Ostatnie lata były dla Sylwii Peretti wyjątkowo trudnym okresem, który zmienił całe życie celebrytki. Gwiazda programu "Królowe życia" trzy lata temu przeżyła ogromną tragedię, gdy w wypadku samochodowym zginął jej jedyny syn, Patryk.
Celebrytka przez długi czas nie mogła pogodzić się z tą stratą i na dłuższy czas wycofała się z życia publicznego. Kiedy wydawało się, że powoli odzyskuje równowagę, musiała zmierzyć się z kolejnymi problemami. Niedawno jej mąż został zatrzymany w związku z zarzutami dotyczącymi prowadzonej działalności biznesowej. Peretti publicznie stanęła w jego obronie, co, jak sama przyznaje, kosztowało ją wiele stresu i emocji.
Sylwia Peretti załamana. Jechała 600 km, by odebrać męża, a tu takie doniesienia
Sprawa ta nadal nie znalazła swojego finału, chociaż w środę od samego rana Sylwia Peretti liczyła na przełom. Mieszkająca w okolicach Krakowa gwiazda wybrała się na Pomorze, gdzie znajduje się areszt, w którym przebywa jej ukochany. Nadzieje związane z tą podróżą relacjonowała fanom na Instagramie już od bladego świtu.

"5.20, a ja już spakowana i lecę do Gdańska. Pewnie zastanawiacie się, w jakim celu mam dwie walizki. Większa oczywiście moja, w mniejszej mam zapakowaną moją nadzieję, ponieważ chyba jako jedyna liczę na to, że nie wrócę do domu sama, ale nadzieja umiera ostatnia" - mówiła celebrytka.
Niestety, Sylwia Peretti szybko została pozbawiona wszelkich złudzeń.
"Teraz taki żarcik sytuacyjny: kiedy tak bardzo chcesz być blisko, że jedziesz 600 km i siedzisz pod bramą aresztu, a w bagażniku masz walizkę, która nie będzie rozpakowana. (…) Mnie dzisiaj totalnie zaćmiło, nie tylko pod względem słońca" - podsumowała wyraźnie rozgoryczona w kolejnej relacji.
Zobacz też:
Sylwia Peretti ma dość milczenia. Niedługo ujawni całą prawdę i nie patrzy na konsekwencje
W środku nocy spłynęły wieści od Sylwii Peretti. Spełniło się najgorsze
Kłopoty Peretti nie mają końca. Najpierw afera z mężem, a teraz jeszcze to. Chodzi o jej dom








