Misheel Jargalsaikhan była gwiazdą "Rodziny zastępczej". Tak wspomina ją po latach
"Rodzina zastępcza", otwiera się w nowym oknie to jeden z najbardziej lubianych i ciepło wspominanych seriali przez widzów. Tytuł był emitowany na antenie Polsatu w latach 1999-2009 i na dobre zapisał się w pamięci Polaków.
Produkcja zapoczątkowała kariery kilku gwiazd, m.in. Aleksandry Szwed czy Moniki Mrozowskiej. W nowszej odsłonie z dopiskiem "Plus" pierwsze kroki na planie stawiali też Wiktoria Gąsiewska czy bracia Zdrójkowscy.
Do młodszej części obsady zaliczała się też Misheel Jargalsaikhan, otwiera się w nowym oknie. W najnowszym odcinku podcastu Pomponika "Real Talk" 38-latka podzieliła się swoimi wrażeniami z tamtego okresu.
Kobieta nie mogła nie wspomnieć o szczególnej więzi, jaka na przestrzeni lat i dzięki spędzaniu ze sobą mnóstwa czasu wytworzyła się między członkami ekipy. Oto jak dziś wypowiada się o swoich serialowych rodzicach: Gabrieli Kownackiej i Piotrze Fronczewskim.
Misheel Jargalsaikhan dobrze poznała ich na planie "Rodziny zastępczej". Tacy naprawdę byli Kownacka i Fronczewski
Jargalsaikhan nie ukrywa, że cenieni aktorzy stali się jej tak bliscy, jakby rzeczywiście stanowili jej rodzinę.
"Spędziliśmy [razem] 10 lat mojego życia, 50 proc. z tych 10 lat tak naprawdę na planie w takich bardzo intensywnych relacjach właśnie z tymi wielkimi nazwiskami (...) i wieloma innymi cudownymi aktorami, z których każdy miał na mnie wpływ. (...) Pani Gabrysia Kownacka i Piotruś Fronczewski to właśnie byli ciocia i wujek, ale dla mnie prywatnie druga mama i drugi tata" - wyznała Misheel w rozmowie z Jakubem Szewczykiem.
Kobieta wyjawiła, że byli i są oni dla niej wzorem do naśladowania.
"To od nich czerpałam najwięcej inspiracji i w ogóle takie otwarcia na świat aktorstwa, ale (...) [też] człowieczeństwa. To są i były, i będą zawsze, wielkie, rozpoznawalne gwiazdy. To są naprawdę gwiazdy. A nigdy w relacji czy z innymi aktorami, czy z (...) kolegami, młodszymi aktorami, które się dopiero uczą, czy z produkcją i ekipą pracującą dzień w dzień z nami na planie, nie można było tego wyczuć. Ogromny dystans, taka autentyczna klasa, czyli taki poziom, który wynika nie tylko z wyuczenia się, ale też z wyczucia. I to jest coś, co mnie na maksa inspirowało i do dzisiaj inspiruje" - zdradziła reporterowi Pomponika.

Jargalsaikhan po latach wyznała prawdę o Kownackiej. Zawsze taka była
Jargalsaikhan wspomniała, że wejście Kownackiej na plan zawsze robiło na wszystkich ogromne wrażenie.
"(...) To było coś tak niesamowitego. Ona była zawsze piękna, zawsze. I to dzisiaj sobie myślę jako kobieta, że ten jej blask, ta magia, chemia, którą po prostu każdy był w stanie wyczuć, to nie było tylko jej piękno zewnętrzne, tylko przede wszystkim to piękno wewnętrzne (...). I to, w jaki sposób ona patrzyła na człowieka" - opowiadała w podcaście "Real Talk".
Według obserwacji Misheel, Kownacka zawsze starała się być całkowicie skupiona na swoim rozmówcy.
"Nigdy nie było tak, żeby (...) [miała] rozbiegany wzrok. Zawsze rozmawiając z nią - nieważne czy pięć godzin, czy na pięć słów - miałeś [jej] uwagę. I to jest taka wartość, która wydaje mi się, że dzisiaj jest coraz rzadsza niestety. Ja się staram to swojemu rozmówcy dawać" - zachwycała się aktorką.
Jargalsaikhan nie wiedziała, że to jej ostatnie spotkanie z Kownacką. Do dziś ma łzy w oczach, gdy o tym mówi
Misheel do dziś ze wzruszeniem wspomina moment, w którym - czego jeszcze wtedy nie wiedziała - po raz ostatni pożegnała się z serialową mamą.
"Ja zrezygnowałam trochę wcześniej, niż zakończyła się produkcja 'Rodziny zastępczej', ponieważ dostałam się (...) na studia. W scenariuszu była taka historia, że Zosia, czyli moja postać, została odnaleziona przez wujka z Kanady, i on zabrał Zosię tam, do Toronto. (...) Ostatnia scena, którą zagrałam (...), to było autentycznie również ostatnie pożegnanie z całą ekipą" - zdradziła Pomponikowi.
Jeszcze tego samego dnia Jargalsaikhan miała przenieść się do innego miasta.
"(...) Ja tam płakałam, bo Zosia niby miała płakać, ale ja nie musiałam grać, tylko to płakałam ja. (...) Spojrzałam na panią Gabrysię Kownacką i ona mówi: 'Kochanie moje', i przytuliła mnie, i obie płakałyśmy" - wyjawiła.
Całą rozmowę Jakuba Szewczyka z Misheel Jargalsaikhan obejrzycie w podcaście Pomponika "Real Talk" na kanale serwisu Pomponik.pl na YouTubie., otwiera się w nowym oknie
Zobacz też:








