Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Eurowizja 2021: Najlepsze i najgorsze występy Polaków

​Tegoroczny 65. Konkurs Piosenki Eurowizji startuje już 18 maja w Rotterdamie. Możliwe są tak naprawdę dwa scenariusze - niezła lokata Rafała Brzozowskiego w finale bądź porażka z kretesem. Według tego klucza przypominamy najlepsze i najgorsze - naszym zdaniem - występy polskich reprezentantów i reprezentantek na Eurowizji na przestrzeni ostatnich 27 lat. O niektórych z nich wolelibyśmy zapomnieć...

Reklama

Afera futerkowa

Być może wiele osób postrzega Eurowizję jako zastrzyk popularności, ale dla niektórych okazała się ona niemal pocałunkiem śmierci. Przekonał się o tym w 2001 Andrzej Piaseczny, który reprezentował Polskę z utworem "2 Long" (sprawdź!).

Reklama

Przed wyjazdem do Kopenhagi, wówczas jeden z najpopularniejszych polskich wokalistów, zapowiadał, że jedzie po zwycięstwo. Skończyło się na 20 pozycji na 23 możliwe i kuriozalnej stylizacji z futrem w roli głównej, która zapewniła Piaskowi tytuł najgorzej ubranego uczestnika Eurowizji w historii.

Blamaż i nieudany żart, jak później mówił o swoim występie Piasek, postawił pod znakiem zapytania jego dalszą karierę.

"To był moment, kiedy miałem totalny kryzys twórczy i kryzys na swój temat. Przestano zapraszać mnie na koncerty i do telewizji. Musiałem zapytać samego siebie, czy w ogóle jeszcze chcę próbować. Odpowiedziałem jednak na to pytanie, że wcale nie muszę. Że moje życie się nie skończy, jeśli przestanę śpiewać" - wspominał ponad dziesięć lat później w "Gali" przygodę z Eurowizją. Szczęśliwie, Andrzej zmienił później repertuar i zrezygnował z futra. Lekcja wyciągnięta!


Wielkie nadzieje, jeszcze większe rozczarowanie

Nastroje przed Eurowizją 2009 były, delikatnie mówiąc, pełne huraoptymizmu. Do Moskwy poleciała nas reprezentować Lidia Kopania z utworem "I don’t wanna leave" (sprawdź!) i choć była to produkcja z gatunku nijakich, Roman Rogowiecki, ówczesny dyrektor ds. Rozrywki w TVP zapowiadał, że "czas najwyższy żeby pani Lidia wskoczyła na miejsce Edyty Górniak".

Powiedzieć, że nie wskoczyła, to za mało. Kopania nie dostała się nawet do finału, a widzowie zapomnieli o jej występie chyba jeszcze w jego trakcie. Na pocieszenie można jedynie dodać, że "co nie dośpiewała, to dowyglądała", bo jak odnotował skrupulatnie jeden z serwisów, Polka została okrzyknięta Miss Eurowizji 2009 w sondażu zorganizowanym przez... chorwacką stronę fanów konkursu. No cóż, lepszy taki sukces niż żaden!

Festiwal wymówek

W 2011 byliśmy świadkami chyba największej kompromitacji naszej reprezentantki podczas jakiegokolwiek konkursu Eurowizji. Z nie do końca znanych bliżej przyczyn głosy widzów TVP wysłały do niemieckiego Düsseldorfu Magdalenę Tul z utworem "Jestem" (sprawdź!).

Wokalistce znanej z show "Jaka to melodia?" przypadło w udziale otwarcie półfinału, ale już od pierwszych dźwięków było wiadomo, że nie na takie przywitanie czekała Europa. Wstydliwie słaba warstwa muzyczna, choreografia występu mierząca wyżej niż pozwalały faktyczne możliwości i ponoć duże kłopoty techniczne zaowocowały ostatnim miejscem w półfinale.

Potem już byliśmy tylko świadkami prawdziwego festiwalu wymówek i usprawiedliwień - a to sukienka za ciężka i zmieniona w ostatniej chwili, a to kto inny miał tańczyć, potem odsłuch nie działał, tory były złe... Mówiąc krótko, to się nie miało prawa udać.

