Ledwo scenarzyści "M jak miłość" uśmiercili Frankę, a już ich koledzy z "Barw szczęścia" szykują fanom seriali kolejną przykrą niespodziankę.
Z telenoweli lada moment zniknie bardzo lubiany Karol. Jan Wieczorkowski, który wcielał się w niego przez dwa lata, już się z nim pożegnał. Na szczęście nie musiał czekać na kolejną propozycję.
Jan Wieczorkowski bardzo źle znosi dłuższe przerwy w pracy
Jan Wieczorkowski nie kryje, że odkąd ma rodzinę, nie może sobie pozwolić na zbyt długie odpoczywanie od grania i - to jego słowa - musi brać, co proponują.
"Jak się jest młodym aktorem początkującym, to można sobie pozwolić na czekanie, na szukanie wyzwań. To jest dobry zawód dla młodych ludzi, dla singli. Mogą się pobawić w artyzm, w sztukę. Z wiekiem zmienia się podejście do zawodu" - powiedział niedawno w rozmowie z prowadzącą programu "interAKCJA. Starcie pokoleń".
Jan miał w swojej karierze momenty, które można śmiało nazwać bezrobociem. Gdy zaczynał swą przygodę z aktorstwem, miał głowę pełną marzeń i myślał, że jego kariera potoczy się w oszałamiającym tempie. Dziś twierdzi, że zabrakło mu szczęścia.
"W sukcesie pomaga szczęście, znajomości - znaleźć się w odpowiednim czasie, miejscu, wśród odpowiednich ludzi. Jedni się rodzą pod szczęśliwą gwiazdą, inni muszą walczyć. A mnie szczęścia w zawodzie trochę brakuje" - wyznał w wywiadzie dla "Twojego Stylu".
"Kiedyś przez ponad półtora roku siedziałem bez pracy. A to dla faceta najtrudniejsza lekcja, bo przecież zaprogramowani jesteśmy tak, że trzeba zarobić na dom. Było tak ciężko, że wpadłem w dołek" - dodał.
Od początku kariery jest zdany wyłącznie na siebie
Jan uważa, że aktorstwo to ciągłe zaczynanie wszystkiego od nowa.
"Dorobek zawodowy nie jest kapitałem, ciągle musisz udowadniać, że się do czegoś nadajesz, przypominać, że w ogóle jesteś, tyle zrobiłeś, masz nazwisko" - powiedział "Vivie!".
Jan Wieczorkowski żartuje, że już w szkole teatralnej przekonał się, że talent to za mało, by odnieść sukces. Będąc studentem warszawskiej PWST, marzył, by zagrać w "Dziadach". Gdy dowiedział się, że Jan Englert przygotowuje się do realizacji dramatu Adama Mickiewicza w Teatrze Telewizji, od razu zgłosił się na zdjęcia próbne. Niestety, przeżył rozczarowanie, bo okazało się, że pierwszeństwo mają studenci reżysera.
"Mój rocznik w szkole był pechowy. Nazywano nas salonem odrzuconych i byliśmy zdani wyłącznie na siebie, nikt nie pomógł nam w stawianiu pierwszych kroków w zawodzie, nie pokierował nami" - wspominał po latach w rozmowie z autorem cyklu "Znani - nam nieznani".
Musi regularnie zarabiać, żeby utrzymać rodzinę
Wieczorkowski przyznaje, że w młodości był bardzo wybredny i przyjmował tylko te propozycje, które wydawały mu się godne uwagi. A że było ich jak na lekarstwo, nie pracował. Dziś nie może sobie na to pozwolić.
"Kiedy się idzie do szkoły w wieku 19 lat, ma się plany i ideały, a później życie to weryfikuje. Dzisiaj niełatwo jest wybrać drogę, ponieważ balansujemy pomiędzy własnymi ambicjami a kredytami, jakie mamy do spłacenia" - stwierdził w cytowanym już wywiadzie.
Jan wyznał niedawno, że rozważał zmianę zawodu.
"Po wielu zastojach, człowiek w końcu myśli: 'Po co ja uprawiam ten zawód?'. Tak naprawdę teraz muszę mieć stałą pracę, żeby regularnie zarabiać, żeby dzieci miały to, na co zasługują, jakieś godne życie, przyszłość" - powiedział w "interAKCJI".
Nie wiadomo, dlaczego scenarzyści podjęli decyzję o uśmierceniu doktora Czubaka. Faktem jest, że bohater grany przez Jana pojawi się jeszcze tylko w kilku odcinkach i na zawsze zniknie z serialu.
Po raz ostatni Jana Wieczorkowskiego w roli lekarza zobaczymy 20 marca.
Źródła:
1. Wywiady z J. Wieczorkowskim: "Viva!", "Twój Styl", "Pani", Plejada
2. Program "interAKCJA. Starcie pokoleń", TVN (sierpień 2025)
Zobacz też:
Jan Wieczorkowski był gwiazdą "Klanu". To dlatego niespodziewanie odszedł z produkcji
Romansował z Markowską, Brodkę porzucił tuż przed ślubem. Usidliła go tajemnicza piękność








