Reklama

Reklama

Reklama

Tomasz Lis: To dlatego odszedł z "Newsweeka". Młoda pracownica w tle. Znany dziennikarz: "Informację potwierdziłem w trzech źródłach"

Od kilku tygodni media żyją aferą w redakcji "Newsweeka", która zakończyła się odejściem redaktora naczelnego. Tomasz Lis musi mierzyć się z dość poważnymi zarzutami swoich podwładnych, choć aktualnie całą sprawę nieco bagatelizuje. Tekst Szymona Jadczaka sprawił, że o sprawie zrobiło się jeszcze głośniej, choć pojawiły się w nim głównie anonimowe wypowiedzi pracowników, którzy zarzucali Lisowi niestosowne zachowanie "wyczerpujące znamiona mobbingu". Jednak ostatnio pracujący jakiś czas dla Lisa Rafał Kalukin wyjawił, że Tomasza "zwolniono za coś znacznie gorszego". Teraz sprawie postanowił przyjrzeć się Piotr Głuchowski, który na łamach "Gazety Wyborczej" dotarł do kolejnych szokujących informacji...

Kilka tygodni temu do mediów trafiła informacja, że Tomasz Lis odchodzi z "Newsweeka" po 10 latach pracy.

Nie podano oficjalnie żadnych powodów, a dziennikarz ograniczył się do lakonicznego pożegnania. 

Po pewnym czasie ukazał się jednak tekst Szymona Jadczaka, gdzie pojawiły się rozmowy z pracownikami Lisa, którzy opowiedzieli o tym, jak Tomasz zachowywał się w redakcji. 

Jedna z pracownic wyznała, że wiele razy przez niego "płakała i miała ataki paniki", a kolegia były katorgą dla wszystkich członków redakcji. To chyba mało kogo zaskoczyło, bo o Lisie od lat krążyły pogłoski, że bywa trudny we współpracy.

Reklama

Wielu rzuciło się do obrony dziennikarz. Przypominano, że to "wybitny dziennikarz" i przez to "bardzo wymagający". Zastanawiające było jednak to, że właśnie teraz wydawnictwo postanowiło go zwolnić. 

Afera w "Newsweeku". Za co "wyleciał" Lis?

Dopiero ostatnio pojawiły się nowe wieści w tej sprawie. W końcu dziennikarza zaczęli mówić pod nazwiskiem. Najpierw Renata Kim poinformował, że to ona "doniosła" na Lisa szefom. Potem odpowiedział jej Wojciech Staszewski, który to Kim zarzucił mobbing. Pisaliśmy o tym TUTAJ.

W gorącej dyskusji pod postem udzielił się Rafał Kalukin, znany i ceniony dziennikarz, który swego czasu był związany z "Newsweekiem". Ten zasugerował, że Lis wcale nie wyleciał na ostry styl szefowania i mobbing, a za coś "znacznie gorszego". 

"To przecież oczywiste, że Lisa nie skasowali za żaden mobbing ani skargi sprzed paru lat. Firma doskonale wiedziała, jak zarządzał ludźmi. Kiedy miałem scysję z Lisem w (chyba) 2013 r., dział HR był wręcz wspólnikiem w heblowaniu mojej skromnej osoby. Wręczono mi tam naganę z jakiegoś powodu z dupy wziętego, czego haerowiec w rozmowie nawet nie ukrywał. Poradził mi, tylko żebym się Tomkowi nie stawiał. Nie podpisałem kwita, ale dali mi spokój i potem zrobiło się wręcz miło. Tekst Szymona trochę więc wprowadzał pod tym względem w błąd. Lis wyleciał, za co wyleciał, a my się o tym kiedyś oficjalnie dowiemy bądź nie. Na mojego nosa takie historie wcześniej czy później zawsze jednak wychodzą. Z tego co wiem, wyleciał za coś znacznie gorszego. Ale nie mnie o tym gadać" - napomknął Kalukin.

Tomasz Lis: Powody odejścia z "Newsweeka"

Dziennikarz nie sprecyzował jednak, czym to "coś znacznie gorszego". Nowe światło na sprawę postanowił rzucić teraz Piotr Głuchowski, który w "Gazecie Wyborczej" potwierdził, co było prawdziwym powodem odejścia Lisa. 

"Zgadzam się z Kalukinem, że „to," za co Lis faktycznie wyleciał, prędzej czy później ujrzy światło dzienne - moim zdaniem prędzej. Tym bardziej że jest to po prostu SMS (lub kilka SMS-ów) skierowany do jednej z młodych pracowniczek koncernu Ringier ASP, która postanowiła rzecz ujawnić szefom. Tę informację potwierdziłem w trzech źródłach" - zapewnia Głuchowski. 

Taka informacja pojawiła się już wcześniej na portalu Salon24, gdzie Marcin Dobski oznajmił, że "bezpośrednim powodem nagłego rozstania z Tomaszem Lisem były wysyłane przez niego wiadomości SMS-owe, których ujawnienie byłoby dużym problemem dla wydawnictwa".

Dobski zasugerował też, że to z powodu zapowiadanej kontroli PIP, dyrektorka działu HR, do której były zgłaszane skargi na Lisa, udała się na trzymiesięczny urlop.

"Zeznanie prawdy przed inspektorami mogłoby narazić firmę, a zeznanie nieprawdy - ją samą na odpowiedzialność karną" - czytamy na stronie salon24.pl.

Zobacz też:

Marcin Hakiel odhaczył kolejny sukces. Spływają gratulacje od fanów!

Maja Hyży urodziła! Piosenkarka po raz czwarty została mamą

Dominika Gwit świętuje 4. rocznicę ślubu. Pochwaliła się romantycznymi zdjęciami

pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Lis | Newsweek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy