie nam bardzo brakować jego charyzmy na próbach, jego śmiechu w kuluarach, długich rozmów i analiz. Przede wszystkim jednak będzie nam go brakować jako pięknego człowieka. Mieliśmy wielkie szczęście, mogąc spotykać się na co dzień" - można przeczytać w mediach społecznościowych.
Jak dowiadujemy się z oświadczenia, mężczyzna odszedł w domu w otoczeniu najbliższych. Nie do wiary, co wyznał tuż przed śmiercią.
Nikt nie wiedział, że to ostatni wywiad Frycza. Nie do wiary, co w nim wyznał
Frycz do końca pozostawał aktywny zawodowo i szykował się do kolejnych projektów. Ostatnim zrealizowanym był spektakl "Król Maciuś Pierwszy" w reżyserii Tadeusza Kabicza. W obsadzie sztuki powstałej dla Teatru Telewizji, która jesienią będzie miała premierę, znaleźli się jeszcze m.in. Danuta Stenka, Karolina Gruszka czy Tomasz Kot.
To właśnie na tym tytule skupiał się ostatni wywiad udzielony przez Frycza. Aktor podzielił się w nim swoim stosunkiem do idei nagrywania spektakli jako takiej.
"Teatr Telewizji to oryginalny gatunek sztuki i zajmuje on w moim sercu miejsce wyjątkowe. Jego siła tkwi w tym, że nie jest - i nie powinien być - zwykłym widowiskiem telewizyjnym ani prostą rejestracją spektaklu ze sceny" - mówił w rozmowie z Michałem Misiorkiem.
Możliwość zagrania w adaptacji powieści Janusza Korczaka wydała mu się ekscytująca.
"Od razu zgodziłem się zagrać w tym spektaklu, wzruszony wspomnieniami lektury z własnego dzieciństwa (...)" - wyznał.
Przy okazji podzielił się jednak ważną refleksją i wystosował apel do ludzi.

Tuż przed śmiercią Frycz zdobył się na szczerość. Mówił wprost o "najgorszym wyborze"
Zapytany o przekonanie wspomnianego autora, w myśl którego "nie wolno zostawiać świata takiego, jakim jest", Frycz otwarcie się z nim zgodził. Według niego dzisiaj te słowa są nadzwyczaj aktualne.
"W odniesieniu do współczesnych wyzwań ta myśl Janusza Korczaka zyskuje zupełnie nowy, niemal dramatyczny wymiar. Dziś 'niezostawianie świata takim, jaki jest' to nie tylko kwestia empatii, ale przede wszystkim naszej odpowiedzialności za przyszłość" - stwierdził.
Frycz postanowił nawet zaapelować w tej sprawie do ludzi.
"Naprawianie świata zawsze zaczyna się od nas samych. Rezygnacja z działania i obojętność są najgorszym wyborem. Traktujmy Ziemię jako naszą małą planetę i nas, ludzi, którzy żyjemy na naszej małej planecie, jako całość. Dbajmy o środowisko i o ludzi jednocześnie, bo jesteśmy od siebie zależni. Uważam, że powinniśmy zawsze o tym pamiętać" - podzielił się swoimi przemyśleniami.
Zobacz też:
Tomasz Karolak wspomina Jana Frycza. "Dobrze go znałem, bardzo blisko"
Pojawiły się pierwsze ustalenia ws. pogrzebu Jana Frycza. Ceremonia nie odbędzie się tak szybko








