Chwalińska miała pecha na Wimbledonie. Jeden ruch i taki efekt
Na French Open nieznana szerzej światu zawodniczka, która jeszcze chwilę wcześniej musiała przejść kwalifikacje, aby w ogóle wziąć udział w turnieju, dotarła aż do finału. Tak znakomity występ zapewnił Mai Chwalińskiej udział w Wimbledonie.
Ale nie tak to miało wyglądać. Już w trakcie pierwszego meczu 24-latka poślizgnęła się i doznała urazu kostki, który znacząco utrudnił jej dokończenie spotkania, w którym początkowo świetnie sobie radziła. Finalnie zakończyło się ono jej przegraną.
Po tym przykrym zajściu tenisistka długo milczała. Dopiero we wtorek po południu zwróciła się do fanów na Instagramie.
"Nie taki Wimbledon sobie wyobrażałam, ale taki jest czasem tenis. Dziękuję wam wszystkim za wsparcie, naprawdę to doceniam" - napisała krótko, dodając na koniec emotkę złamanego serca.
Ale wtedy wciąż jeszcze pozostawała nadzieja...
Najpierw porażka, a teraz takie wieści od Chwalińskiej. Oficjalnie potwierdziła
Oprócz gry pojedynczej Chwalińska zgłosiła się jeszcze do gry w deblu z Austriaczką Sinją Kraus. Do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy Polka będzie w stanie przystąpić do tej odsłony rywalizacji. W wywiadach ona i jej zespół nie chcieli jeszcze tego rozstrzygać.
"Deblowa rywalizacja zaczyna się w czwartek i na razie jeszcze o tym nie myśleliśmy. Trzeba sprawdzić dokładnie stan zdrowia Mai i ona zdecyduje. Zgłosiła się z przyjaciółką, pierwszy raz się razem zgłosiły. Maja jest bardzo ambitna. Nie wiem jednak, czy organizm jej pozwoli" - mówił jej menadżer Piotr Szczypka w rozmowie ze Sportem.pl.
We wtorek wieczorem w mediach pojawiły się doniesienia, że niestety sportsmenka musiała wycofać się i z tego zobowiązania. Kilkanaście godzin później potwierdziła smutne wieści na InstaStories.
"Jest mi ogromnie przykro, że muszę wycofać się z turnieju deblowego na Wimbledonie. Teraz najważniejszy jest dla mnie pełny powrót do zdrowia. Wspólnie z moim zespołem robię wszystko, aby jak najszybciej wrócić na kort. Dziękuję Wam za wsparcie - do zobaczenia wkrótce!" - napisała na tle zdjęcia pustych trybun.
Świątek zabrała głos po przegranej Chwalińskiej. Dobrze się znają
Na turnieju wciąż pozostaje jednak spora reprezentacja kraju nad Wisłą. Fani sportu zobaczą na korcie jeszcze Jana Zielińskiego, Karola Drzewieckiego, Kamila Majchrzaka, Magdalenę Fręch, Magdę Linette, Alicję Rosolską i Katarzynę Piter.
Ostatniego słowa nie powiedziała też jeszcze Iga Świątek. Po wygranym meczu raszynianka skomentowała sytuację swojej dobrej koleżanki na konferencji prasowej.
"Zakładam, że gdyby Maja czuła się dobrze, to by wygrała ten mecz, bo z tego, co słyszałam, wynik wskazywał, że miała wszystko pod kontrolą. Wiem, że nie jest łatwo grać z kontuzją i wcale nie jest łatwo funkcjonować po tak dużym sukcesie, jakim był dla niej Roland Garros. Będzie potrzebowała czasu, żeby się do tej zmiany przystosować" - oceniła utytułowana tenisistka.
Zobacz też:
Tuż po feralnym meczu Olejnik zwróciła się do Chwalińskiej. Wystarczyły cztery słowa
Porażka na Wimbledonie i zaraz takie zamieszanie. Menadżer Chwalińskiej musiał tłumaczyć
Tuż przed Wimbledonem Chwalińska znowu zwróciła na siebie uwagę wszystkich. Wideo już krąży po sieci








