Powstają dwie nowe wersje "Lalki". Daty premiery dzielą raptem dwa tygodnie
W ostatnich miesiącach na polskim rynku audiowizualnym doszło do nietypowej sytuacji. Oto bowiem równocześnie realizowane są dwie, choć - jak zapowiadają twórcy - absolutnie różne adaptacje powieści "Lalka".
W pierwszej kolejności, bo jeszcze w 2024 roku, zapowiedziano powstanie filmu i serialu, ale kiedy z projektu wycofała się TVP, otwiera się w nowym oknie, skupiono się tylko na pierwszym z nich. Niespodziewanie rok temu do gry wkroczył jednak Netflix, otwiera się w nowym oknie. Pod koniec czerwca 2025 platforma poinformowała, że sama pracuje nad serią bazującą na klasyce literatury.
Już teraz wiadomo, że premiery wierniejszego oryginałowi filmu i bardziej współczesnego w zamyśle serialu niemal zbiegną się w czasie. Pierwszy w reżyserii Macieja Kawalskiego ukaże się na ekranach kin 30 września, a drugi trafi na VOD dokładnie dwa tygodnie wcześniej.
Ogłoszenie tak wyczekiwanej przez widzów daty stało się pretekstem do rozmowy w sobotnim wydaniu "halo tu polsat", otwiera się w nowym oknie.
Schuchardt i Chojnacki wprost o nowej "Lalce". Nie zastanawiali się ani chwili
W paśmie porannym Polsatu pojawili się Tomasz Schuchardt, otwiera się w nowym oknie i Dariusz Chojnacki, wcielający się kolejno w Stanisława Wokulskiego i Ignacego Rzeckiego (w filmie ich odpowiednikami są Marcin Dorociński i Marek Kondrat). Aktorzy zdają sobie sprawę, w jak istotny projekt się zaangażowali.
"Bardzo się cieszymy. Mamy wrażenie, że bierzemy udział w czymś ważnym. To taka literatura, którą pamiętam z klasy maturalnej i która była mi bliska" - powiedział Schuchardt.
Panowie przyznali, że decyzja o przyjęciu takiej propozycji była banalnie prosta.
"Nawet nie ma chwili zastanowienia, po prostu się [w to] wskakuje. Zresztą taka ekipa twórców, która była przy tym projekcie, to od razu jest gwarant niesamowitej przygody. I rzeczywiście to się na planie sprawdziło" - dodał Chojnacki w rozmowie z Agnieszką Hyży, otwiera się w nowym oknie i Maciejem Rockiem, otwiera się w nowym oknie.
Wyszło na jaw ws. nowej "Lalki". Nie do wiary, do czego doszło na planie
Atmosfera w pracy była zresztą tak wspaniała, że aż nie chciało się jej kończyć.
"Stworzyła się taka niesamowita, rodzinna atmosfera w Wałbrzychu. Pamiętam taki trudny okres zdjęć mieliśmy w sierpniu rok temu i tam się działo coś (...) [niesamowitego]. My po zdjęciach graliśmy w siatkówkę rozstawioną na statywach od lamp. Potem siedzieliśmy do nocy i gadaliśmy o tym, co jutro chcemy zrobić. Trochę takie idealistyczne coś, o czym można było już zapomnieć, a mieliśmy to, przystępując do szkoły teatralnej" - relacjonował Schuchardt.
"Rzeczywiście rzadko się zdarza teraz spędzać czas do drugiej, trzeciej w nocy, żeby rozmawiać o scenach, które następnego dnia będziemy analizować. Przychodzi 'Maśloninho', tak nazwaliśmy reżysera [Pawła Maślonę], i rozmawia z nami. My przychodzimy, jesteśmy zupełnie inaczej przygotowani, jakby zupełnie inna chemia się wtedy tworzy" - dodał od siebie Chojnacki.
Sami goście śniadaniówki Polsatu, otwiera się w nowym oknie przyznali, że od początku złapali ze sobą nić porozumienia.
"(...) Nie byłbym takim Rzeckim, gdyby nie wsparcie Tomka na planie" - powiedział Chojnacki.
Zobacz też:








