Reklama

Reklama

Reklama

Joanna Racewicz i jej mąż poznali się w samolocie. Ich szczęście nie trwało długo

Joanna Racewicz (49 l.) w tragicznych okolicznościach została wdową. Jej mąż, Paweł Janeczek, zginął w katastrofie smoleńskiej. Porucznik BOR nie miał tego dnia dyżuru. Nie musiał więc wsiadać na pokład samolotu. Jednak zamienił się z kolegą, aby mieć pewność, że będzie miał wolne w dniu urodzin syna. Niestety, nie dane mu było świętować z rodziną. Przypominamy niesamowitą historię miłości dziennikarki i jej tragicznie zmarłego męża.

Poznał ją na pokładzie samolotu. Nie wiedział, że za kilka lat zginie, lecąc

Okazuje się, że tę parę połączył właśnie samolot. W 2002 roku koło Joanny Racewicz, wówczas prezenterki "Panoramy", lecącej na pokładzie rządowej maszyny, usiadł przystojny porucznik Biura Ochrony Rządu. Zamienili ze sobą tylko kilka zdań, ale to wystarczyło, żeby przypadli sobie do gustu. Paweł ujął Joannę swoim spokojem. Jemu spodobał się jej uśmiech.

"To był krótki lot, z Łodzi do Warszawy. Siedliśmy tuż obok siebie. Potem do końca mieliśmy spór o to, kto pierwszy zwrócił uwagę na drugą osobę. To był wyjątkowo trudny lot, panowały okropne warunki pogodowe. Burze, turbulencje... Lecieliśmy starym 'jakiem', którym w pewnym momencie zaczęło rzucać na wszystkie strony. Najlepiej pamiętam spokojny głos Pawła i jego zapewnienia: "Nic się nie martw, damy radę. Zawsze lądujemy" - wspominała po latach dziennikarka w wywiadzie dla Onetu.

Reklama

Ich znajomość zaczęła się rozwijać. Joanna i Paweł spotykali się początkowo na randki, z czasem coraz trudniej było im się rozstać. Wreszcie podjęli decyzję o tym, że chcą żyć razem. Pobrali się we wrześniu 2004 roku. Mimo że oboje byli zapracowani, to bardzo pielęgnowali życie rodzinne. Nie podzielili losu innych znanych par z show-biznesu. Rzadko pojawiali się na branżowych imprezach. Ważniejszy był dla nich wspólny czas, którego przecież ciągle im brakowało.

Ich szczęście nie trwało długo

Po czterech latach małżeństwa na świat przyszedł ich syn, Igor. Urodził się 23 kwietnia 2008. Rodzice byli przeszczęśliwi. Gdy zbliżały się drugie urodziny chłopca, Paweł koniecznie chciał uczestniczyć w przyjęciu. Nie wyobrażał sobie, że nie będzie go, gdy syn zdmuchnie na torcie dwie świeczki. Dlatego zamienił się dyżurami z kolegą i postanowił lecieć do Smoleńska. Krótki służbowy wyjazd i miał być z powrotem z rodziną. Niestety, już nigdy nie wrócił.

Nie było ani planowanego urodzinowego przyjęcia, ani innych uroczystości. Nadszedł czas żałoby. Joanna długo nie mogła otrząsnąć się po stracie męża. Nie miała pojęcia, jak wytłumaczyć dorastającemu synkowi, że już nigdy nie zobaczy się ze swoim ukochanym tatą.

"Codziennie z nim rozmawiam. Patrzę na jego zdjęcia wiszące w domu. Czasem wkładam koszulę Pawła. Zwłaszcza jedną, specjalnie niepraną, która ciągle nim pachnie. Wychodząc w sobotę do pracy, rzucił ją przy pralce. Na początku byłam na niego zła. Teraz z nią śpię" - mówiła w magazynie "Viva!".

Została sama, ale ich miłość przetrwała

Joanna Racewicz po śmierci męża wróciła do pracy. Cały swój wolny czas poświęca synowi. Z pewnością ma poczucie, że musi zastąpić mu dwójkę rodziców. Do tego regularnie pielęgnuje pamięć o zmarłym partnerze. Każda rocznica śmierci, data ich ślubu, czy inne okazje, które się z nim kojarzą, są dla niej pretekstem do tego, aby uczcić jego pamięć.

"11 lat temu też był piątek. Niecały tydzień wcześniej zatrzymał się świat. Rano odgłos zamykanych drzwi. Spokojny oddech dziecka w łóżeczku ze szczebelkami. Okruchy na stole, niedopita kawa, koszula z poprzedniego dnia rzucona niedbale. Łagodny poranek, który nie miał ciągu dalszego" - wspomina dziennikarka na swoim Instagramie.

Joanna znalazła swój sposób na smutek po śmierci ukochanego. Przeprowadziła wywiady z innymi osobami, które - podobnie jak ona - straciły w katastrofie smoleńskiej swoich bliskich. W ten sposób chciała pokazać, że trauma jest uniwersalnym doświadczeniem, niezależnie od opcji politycznej i sytuacji zawodowej. Książkę, która ukazała się pod tytułem "12 rozmów o miłości. Rok po katastrofie" zadedykowała Pawłowi oraz synkowi, Igorowi.

On jest teraz jej największą miłością. Komu oddała serce Joanna Racewicz?

Od 2008 roku dziennikarka jest w nowym stałym związku z... telewizją "Polsat". Prowadzi program informacyjny "Polsat News". Jej serce należy też do niejakiego Szczepana. Dziennikarka zdecydowała się nawet ujawnić ich związek, pokazując się z nim w czułych objęciach na Instagramie. Jakie było zdziwienie fanów, gdy okazało się, że jej wybrankiem jest... pies!

W ten zabawny sposób Joanna ucina pojawiające się co jakiś czas pytania dotyczące jej życia prywatnego. Od czasu tragicznej śmierci Pawła nie zdecydowała się na nowy związek. W całości oddała się pracy i poświęciła opiece nad Igorem. Widać, że łączy ją z synem wyjątkowo silna więź.

Chłopak ma już 14 lat. Chętnie jednak spędza czas z mamą podczas egzotycznych wojaży. Regularnie odwiedza też z nią grób swojego taty. Joanna stara się bowiem, aby pamięć o nim ciągle była żywa. Jedyny wyjątek robi 1 listopada. Od lat unika wtedy tłumów przy grobie Pawła. Jak sama mówi, nie chce być częścią rządowych delegacji. To jej intymne doświadczenie. Czuć, że nadal kocha i tęskni. Czy kiedyś się z tym pogodzi i zacznie nowy rozdział w swoim życiu?

Zobacz też:

Joanna Racewicz pokazała grób swojego męża! Ostre słowa w 11. rocznicę katastrofy smoleńskiej

Joanna Racewicz nie wytrzymała. Nie chce już mówić o katastrofie smoleńskiej!

Joanna Racewicz odpowiada na hejt. "Jestem ze stara na czytanie opinii nieszczęśliwych ludzi"

pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Joanna Racewicz | Paweł Janeczek

Reklama

Reklama

Reklama