Robert Stockinger wraz z ojcem Tomaszem byli gośćmi najnowszego odcinka podcastu "Wojewódzki/Kędzierski".
Wśród wielu poruszonych tematów nie mogło zabraknąć oczywiście sprawy, która wywołała wielkie poruszenie w świecie show-biznesu. Chodzi o odejście Roberta Stockingera z "Dzień dobry TVN". Do tego zdarzenia doszło w 2024 roku. Obecnie prezenter jest jednym z prowadzących "Pytanie na śniadanie" na antenie TVP2.
W szczerej rozmowie 37-latek postanowił ujawnić nieznane dotąd kulisy swojej decyzji. Przyznał, że prowadzenie "śniadaniówki" było jego wielkim marzeniem.
"Ja miałem po prostu wielkie marzenie i wszyscy w TVN-ie wiedzieli, że ja jestem na ścieżce, żeby spełnić swoje marzenie. Chciałem prowadzić program śniadaniowy - wiele lat spędziłem, przygotowując się do tej roli i kiedy pojawiła się taka oferta z konkurencji, żeby spełnić to marzenie i zobaczyć, czy mam szansę być dobry albo najlepszy w prowadzeniu programu śniadaniowego - to żeby to sprawdzić, muszę prowadzić program śniadaniowy" - wyznał Stockinger.
Robert Stockinger nie wiedział na czym stoi. Miał dość tej sytuacji
Prezenter dodał także, że odbierał "niespójne sygnały" od władz stacji. Chociaż zdarzało mu się 11 razy poprowadzić DDTVN, to i tak nie wiedział na czym stoi.
"Tam się sprawy wahały, więc ja już miałem dość tej niepewnej sytuacji, która ciągle się zmieniała. Uważam, że to było o włos - te wahania były takie, że w poniedziałek dostawałem telefonem, że 'okej, w piątek cię ogłosimy', a w czwartek się okazywało, że jednak była inna zmiana" - opowiadał.
Jak się okazuje, problem tkwił także w fizycznym podobieństwie Stockingera do innego prowadzącego "Dzień dobry TVN" - Damiana Michałowskiego. Twórcy programu zakładali, że każda para musi się czymś wyróżniać.
Robert Stockinger wprost o Małgorzacie Rozenek-Majdan. "Nie sprawdziła się"
Syn Tomasza Stockingera przyznał też, że w TVN-ie wcale nie było tak kolorowo, jednak nigdy nie odważył się sprzeciwić decyzjom władz stacji.
"Jak ja tam byłem, to pewne rzeczy mi się nie podobały, ale wszystkie akceptowałem, bo uważam, że ktoś taki ma pełne prawo podejmować takie decyzje, jakie mu się podobają i ja zawsze się z nimi godziłem i nigdy się nie stawiałem" - mówił wprost.
Na koniec tego wątku prezenter został zapytany przez Kubę Wojewódzkiego, czy uważa się za lepszego od Małgorzaty Rozenek-Majdan, która przez krótki czas prowadziła DDTVN. Robert Stockinger nie owijał w bawełnę.
"Myślę, że jestem, bo Małgosia Rozenek nie sprawdziła się w roli prowadzącej i sama otwarcie o tym mówi. Byłem i przed Małgosią i w trakcie i dziesiątki razy byłem z nią w studiu w trakcie programu i to nie był format, który jej leżał" - podsumował.
Zobacz też:
Stockinger z samego rana pokazał się u boku pięknej blondynki. To nie przypadek. "Super para"
Robert Stockinger nadał komunikat ws. ojca. Dzień nie był przypadkowy
Karpiel-Bułecka zadzwonił do Krupińskiej w trakcie programu na żywo. "Ręce mu opadają"