Zmęczenie materiału

Są takie występy w dorobku naszych reprezentantów, które wprawdzie nie skończyły się spektakularną porażką w tabeli końcowej, ale z wielu powodów są okryte złą sławą. Do tego grona zalicza się osobliwy show Blue Cafe z piosenką "Love Song" (sprawdź!) w Stambule w 2004.

17. pozycja w finale, szczególnie z perspektywy czasu, nie powinna być powodem do wstydu, ale na Tatianę Okupnik i jej kolegów z zespołu spadła fala krytyki. Najbardziej oberwało się wokalistce: za tanią i wulgarną kreację oraz drażniącą manierę wokalną, która - jeśli spojrzeć na minę samej Tatiany podczas występu - zmęczyła nie tylko publiczność zgromadzoną przed telewizorami.

Eurowizja okazała się gwoździem do trumny, ponoć już wtedy trudnej, współpracy między Tatianą a resztą ekipy i rok później piosenkarka rozpoczęła solową karierę.

Ivan i Delfin z zadyszką

Jaka jest definicja absurdu? Ivan i Delfin wybrani jako reprezentanci Polski na Eurowizję 2005 i nieznana jeszcze wtedy Gosia Andrzejewicz jako akordeonistka podczas ich występu. Sukces utworu "Czarne oczy" (posłuchaj!) zaowocował eurowizyjną propozycją "Czarna dziewczyna" (sprawdź!), będącą mirażem polsko-cygańskiego folku.

Szacowne jury uznało, że to właśnie Ivan Komarenko i spółka polecą do Kijowa i choć należy docenić próbę zaprezentowania Europie ludyczności, był to fatalny wybór. Polska nie weszła do finału, a kariera Komarenki podupadła na tyle, że dziś stoi on na czele antyszczepionkowców. Czy mogło być gorzej?

Jedyny taki sukces

Nie jest możliwe, aby mówić i pisać o Eurowizji w polskim kontekście i nie wspomnieć o Edycie Górniak i jej historycznym sukcesie w 1994. Można nawet zaryzykować tezę, że ogromna popularność konkursu w naszym kraju i czasem ślepa nadzieja jego fanów w powodzenie naszych reprezentantów to również zasługa wydarzeń sprzed 27 lat.

Choć Edyta była wówczas znana głównie z występów w Teatrze Buffo, pokładano w niej ogromne nadzieje, a publiczność wiedziała, że do Dublina jedzie nas reprezentować najlepszy polski głos.

Brawurowe wykonanie "To nie ja" (sprawdź!) zapewniło Polsce 2. miejsce, a samej Górniak przepustkę do ogromnej kariery w kraju i zagranicą. Tej drugiej szansy nie wykorzystała w pełni, a od kilkunastu lat jest bardziej celebrytką i skandalistką niż płodną artystką, ale tego największego sukcesu w karierze nie odbierze jej nikt. Taką Edytę chcemy pamiętać.

Niezgoda na duchową prostytucję

Nieoczekiwany sukces Edyty Górniak sprawił, że przed kolejną gwiazdą, która miała reprezentować Polskę na Eurowizji, stało nie lada wyzwanie i w zasadzie niemożliwa do wypełnienia misja: przebić albo przynajmniej wyrównać wynik sprzed roku.

W tej sytuacji wybrana do tej roli Justyna Steczkowska była niemal skazana na porażkę. Stawiająca wówczas pierwsze kroki w show-biznesie wokalistka zaprezentowała w Dublinie utwór "Sama", który wprawdzie nie zrobił furory i skończyło się na 18 miejscu na 23 możliwe, ale za to zyskał przychylne recenzje krytyków.

Do dziś zresztą niemal wszyscy twierdzą zgodnie, że "Sama" była zbyt ambitną piosenką jak na Eurowizję tamtych czasów. Justyna zdawała się zgadzać z takimi opiniami od samego początku. "Nie będę uprawiać duchowej prostytucji" - komentowała swój występ w konkursie. I pomimo słabszego wyniku, do dziś nie musi się wstydzić.

Żadnych granic

Jeśli w historii naszych startów w Eurowizji był ktoś, kto miał cień szansy na zbliżenie się do wyniku Edyty Górniak, to był to Michał Wiśniewski z zespołem Ich Troje. Po wygraniu krajowych eliminacji w 2003, czerwonowłosy gwiazdor i najpopularniejszy celebryta w Polsce rozpoczął prawdziwy i zmasowany atak medialny mający zapewnić mu wysoką lokatę w konkursie w Rydze.

