Adam Małysz o kolejnej kadencji prezesa. Mówi wprost o zmęczeniu
Adam Małysz zakończył przygodę ze skokami narciarskimi w 2011 roku, ale ikoną naszego sportu jest do dzisiaj. W wywiadzie, jakiego udzielił w podcaście Macieja Kurzajewskiego "Serio?" przyznał się, że po 2011 poczuł, że wciąż potrzebuje adrenaliny i wrażeń - to dlatego skupił się na rajdach samochodowych.
W 2016 upomniał się o niego Polski Związek Narciarski - do 2022 był tam dyrektorem koordynatorem ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej, a później został wybrany na prezesa. Teraz jego pierwsza kadencja dobiega końca, a on sam stanął na rozdrożu. To, czy zdecyduje się startować do drugiej, zastanawia nie tylko fanów, ale i - jego samego.
W rozmowie z Kurzajewskim Małysz przyznał wprost, że pierwszy rok pracy na tym stanowisku był "bardzo ciężki". Było to dla niego czymś zupełnie nowym. Teraz zdaje sobie sprawę, czego nie udało mu się zrealizować. Nie odpowiada mu atmosfera w związku i to, że nie ma czasu przebywać z zawodnikami, bo ciągle siedzi za biurkiem. Problemów jest jednak więcej.
Adam Małysz szczerze o funkcji prezesa w Polskim Związku Narciarskim
Kiedy Kurzajewski zapytał Adama, czy cztery lata w fotelu prezesa bardziej go zmęczyły niż prawie 20 lat kariery skoczka narciarskiego, sportowiec bez ogródek potwierdził. Przyznał też, że na początku inaczej przedstawiano mu realia na jego stanowisku.
"Ja zawsze sobie powtarzałem, że chcę robić to, co lubię. I idąc na stanowisko prezesa przekonywano mnie, że to będzie trochę inaczej wyglądać i że będę mógł dalej realizować swoje projekty" - mówi szczerze, dodając, że "trochę został podpuszczony".
On sam nie potrafi zostawiać rzeczy na później i czuje ogromną odpowiedzialność na swoim stanowisku, więc starał się mieć wszystko pod kontrolą, a to było po prostu niemożliwe do zrealizowania.
Do tego dochodzi kwestia, o której wspomniał Maciej: "Jak jest dobrze, jak są sukcesy, to jest zasługa związku, a jak jest źle, to dostaje za to prezes Małysz". Sportowiec przyznał, że musiał do tego przywyknąć, ale "to już pewnym stopniu stało się śmieszne".
Takie plany ma teraz Adam Małysz. "Zapuściłem się"
Kurzajewski zapytał Małysza wprost - czy będzie kandydował na kolejną kadencję? Sportowiec przyznał, że wciąż jeszcze się waha, a decyzja zmienia się cały czas. Jeszcze przed olimpiadą zimową był na nie, później znów "dostał wiatru w żagle", a jeszcze potem - znów opadł mu entuzjazm.
"A dzisiaj jest trochę fifty-fifty. I nie jest to proste. Na pewno od strony zdrowia, rodziny, samopoczucia i tego, że zawsze mówiłem, że chcę robić to, co będzie mi sprawiać przyjemność - to jest na nie. A z drugiej strony tak po ludzku gdzieś tam ciężko mi jest zostawić trenerów, zawodników i żeby im dalej pomagać" - mówi Adam.
Adam dodaje, że bardziej pasowała mu wcześniejsza funkcja, w której był dyrektorem, ale nie takim siedzącym za biurkiem, tylko towarzyszącym zawodnikom i ich wspierającym. Nie chce też sam rezygnować z własnej aktywności sportowej, a do teraz nie miał na nią czasu.
"Jeśli chodzi o siebie, to tutaj naprawdę można powiedzieć, że się trochę zapuściłem, nie tylko jeśli chodzi o zdrowie, ale również i o sport taki swój" - przyznaje.
Teraz szuka więc sposobu na siebie. Zapewnia, że ma wiele możliwości i bez względu na decyzję nie zamierza "kończyć" ze skokami narciarskimi.
Zobacz też:
Takie naprawdę są powody końca kariery Małysza. Wyszło na jaw po 15 latach
Niewesoło u Małysza. W kuluarach już huczy od plotek o jego następcy
Ledwie Tomasiak przywiózł 3 medale, a tu takie wieści o Małyszu. Doczekał się po 25 latach








