Jan Englert zagrał w "Lalce". Bez ogródek ocenił swój angaż. Już nie gra Marczewskiego
Rzadko kiedy w polskiej branży filmowej dochodzi do takich sytuacji, ale tym razem twórcy przygotowali aż dwie - zupełnie inne - ekranizacje "Lalki" według powieści napisanej przez Bolesława Prusa.
Jedna ukazała się na popularnej platformie streamingowej w formie serialu, gdzie zagrała Sandra Drzymalska i Tomasz Schuchardt. Druga wkrótce trafi do kin, a w rolę głównego bohatera wcieli się uwielbiany przez widzów Marcin Dorociński. Do obsady dołączył również Jan Englert, który miał okazję wystąpić w poprzedniej, sporo starszej adaptacji powieści.
Tym razem nie wcieli się jednak w postać Mraczewskiego, którą grał przed laty.
"Mój epizod jest tak mało znaczący, że niewiele mam do powiedzenia. Byłem trzy dni na planie zdjęciowym, a filmu jeszcze nie widziałem" - zaznaczył na wstępie wywiadu udzielonego Plejadzie.
Englert o dwóch "Lalkach". Padły mocne słowa. "Prowadzą nas za rączkę"
Zdaniem Englerta tak chętny powrót do "Lalki", czyli dobrze znanego dzieła literackiego, jest ściśle przemyślanym posunięciem wielkich wytwórni filmowych po to, by wyciągnąć pieniądze z portfeli, dających się prowadzić widzów, którzy podążą za sentymentem.
"W tej chwili żyjemy w sklepie z zabawkami, więc nic dziwnego, że "Lalka" jest interesująca. Dajemy sobą sterować. Prowadzą nas za rączkę jak przedszkolaków do przedszkola, a my jesteśmy szczęśliwi. Robimy to, co nam korporacje narzucają. (...) Jako zgorzkniały starzec i dziaders uważam, że zmierzamy w złym kierunku" - ocenia gorzko.
Jan Englert nie zamierza oglądać nowej "Lalki". "Nie jestem bardzo ciekawy"
Okazuje się, że Englert do tej pory nie zdecydował się obejrzeć serialowej "Lalki" i nie ma tego nawet w najbliższych planach. Jest bowiem przekonany, że film jest tylko kolejnym odczytem znanej już zbyt dobrze historii.
"To kiedyś odniosło sukces finansowy i rokuje sukces ponowny. Jest w tej chwili realizowane nie ze względu na jakość, tylko na ilość. Ilość wygrywa z jakością i koniec. Chodzi o pieniądze, widzów i oglądalność itd. Jakość ma drugorzędne znaczenie. Generalnie nie jestem za obejrzeniem, jak ktoś na nowo coś odczytał, co już było zrobione i na dodatek jest zarejestrowane. Teatr ma tę przewagę, że nie ma rejestracji i po pięciu latach można robić na nowo zupełnie coś innego. Film się rejestruje, on zostaje, a przedstawienie teatralne zostaje w pamięci tylko niektórych. To jest przewaga teatru" - wyjaśnił i dodał:
"Nie jestem bardzo ciekawy, jak na nowo zrobiona jest 'Lalka'. Nie jestem również ciekawy, jak na nowo są zrobieni 'Sami swoi'. Ta nowa wersja przecież nie dogania starej. Ale jeśli chodzi o cyfry oglądalności, to pobiło wszystko. Reminiscencja. Granie na sentymentach. Na tym to głównie polega".

Zobacz także:
Englert oczekiwała konkretnej reakcji Pavlović w "Tańcu z gwiazdami". "Muszę cię rozczarować"
Wygoda już wcześniej poznał Englertów. Dopiero teraz ujawnił kulisy








