Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Mary Austin i Freddie Mercury: Odwołali ślub w ostatniej chwili. Przyznał jej się!

Od śmierci Freddiego Mercury’ego minęło właśnie 25 lat, a jego fani wciąż codziennie przychodzą pod willę Garden Lodge w bogatej londyńskiej dzielnicy Kensington, by oddać hołd swojemu idolowi. Legendarny lider zespołu Queen przewidział tę sytuację, ostrzegając swoją życiową partnerkę Mary Austin, że mieszkanie w domu, który odziedziczy po jego śmierci, będzie dla niej prawdziwym wyzwaniem.

Choć Freddie był gejem, nigdy nie ukrywał, że Mary Austin jest największą miłością jego życia. Tak ją nazywał, a ona, mimo trudów życia z ekscentrycznym muzykiem, odwzajemniała to uczucie.

Reklama

Poznali się, gdy ona miała 19 lat, on 24. Była menedżerem w modnym butiku Biba w Kensington w zachodnim Londynie, a on wraz z perkusistą Queen Rogerem Taylorem prowadził stoisko na bazarze. Zakochali się w sobie i zamieszkali razem - najpierw w kawalerce, a później przenieśli się do skromnego mieszkania z jedną sypialnią niedaleko Holland Road.

Byli bardzo szczęśliwi, choć nigdy nie rozmawiali o wspólnej przyszłości. - Gdy miałam 23 lata, dał mi na święta Bożego Narodzenia wielkie pudełko - wspominała po latach Mary. - W środku było kolejne i tak dalej - to była jedna z jego zabawnych gier. W końcu w ostatnim pudełeczku znalazłam piękny pierścionek. Nie mogła w to uwierzyć.

Spytała, na który palec ma go założyć. Odpowiedział, że na serdeczny i zapytał, czy za niego wyjdzie. - Nie spodziewałam się tego, wyszeptałam tylko "tak" - mówiła.

Jednak do ślubu pary nie doszło. Po 6 spędzonych razem latach Mary przeżyła jeden z najtrudniejszych okresów w ich wspólnym życiu. Freddie oznajmił jej, że odkrył, iż jest gejem. Ten dzień zakończył ich fizyczną relację, ale uczucie pozostało.

Dziś Mary jest wdzięczna Freddiemu, że był z nią szczery. - Gdyby nie był tak porządnym człowiekiem i nie powiedział mi, nie byłoby mnie tutaj teraz - mówi. - Miałabym kontakt z AIDS i po prostu bym umarła.

Jednak wtedy bardzo cierpiała. Początkowo pozwoliła na to, by przy ich stole zasiadał również kolejny partner muzyka, ale w końcu nie wytrzymała i wyprowadziła się.

Informację, że ma AIDS, Mercury utrzymywał w sekrecie przed wszystkimi przez kilka lat. Dopiero gdy było z nim naprawdę źle, powiedział o chorobie Mary. - Gdyby sprawy potoczyły się inaczej, byłabyś moją żoną - wyznał. I przed śmiercią przepisał jej większość swojego majątku.

Mary była już wtedy w innym związku, z którego miała syna Richarda (później urodził się jeszcze drugi syn, Jamie), ale zaopiekowała się chorym muzykiem. Spędziła z nim ostatnie dni życia. To wtedy Freddie poprosił ją o ukrycie jego prochów.

Wokalistę przerażała bowiem myśl, że fani będą próbowali otworzyć jego grób, by rozgrabić zwłoki. Na kilka dni przed śmiercią poprosił Mary, by po kremacji odebrała jego prochy i umieściła w nikomu nieznanym miejscu. Tak zrobiła. Ciężar tej tajemnicy dźwiga z trudem do dziś.

Przez 2 lata po śmierci Freddiego (zmarł 24 listopada 1991 roku w wieku 45 lat) Mary trzymała urnę z prochami w jego sypialni. Pewnego dnia zaprosiła rodziców muzyka do domu, by razem odmówić modlitwę za jego duszę. Kilka dni później potajemnie wymknęła się z Garden Lodge, by w samotności spełnić ostatnie życzenie Freddiego. By uniknąć ciekawskich spojrzeń nie wzięła ze sobą kierowcy.

- Nie chciałam, by ktokolwiek coś podejrzewał. Powiedziałam, że jadę do kosmetyczki. Musiałam być przekonująca. Bardzo trudno było znaleźć odpowiedni moment - mówi. - Pewnego ranka po prostu wymknęłam się z domu z urną. To musiał być zwykły dzień, żeby służba nie mogła niczego podejrzewać, gdyż plotki były na porządku dziennym.

Choć od tamtej pory upłynęło 25 lat, fani wciąż spekulują, gdzie Mary pochowała Freddiego. Czy prochy znajdują się w jego rodzinnym Zanzibarze? A może zakopano je pod wiśniowym drzewem w japońskim ogrodzie przy jego rezydencji w Londynie?

Gdy jakiś czas temu na cmentarzu Kensal Green (w zachodnim Londynie) odkryto tabliczkę z prawdziwym nazwiskiem Mercury’ego - Farrokh Bulsara - rzesza fanów wierzyła, że miejsce pochówku ich idola zostało znalezione. Lecz Mary zaprzeczyła. - Nikt nigdy nie dowie się, gdzie Freddie został pochowany, takie było jego życzenie - mówi.

***

Zobacz więcej materiałów o gwiazdach:

Dowiedz się więcej na temat: Mercury Freddie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje