Zmarł Linde-Lubaszenko. Pogrzeb odbył się dopiero ponad dwa tygodnie później
Smutne wieści na temat Edwarda Lindego-Lubaszenki nadeszły w niedzielny wieczór, 8 lutego. Poinformowano wówczas, że 86-letni aktor zmarł.
Podobnie jak w innych przypadkach wiadomość ta wywołała duże poruszenie, szczególnie wśród znanych osób. Wiele gwiazd wyraziło wtedy publicznie swój żal.
Na szczegółowe informacje o pogrzebie trzeba było trochę poczekać. Przez kilka dni ważyło się bowiem parę kwestii związanych z uroczystością. Finalne ustalenia podano na tydzień przed docelowym terminem.
Na ostatnie pożegnanie mężczyzny przybyło sporo jego branżowych koleżanek i kolegów. Nie zabrakło też oczywiście syna, Olafa Lubaszenki, który wygłosił przejmujące przemówienie. A oto do czego doszło zaledwie kilka godzin później.
Kilka godzin po pogrzebie wyszło na jaw ws. Lindego-Lubaszenki. Oto co zaszło parę la temu
Niedługo po pogrzebie artystę postanowiła uhonorować również Telewizja Polska. Na oficjalnym instagramowym profilu stacji opublikowano obszerne podsumowanie jego aktywności.
"Żegnamy dziś Edwarda Linde-Lubaszenko - wybitnego aktora, który pozostawił ogromny dorobek ról również w Teatrze Telewizji. Debiutował w 1968 roku w spektaklach realizowanych w ośrodku TVP we Wrocławiu, gdzie wówczas występował w Teatrze Współczesnym. Od 1973 roku związał się ze Starym Teatrem w Krakowie, któremu był wierny do końca życia. W spektaklach produkowanych przede wszystkim przez krakowski ośrodek TVP zagrał ponad 80 ról" - czytamy w poście, do którego dołączono fotografie Linde-Lubaszenki z różnych przedstawień.
W przeszłości aktor zagrał m.in. u Andrzeja Wajdy, Konrada Swinarskiego, Feliksa Falka czy Kazimierza Kutza. Jedną z ostatnich kreacji gwiazdora był Jo-jo w "Chłopcach" Grochowiaka w reż. Roberta Glińskiego. To właśnie ten tytuł z 2018 roku pokazano wieczorem w TVP Kultura.
Ale nie był to ostatni projekt w jego portfolio.
Linde-Lubaszenko zrezygnował z grania dopiero niespełna dwa miesiące przed śmiercią. Powód był jeden
Linde-Lubaszenko pozostawał aktywny niemal do samego końca - na scenie pojawił się jeszcze we wrześniu ubiegłego roku, grając Stańczyka w "Weselu". W połowie grudnia poinformował jednak o zakończeniu kariery aktorskiej.
Dosłownie dwa miesiące przed śmiercią udzielił wywiadu, w którym tłumaczył powody swojej decyzji.
"Z zawodem się pożegnałem ze względu na wiek, bo są jednak jakieś granice, kiedy aktor może się uczyć tekstu. Mówię o wydolności organizmu co do pamięci, co do sprawności fizycznej, co do zdrowotnych aspektów uprawiania tego trudnego zawodu. (...) To nie jest takie łatwe dla człowieka 87-letniego. To już jest dość późna pora jak na aktorstwo" - mówił wtedy w "Dzień Dobry TVN".
Zobacz też:
To stało się cztery dni po śmierci Lindego-Lubaszenki. Córka potwierdziła na pogrzebie
Córka Linde-Lubaszenki zrobiła karierę. Aktor niewiele o niej mówił
Edward, Olaf i Marianna noszą różne nazwiska. Tajemnica aktorskiej rodziny








