Zbigniew Wodecki miał zaledwie 25 lat, gdy został ojcem... po raz trzeci.
"Młodo zacząłem" - żartował w wywiadzie-rzece.
Matkę swoich dwóch córek i syna muzyk poznał w krakowskiej Piwnicy pod Baranami, w której występował z Ewą Demarczyk.
"Pewnego wieczoru zobaczyłem dziewczynę z czarnymi włosami spiętymi w koński ogon. Siedziała w pierwszym rzędzie. Poczułem, że coś we mnie pęka. Zakochałem się. Jak się ma dziewiętnaście lat, to nie ma się żadnych wątpliwości" - opowiadał Wacławowi Krupińskiemu.
Zbigniew Wodecki w domu spędzał zaledwie jedną trzecią roku
Kilka miesięcy później Zbigniew bawił się z przyjaciółmi z Piwnicy w ich ulubionej kawiarni Kolorowa. Krystyna przyszła tam wtedy w towarzystwie Zygmunta Koniecznego.
"Zostaliśmy sobie oficjalnie przedstawieni. To było gdzieś na początku 1970 roku, a w czerwcu 1971 roku byliśmy już małżeństwem" - wspominał Wodecki w rozmowie z "Galą".
Gdy Zbigniew i Krystyna składali sobie małżeńską przysięgę, wiedzieli już, że wkrótce zostaną rodzicami.
Joanna urodziła się pół roku po ich ślubie, Kasia przyszła na świat dwa lata później, a po kolejnych dwóch latach rodzina powiększyła się o Pawła.
Zbigniew Wodecki nie kryje, że kiedy jego dzieci były małe, był w domu gościem.
"Jakby policzyć wszystkie moje nieobecności, to wychodzi, że spędzałem w nim mniej więcej jedną trzecią roku" - wyznał na kartach książki "Wodecki. Tak mi wyszło".
"Raz, gdy wróciłem do domu po dwóch tygodniach, Paweł, który miał wtedy pięć lat, otworzył mi, zakręcił się na pięcie i poleciał do kuchni. Usłyszałem, jak mówi do mamy, że przyjechał ten pan, co śpiewa 'Pszczółkę Maję'" - opowiadał.
Muzyk, pytany, jak ocenia siebie w roli ojca, zawsze mówił, że na trójkę. Dopiero gdy dzieci były już dorosłe i rozpoczęły samodzielne życie, podniósł tę ocenę do piątki.
"Udało mi się ich utrzymać, mieli w co się ubrać, co zjeść. A że mało się nimi zajmowałem? Za to właśnie mnie kochają" - powiedział w wywiadzie-rzece.
Dzięki wsparciu żony mógł robić to, co kochał
Zbigniew Wodecki podkreślał w wywiadach, że zajmowanie się domem i wychowanie dzieci wzięła na siebie Krystyna.
"To była jej decyzja. Krysia dobrze wiedziała, że ma w domu ześwirowanego skrzypka, a nie inżyniera czy urzędnika. Dlatego zrezygnowała z własnej pracy" - opowiadał autorowi książki "Wodecki. Tak mi wyszło", dodając, że kiedy wyjeżdżał w trasy koncertowe, żona była wręcz zadowolona, że zostaje sama z dziećmi.
"Myślę, że każda kobieta mająca na głowie pieluchy, pranie i gotowanie, jest wdzięczna losowi, że chłopa nie ma w domu. Bo ma święty spokój. Poza tym nie byłem łatwym domownikiem. Głównie rzępoliłem na skrzypcach" - stwierdził.
Dopiero wiele lat po ślubie z Krystyną Zbigniew wyznał, że gdyby jego ukochana nie zaszła z nim w ciążę, wyjechałby na studia do Leningradu i być może nigdy nie zająłby się muzyką rozrywkową.
"No i nie miałbym rodziny" - powiedział w cytowanym już wywiadzie.
Stworzyła mu bezpieczną przystań
Zbigniew Wodecki uwielbiał wracać do domu po długiej nieobecności. Kiedy go nie było, codziennie dzwonił do żony i dzieci. Z Kuby, gdzie nie miał dostępu do telefonu, wysyłał telegramy.
"Zawsze tęskniłem. Ale chcąc utrzymać dom i robić tzw. karierę, podświadomie czułem, że nie mogę rezygnować z otrzymywanych propozycji. Ktoś mi coś proponował, to brałem. Wszystko" - opowiadał w książce "Wodecki. Tak mi wyszło".
Krystyna była najważniejszą kobietą w życiu Zbigniewa. Wielokrotnie powtarzał w wywiadach, że żona stworzyła mu dom, w którym czuł się bezpieczny i szczęśliwy.
Ukochana i dzieci były przy nim, gdy 22 maja 2017 roku odszedł w jednym z warszawskich szpitali.

Źródła:
1. Wywiady ze Z. Wodeckim: "Gala" (marzec 2004), "Zwierciadło" (lipiec 2016)
2. Książka K. Bałuka i W. Krupińskiego "Wodecki. Tak mi wyszło", wyd. 2018
Zobacz też:
Marian Lichtman wspomina Zbigniewa Wodeckiego. Znał go jeszcze jako ucznia
Tak wygląda grób Wodeckiego dziewięć lat po jego śmierci. Jeden szczegół wyciska z oczu łzy
Pavlović wyjawiła ws. ostatniej rozmowy z Wodeckim. "Ogromny szok"








