Spór dotyczący obsady filmu "A właśnie, że tak. Nigdy w życiu! 20 lat później" od kilku tygodni wzbudza ogromne emocje.Joanna Jabłczyńska, która w 2004 roku wcieliła się w Tosię, nie otrzymała propozycji powrotu do swojej dawnej roli. Jej miejsce zajęła Agnieszka Żulewska.
Jabłczyńska nie ukrywała rozczarowania. Aktorka przekonywała, że wcześniej otrzymywała sygnały sugerujące powrót oryginalnej obsady. Po jej wypowiedziach głos zabrały Katarzyna Grochola oraz Dorota Szelągowska, a dyskusja szybko przerodziła się w jeden z najgłośniejszych sporów polskiego show-biznesu.
Łepkowska wsparła Jabłczyńską
Do sprawy ponownie odniosła się Ilona Łepkowska, scenarzystka pierwszego filmu "Nigdy w życiu!". W rozmowie z Wirtualną Polską na łamach cyklu "Lustra" dała do zrozumienia, że od początku sporu sympatyzowała przede wszystkim z Joanną Jabłczyńską.
"Uważam, że to zostało załatwione bardzo niezręcznie. To jest najdelikatniejsze słowo, którego mogę użyć, a ciśnie mi się na usta słowo dużo gorsze, ale też nie chcę tej atmosfery podgrzewać. Tak, ja uważam, że ona miała prawo się czuć niezbyt dobrze" - wyznała bez ogródek Łepkowska.
Łepkowska zaznaczyła, że decyzje dotyczące takich produkcji zazwyczaj zapadają wspólnie. Nie obarczyła więc Grocholi wyłączną odpowiedzialnością za zmianę aktorki, ale wyraźnie zasugerowała, że sprawę z Jabłczyńską można było rozwiązać inaczej.
"Wiem, że oczywiście decyzje zapadają kolegialnie, że nigdy nie są to decyzje jednoosobowe właściwie. [...] Natomiast tu na pewno ta decyzja była taką decyzją przemyślaną, ale to nie oznacza jeszcze, że nie można było tego załatwić w sposób bardziej elegancki" - dodała.
Łepkowska wprost o zachowaniu Grocholi
Łepkowska przypomniała, że ze strony Katarzyny Grocholi miały padać sugestie dotyczące powrotu aktorek znanych z poprzedniego filmu. Jedną z nich zarejestrowały kamery TVN - w "Dzień dobry TVN".
"Tym bardziej, że przecież były jakieś sygnały od Katarzyny Grocholi w jej stronę, nawet są na to ślady takie z nagrania z TVN-u i tak dalej, kiedy mówiła: 'Dziewczyny, szykujcie się'. Więc jednak, mimo wszystko, to nie była oczywiście oficjalna propozycja, umowa i tak dalej, ale to było" - wyznała.
Scenarzystka zaznaczyła, że o obsadzie podobnych produkcji zazwyczaj nie decyduje jedna osoba. Jej zdaniem nie zmienia to jednak faktu, że całą sprawę można było rozwiązać inaczej.
"Tu na pewno ta decyzja była taką decyzją przemyślaną, ale to nie oznacza jeszcze, że nie można było tego załatwić w sposób bardziej elegancki."
Łepkowska zauważyła błąd na zdjęciach z planu nowego "Nigdy w życiu"
Scenarzystka zwróciła też uwagę na szczegół widoczny na najnowszych fotografiach z planu. Agnieszka Żulewska jest wyższa od Danuty Stenki, która wciela się w jej filmową matkę. W pierwszej części nastoletnia Tosia grana przez Jabłczyńską była natomiast od Judyty wyraźnie niższa.
"Mnie tylko jak zobaczyłam dzisiaj, powiem szczerze, zdjęcia z planu, to pomyślałam, że ktoś nie zastanowił się nad jednym. Otóż Agnieszka Żulewska jest wyższa od swojej filmowej matki. Tosia była wyraźnie niższa, miała wtedy tam 15 czy 16 lat, w związku z tym raczej już później się nie rośnie" - wyjawiła.
Łepkowską zdziwiło również to, że różnicy nie dało się wytłumaczyć obuwiem aktorek. Żulewska miała na sobie płaskie buty, podczas gdy Stenka pojawiła się w butach na obcasie.
"To jest troszeczkę taki błąd, bo pamiętamy te zdjęcia, one krążą cały czas w przestrzeni i wiemy, że ona tu sięgała, a teraz jest tak nad Danusią Stenką. Więc to jest trochę dla mnie dziwne, bo na takie rzeczy się patrzy. [...] Nie wiem, dlaczego na to nie spojrzano" - podsumowała Łepkowska.

Zobacz też:
Piętrzą się kłopoty Szelągowskiej. TVN miał podjąć decyzję. Ekspertka nie ma złudzeń
Szelągowska sporo straciła na sporze z Jabłczyńską. Te liczby nie pozostawiają wątpliwości
Łepkowska gorzko o Szelągowskiej. "Nie potrafiłam zrozumieć, co nią kierowało"








