Reklama
Reklama

Hanna Śleszyńska nie chowa urazy do byłego męża

Hanna Śleszyńska (58 l.) jest zdania, że nie warto hodować w sobie żalów i złości. Czy zastosuje tę zasadę w te święta i spędzi je z byłym mężem i dziećmi? Aktorka w szczerym wywiadzie w tygodniku „Świat i Ludzie” wyjawiła jakie ma plany w Boże Narodzenie i kto jest dla niej wsparciem w życiu.

Mama była wobec pani surowa, z racji tego, że wykonywała taki zawód?

Jest bardzo pogodną, ciepłą osobą i taka była wobec swoich uczniów. Do tej pory, gdy kwestuję na Powązkach, podchodzą do mnie jej byli uczniowie i każą pozdrowić. Poza tym moja mama jest osobą niezwykle dzielną. Jej rodzice, a moi dziadkowie, wyjechali do Gorzowa, bo tam chcieli budować życie. Były to wtedy tereny bardzo atrakcyjne. Mamę zostawili, bo była zapisana do dobrego liceum pedagogicznego. Mieszkała u swojej cioci, później w domu nauczyciela. A tata mieszkał w akademiku. Gdy się urodziłam, mama już pracowała i studiowała zaocznie.

Reklama

Kto się panią opiekował? 

Gdy miałam zaledwie rok, poszłam do żłobka. Mama nie mogła pozwolić sobie na długą przerwę. W żłobku od razu zaczęłam chorować. Za namową swojej mamy wywiozła mnie więc do Gorzowa na jakiś czas i tam jestem ochrzczona. Po paru miesiącach wróciłam do Warszawy.

Dorosłe życie rozpoczynała pani w stanie wojennym. 

W środę mieliśmy premierę dyplomu, graliśmy "Operę żebraczą" Johna Gaya, a w niedzielę ogłoszono stan wojenny. Ciężki mieliśmy start. Część z moich kolegów wyjechała wtedy za granicę i nie wróciła, część zrezygnowała z zawodu. Ja szczęśliwie trafiłam do Teatru Komedia pod skrzydła Olgi Lipińskiej. I ona stała się moim artystycznym duchem, ukształtowała i nauczyła bezkompromisowego podejścia do zawodu. Potem z Olgą przez kolejne 15 lat robiłam kabaret dla TVP. Te lata 90. to były dla mnie szalone lata, niesamowita energia, siła twórcza, życie w biegu. Gdy teraz zdarza mi się przyjść na Woronicza i mijam garderoby, łza kręci się w oku. Wracają wspomnienia, gdy biegaliśmy po korytarzu jak szaleni, zmienialiśmy stroje, zdarzało się, że nagrywaliśmy w nocy. Nie wiem skąd miałam wtedy tyle energii.

Jak radziła pani sobie wtedy z wychowaniem synów? 

Starszy syn Mikołaj miał 5 lat. Czasem mam wyrzuty sumienia, że za mało uwagi mu wtedy poświęcałam. Na szczęście w gotowości zawsze byli moi rodzice. Tyle czasu i serca włożyli w wychowanie moich dwóch synów. Chyba dopiero w tamtym okresie doceniłam hart ducha mamy, to że nigdy nie narzekała. Zawsze mogłam liczyć na nią i na tatę.

A życie pani nie oszczędziło. Pierwsze małżeństwo nie przetrwało, długoletni związek z Piotrem Gąsowskim również.

I moi rodzice w tych trudnych dla mnie momentach zawsze przy mnie stali. Takie poczucie bezwarunkowego wsparcia chciałabym dać dziś Mikołajowi i Kubie. A z moimi byłymi partnerami od lat tworzymy nietypową rodzinę.

Czasem ludzie, którzy nie są już razem kłócą się latami o pieniądze, o dzieci... 

Rozstanie zawsze jest trudną sprawą, a czas po nim ciężki dla obu stron, bo ma się poczucie, że coś jednak nie wyszło w życiu. Ale uważam, że nie warto hodować w sobie żalów i złości na osobę, z którą kiedyś byliśmy blisko. Lepiej skupić się na dobrych emocjach.

I od wielu lat jest pani w szczęśliwym związku. W tym roku to u was będą rodzinne święta Bożego Narodzenia. 

Będzie światowo. Z Ameryki przyjeżdża do nas brat stryjeczny syna Kuby z dziewczyną, Hinduską. Pojawi się też jego przyjaciel Czeczen, z którym razem chodzili do szkoły. Oczywiście przyjdzie moja mama, która jako seniorka rozpoczyna Wigilię podając opłatek. Potem może wpadniemy do Piotrka na kolędowanie przy akordeonie. A w pierwszy dzień świąt będziemy gościć mojego brata z rodziną.

Co znajdzie się na stole?

Tradycyjne potrawy, m.in. kapusta z grzybami, barszcz, pierogi, śledzie, smażony karp. Jestem specem od pieczenia mięs - schabu, kaczki - więc w drugi dzień świąt smakujemy te przysmaki. Ale najważniejsza jest atmosfera: wspólne śpiewanie kolęd, rozmowy. Bardzo lubimy z Jackiem, gdy w domu jest dużo młodych ludzi, jest gwar, młodzieńczy duch.

A były święta, które spędziła pani w nietypowy sposób? 

Rok temu po raz pierwszy w życiu nie spędzałam świąt z rodziną. Polecieliśmy z Jackiem i zaprzyjaźnionym małżeństwem na wyprawę marzeń, do Argentyny. Od dawna marzyłam, by zobaczyć wodospad Iguazú, Buenos Aires, Ziemię Ognistą i lodowiec Perito Moreno. Miałam pozwolenie synów. Powiedzieli, żebym się nie martwiła, będą z ojcami i dziadkami. Święta wypadły nam w San Carlos de Bariloche u podnóża Andów. Wcześniej kupiliśmy lokalne pierogi z warzywami, z Polski przywieźliśmy w torebkach czerwony barszcz i nawet kilka suszonych grzybków.

Czego życzyć pani na nowy, 2018 rok?

Aby zdrowie i siły były. I aby ludzie byli dla siebie dobrzy. Wierzę w dobro, wiele razy go doświadczyłam w życiu i sama zawsze służę pomocą.

***
Zobacz więcej materiałów wideo: 

Świat & Ludzie
Dowiedz się więcej na temat: Hanna Śleszyńska | Piotr Gąsowski
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Polecamy