Jak wiadomo, kilka lat temu Kinga Rusin zrezygnowała z pracy w telewizji i wybrała życie podróżniczki. Dzięki swojej profesji i nieustannemu zmienianiu miejsc pobytu dziennikarka bez wątpienia miała okazję poznać w swoim życiu wielu ludzi.
Ale chyba nikt się nie spodziewał, że aż tak znanych...
Zachowanie Rusin wywołało aferę. Musiała się wycofać
W 2020 roku prezenterka opublikowała w sieci zaskakujący wpis, w którym zdała relację z party z największymi gwiazdami Hollywood.
"Na wczorajszej prywatnej imprezie Beyoncé i Jaya-Z rozmawiałam z Adele o... butach (...), a Jay Z uczył mnie imprezowego układu tanecznego. Wiem, że brzmi to surrealistycznie. Ale posłuchajcie od początku. Tylko ok. 200 osób, na małej, klubowej przestrzeni, z najlepszą muzyką, z zakazem robienia zdjęć (powyższe to wyjątek poimprezowy)" - pisała na Instagramie.
W jednym ze swoich długich postów, do których już zdążyła przyzwyczaić obserwatorów, opowiadała, jak to gawędziła z Rihanną, słuchała komplementów od Beyoncé, tańczyła z Leonardem DiCaprio czy była adresatką uśmiechów wysyłanych przez Bradleya Coopera.
Niespodziewanie o tej sytuacji zrobiło się bardzo głośno w (nie tylko rodzimych) mediach. Plotkowano, że Rusin zlekceważyła zasady dochowania prywatności gwiazd na imprezie zamkniętej, relacjonując ją w social mediach. Ostatecznie dziennikarka usunęła post, choć oficjalnie nie poczuwała się do winy.
Był poniedziałek rano, gdy spłynęły wieści ws. Rusin. Wszyscy czekali, co zrobi, a tu takie słowa. Musiała się wytłumaczyć
Od tamtej pory 55-latka już chyba zawsze i jeszcze mocniej niż wcześniej będzie kojarzona z jednym z najważniejszych wydarzeń w branży rozrywkowej. Nic więc dziwnego, że kiedy przyszła pora na kolejną galę, była gwiazda telewizji musiała zabrać głos.
W niedzielę, 15 marca w Los Angeles odbyła się 98. ceremonia wręczenia Oscarów. Jak zawsze decyzje Akademii wzbudziły niemałe poruszenie wśród samych twórców i w światowych mediach.
Twierdząc, że dostaje o to zapytania od fanów, Rusin najwyraźniej poczuła się zobowiązana do wytłumaczenia, dlaczego tym razem nie zdecydowała się zaangażować w celebrowanie największego święta kina.
"Pytacie, dlaczego nie ma mnie na Oscarach. Nie pojechałam pomimo zaproszeń od kilku znajomych z Hollywood" - ogłosiła od razu na wstępie.
Kinga Rusin musiała gęsto się tłumaczyć. Poruszenie na cały kraj
Jej decyzja zaskakuje tym bardziej, że Rusin przez wiele lat była niejako związana z tym wydarzeniem.
"Od 1995 roku robiłam jako dziennikarz relacje z Oscarów kilkanaście razy. To był poniekąd mój stały punkt w kalendarzu, wydarzenie, które lubiłam, znałam, podczas którego poznałam mnóstwo niesamowitych ludzi" - pisała.
A na pewien czas prezenterka osiedliła się w Ameryce na stałe.
"W USA przez cztery lata mieszkałam, traktowałam ten kraj jak drugi dom, bardzo dobrze się tam czułam. Jeździliśmy też z Markiem wiele razy do Stanów turystycznie, żeby eksplorować ich różne, niesamowite zakątki" - wyjaśniała.
Teraz jednak woli trzymać się od tego kraju z daleka. Wszystko przez dość skomplikowaną i napiętą sytuację w Stanach Zjednoczonych.
"Dlatego obejrzałam ceremonię na spokojnie przed ekranem komputera. A jeżeli chodzi o kreacje, to obecnie wolę lansować te narciarskie" - dodała pod serią zdjęć z ośnieżonego stoku.
Na koniec Rusin pogratulowała wszystkim zwycięzcom, w tym Maciejowi Szczerbowskiego, współreżyserowi wygranej krótkometrażowej animacji.
Zobacz też:
Kinga Rusin wreszcie to przyznała. "Nie wiadomo jak długo wytrzymam"
Lis publicznie wypomniał to Rusin. Była żona natychmiast odpowiedziała