Utwór "Keine Grenzen" był chyba najbardziej kiczowatą polską propozycją w historii, ale idealnie skrojoną pod eurowizyjnego widza. Wiele można powiedzieć o Wiśniewskim, nie można mu jednak zarzucić perfekcyjnego odczytania specyfiki konkursu i jego stylistyki.

Absurdalnie różnorodny językowo utwór i emocjonalny występ pod hasłem tolerancji i braku podziałów zapewnił Ich Troje bardzo wysoką, siódmą lokatę. Wiśniewski trzy lata później ponownie próbował swoich szans w konkursie, tym razem przekraczając wszelkie, nomen omen, granice jakiegokolwiek smaku i gustu, poległ jednak już w półfinale.

Za to występ w 2003 to nie tylko ogromny sukces w kontekście Eurowizji, ale i edukacji Polaków w zakresie języka niemieckiego - hasło "Keine Grenzen" (pol. Żadnych granic") weszło na stałe do lingwistycznego repertuaru milionów rodaków i na chwilę ociepliło stosunki z naszymi zachodnimi sąsiadami. Wiśniewski na prezydenta!

Europa uderzyła w polskie piersi

Gigantyczny sukces przeboju Donatana i Cleo "My, Słowianie" nie pozostawiał wątpliwości, kto powinien jechać na Eurowizję w 2014 i pozwalał wierzyć, że świetny wokal w połączeniu z wdziękami Słowianek okaże się mieszanką wybuchową. I tak też było, choć po wybuchu oberwaliśmy trochę rykoszetem.

Seksowne, wręcz erotyczne ubijanie masła i robienie prania na scenie w wykonaniu Oli Ciupy i Pauliny Tumali tyleż rozgrzało telewidzów, co wywołało sporo kontrowersji i oskarżeń o seksizm. Występ Cleo i jej towarzyszek podzielił Eurowizję na wyraźne dwa obozy - krytyków, którzy zbombardowali Polki niskimi notami i zachwyconą publiczność.

Gdyby liczyć tylko głosy widzów, Słowianki wróciłyby do Polski z 5. miejscem, a tak musieliśmy się zadowolić tylko 14. pozycją. Show odbił się jednak szerokim echem i na nowo rozbudził fascynację Polaków Eurowizją. Misja wykonana!

Wszystkie kolory sukcesu i dramy

Głośne eurowizyjne zwycięstwo Conchity Wurst w 2014 sprawiło, że i również w Polsce zaczęto myśleć, aby do konkursu wystawić kolorową, przebojową i kontrowersyjną postać. Nazwisko Michała Szpaka przewijało się w propozycjach przez blisko 2 lata, ale w pewnym momencie wydawało się, że do Sztokholmu poleci będąca na fali Margaret lub... próbująca uszczknąć dawnej magii Edyta Górniak.

Krajowe eliminacje zdecydowanie zwyciężył Szpak, choć w atmosferze skandalu - zazdrośni o sukces rywale (a raczej rywalka - nie będziemy pokazywać palcami, bo i tak powie "to nie ja!") zarzucali mu m.in. kupowanie głosów i plagiat. Wokalista nic jednak sobie z tego nie robił i w finale Eurowizji dał występ życia z "Color Of Your Life", który porwał zarówno jurorów, jak i zgromadzoną przed telewizorami publiczność. Potężny wokal Polaka i jego nietuzinkowy wizerunek zapewnił mu bardzo wysokie ósme miejsce (trzecie w głosowaniu widzów!) i rozpoczął nowy rozdział w jego karierze. Jak dotąd, to ostatni wart odnotowania występ naszego reprezentanta w konkursie.

Jak widać, nasza historia z Eurowizją jest długa i skomplikowana, a każdy kolejny występ budzi w nas ogromne nadzieje na sukces bądź gasi resztki entuzjazmu. Jak będzie w przypadku Rafała Brzozowskiego? O tym przekonamy się już za kilka tygodni, ale jedno jest pewne - piosenkarz i ulubieniec TVP będzie musiał się mocno postarać, żeby go zauważono i zapamiętano. Oby pozytywnie!

pomponik.pl

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: eurowizja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »