Adam Małysz nie chce fotela prezesa PZN
Adam Małysz zakończył przygodę ze skokami narciarskimi w 2011 roku, ale już zawsze będzie jednym z najsłynniejszych sportowców tej dyscypliny na świecie. W 2016 roku zaczął pracę w PZN, jako dyrektor koordynator ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej. Odpowiadał za programy szkoleniowe, współpracę między kadrami i doradztwo sprzętowe, a nade wszystko - miał stały kontakt z kadrą i nie siedział przy biurku.
To właśnie brak kontaktu ze sportowcami, ciągła papierologia oraz konieczność pracy za biurkiem były czynnikami, które tak zmęczyły go przez cztery ostatnie lata, kiedy pełnił funkcję prezesa. Problemów było jednak więcej - kiedy 22 kwietnia potwierdził, że kończy ten rozdział, w rozmowie z Polsatem Sport powiedział wprost, że jego "wizja tego, jak to ma wyglądać, nie jest spójna z zarządem".
Jednak nazwisko Małysza otwierało wiele drzwi i związek dobrze o tym wie. Już teraz mówi się głośno o szukaniu rozwiązania na powrót Adama do PZN.
Osoby z PZN komentują decyzję Adama Małysza
Małysz w niedawnej rozmowie z Maciejem Kurzajewskim w jego podcaście "Serio?" dużo mówił o zmęczeniu i ciążącej mu świadomości, czego nie udało mu się zrealizować. Przyznał, że przeszkadzała mu atmosfera w pracy oraz rodzaj obowiązków. Dużo bardziej podobała mu się poprzednia funkcja dyrektorska. Teraz nie brakuje głosów, że były skoczek mógłby do niej wrócić.
Dziennikarze Interii Sport już usłyszeli od jednej osoby z PZN, że "szykuje się wielki powrót Małysza" - tylko w innej roli. Nawet jeżeli związkowi uda się ściągnąć Stefana Hornghachera, może dojść do zamiany miejsc.
"Po ostatniej deklaracji Małysza rozmawialiśmy sobie z kolegami, którzy w tym, siedzą, że to nie będzie wyglądać tak, że on całkowicie zniknie ze związku. Jak Apoloniusz Tajner zostanie prezesem, to na pewno da Małyszowi jakiś etat. Już raz to przerabialiśmy i teraz będzie podobnie" - mówi trener skoków Kazimierz Długopolski.
Zdaniem Długopolskiego nie jest to jednak najlepszy pomysł. Wprost mówi, że skoczek był lepszym prezesem, niż dyrektorem.
Adam Małysz był lepszy jako prezes? Ludzie mają wątpliwości
Rozmówca Interii Sport tłumaczy, że według niego Małysz bardziej angażował się w skoki narciarskie niż kombinację norweską, która też mu podlegała.
"Jak już mieliśmy z nim jakieś spotkanie, to on nawet nie bardzo wiedział, co dzieje się w kombinacji. Szału nie było" - wyjaśnia.
Na razie o nowej - starej roli Małysza mówi się nieoficjalnie. Wiceprezes Jarosław Konior nie chciał dzielić się szczegółami.
"Więcej nie chcę mówić. Przyjdzie nowy prezes, on to wszystko ogłosi. Ja mogę tylko zaapelować o cierpliwość. Powiem tylko, że taka persona, jak Adam Małysz zawsze może się przydać" - dodaje.
Długopolski też uważa, że Małysz jest tam potrzebny, ale nie w takiej funkcji, jak w 2016. Chwali osiągnięcia i talenty Adama jako prezesa. Należy jednak pamiętać, że cztery lata prezesury i opieki nad całym związkiem na pewno sporo nauczyły skoczka z Wisły - i nawet, jeżeli wróci do poprzedniej funkcji, będzie już innym człowiekiem, niż dekadę temu.
Zobacz też:
Małysz nie wraca na fotel prezesa, ale bez zarobku nie zostanie. Od 8 lat ma niemałą emeryturę
A jednak. Adam Małysz potwierdził fatalne wieści. Oficjalnie rezygnuje
Takie naprawdę są powody końca kariery Małysza. Wyszło na jaw po 15 latach








