Reklama
Reklama

Irena i Stanisław Santorowie bardzo się kochali. Tragedia położyła się cieniem na ich związku

Irena Santor (87 l.) nazywana jest pierwszą damą polskiej piosenki. Męża Stanisława (zm. 1999 r.) poznała, kiedy miała zaledwie 16 lat. Przeżyli razem 19 lat wypełnionych zarówno szczęściem, jak i cierpieniem. Irena opiekowała się byłym mężem do śmierci, mimo że uczucie między nimi już dawno zgasło.

Anielski głos i wielka pokora

Irena Santor (z d. Wiśniewska) jest artystką solową od 1959 r. To dzięki niej polska muzyka zyskała ponadczasowe szlagiery takie jak "Powrócisz tu", "Embarras" czy "Już nie ma dzikich plaż". Jej anielski głos podbił serca kilku pokoleń publiczności. Piosenkarka wciąż wzbudza zachwyt wielką kulturą sceniczną.

"Artystka w sposób mistrzowski kreśli swoim głosem opowieści, jak japońscy mistrzowie kreślili cienkim piórkiem niepowtarzalne obrazy. Nie epatuje, nie nadużywa emocji, pozwala zmysłom słuchacza na swobodny byt. Ale w jej głosie, w jej interpretacji jest wszystko" - mówi o Irenie Santor Jacek Cygan, najsłynniejszy polski autor tekstów piosenek.

Reklama

Jak to się stało, że talent artystki mogła poznać cała Polska?

Wszystko zaczęło się na początku lat 50. w Polanicy-Zdroju, gdzie Irena mieszkała ze swoją matką. W Domu Zdrojowym przebywał wówczas dyrygent opery w Poznaniu, Zdzisław Górzyński. Dzięki swojej nauczycielce, Ewie Bajurny, która była zachwycona głosem podopiecznej, Irena zyskała ogromną szansę i mogła zaśpiewać przed doświadczonym muzykiem. Udało się - Górzyński od razu zobaczył, że ma do czynienia z wielkim talentem, i napisał list rekomendujący młodziutką wokalistkę Tadeuszowi Sygietyńskiemu, założycielowi Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca "Mazowsze".

Sygietyński zadbał, aby obiecująca artystka ukończyła szkołę muzyczną i dał jej rolę solistki "Mazowsza". W latach 1951-1959 Irena wraz z zespołem objechała niemal całą Europę oraz Chiny, wszędzie wzbudzając aplauz publiczności.

W 1959 r. artystka zaczęła karierę solową. Dwa lata później nagrody w festiwalu w Sopocie za piosenki "Embarras" i "Walczyk na cztery ręce" rozpoczęły nieprzerwane pasmo sukcesów zawodowych - koncerty oraz nagrania radiowe, płytowe i telewizyjne.

Co ciekawe, Irena Santor jest pierwszą polską piosenkarką, która może pochwalić się tytułem doktora honoris causa. W 2017 r. artystce przyznał go Senat Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi.

Kim był Stanisław Santor?

Nazwisko Santor było już znane w świecie muzycznym na długo przed pierwszymi sukcesami Ireny. W latach 50. triumfy święcił Stanisław Santor - doskonały skrzypek, koncertmistrz Polskiej Orkiestry Radiowej.

Artysta ukończył warszawskie Konserwatorium Muzyczne w klasie skrzypiec. Wojna go nie oszczędziła - pracował przymusowo w kamieniołomie w obozie Peterscheim.

Po wojnie wyjechał do Warszawy, a potem do Łodzi. Pracował w znakomitych orkiestrach pod okiem najlepszych dyrygentów. Jego nagrania wciąż można znaleźć w archiwach Polskiego Radia, a także na wielu płytach z udziałem Polskiej Orkiestry Radiowej pod batutą Stefana Rachonia.

Artysta często grał podczas występów gościnnych. Jeden z nich przyniósł mu... żonę! To właśnie dzięki koncertowi z orkiestrą Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca "Mazowsze" miał okazję poznać obiecującą młodziutką wokalistkę - Irenę.

Wszystko zaczęło się od muzyki

Miłość przyszła do nich niespodziewanie. "Jak się raz zakochałam, to na śmierć i życie. Skończyło się małżeństwem" - przyznała po latach artystka.

Stanisław szlifował talent Ireny, ale nie spodziewał się, że jej działalność artystyczna może być aż tak oszałamiającym sukcesem. "W ogóle się dziwił, że śpiewam i że to przynosi jakieś efekty. Ale mówił, że ładnie to robię. Tylko bardzo dbał o to, żebym śpiewała poprawnie" - wspomina artystka.

Podkreśla też, że to właśnie po mężu przyjęła nazwisko, które stało się jej wizytówką. Jej nazwisko panieńskie było dość powszechne i wraz z dyrygentem Rachoniem szukali dla niej artystycznego pseudonimu. W końcu wpadli na pomysł, żeby Irena występowała pod nazwiskiem męża. To nie było takie oczywiste - Stanisław działał już pod nim jako znakomity skrzypek. Na szczęście się zgodził.

Wielka miłość i tragedia

Irena i Stanisław pobrali się w 1958 r. Małżeństwo zakończyło się rozwodem po 19 latach, ale ten związek zaczął rozpadać się dużo wcześniej. Powszechnie było wiadomo, że wielki skrzypek cierpiał na depresję i właśnie w tym fani upatrywali przyczyny rozwodu. Prawda jest jednak bardziej złożona.

Niedawno okazało się, że rok po ślubie Irena urodziła córeczkę. Po dwóch dniach dziecko zmarło. Ta okropna tragedia położyła się cieniem na związku muzyków, a artystka do dziś stroni od opowiadań na ten temat.

Irena w wywiadach wspomina szczęśliwe chwile z mężem. Nie ukrywa, że wiele mu zawdzięcza. W wywiadzie dla "Vivy" przyznała: "Pan Bóg obdarzył mnie talentem, ale mogłabym nabrać złych manier czy złego smaku muzycznego, przed czym uchroniła mnie muzyka ludowa, która jest prawdziwa. No i mój mąż Staś".

Po rozstaniu Stanisław i Irena pozostali przyjaciółmi. Piosenkarka opiekowała się byłym mężem, kiedy ten zmagał się z chorobą nowotworową. W 1999 r. skrzypek zmarł. Spoczywa na warszawskich Powązkach - w tym samym grobie, w którym została pochowana jego maleńka córeczka.

Kolejna miłość Ireny Santor

Stanisław nie był jedyną miłością Ireny. W latach 90. piosenkarka związała się ze Zbigniewem Korpolewskim, ówczesnym dyrektorem warszawskiego Teatru Syrena. Nigdy nie wzięli ślubu. Korpolewski odszedł w 2018 r.

Artystka bardzo przeżyła jego śmierć. Podkreśla jednak, że nie poddaje się z powodu przykrych doświadczeń: "Żyje się tylko raz!".

Zobacz też:

Tam teraz mieszka Irena Santor. Już nie przebywa w Skolimowie

Irena Santor jest przerażona. Wojna przypomniała jej tragedię z dzieciństwa

Irena Santor traci fanów. "Nie zaczepiają mnie"

pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Irena Santor
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Polecamy