Agata Kulesza ma godny podziwu dorobek. To motyw przewodni w jej karierze
Agata Kulesza uchodzi za jedną z najlepszych współczesnych polskich aktorek.
Jako absolwentka warszawskiej szkoły teatralnej od lat związana jest z różnymi stołecznymi scenami, widzowie kojarzą ją natomiast przede wszystkim z wybitnych kreacji ekranowych. W ciągu trwającej ponad 30 lat kariery stworzyła ich ponad 70.
Serial "Pensjonat pod Różą", znakomita "Róża" czy nominowana do Oscarowa "Ida" - te tytuły, choć z różnych względów, należą do najważniejszych w jej portfolio.
Przez lata aktywności gwiazda przyzwyczaiła swoich fanów do tego, że zazwyczaj gra postaci silne i niedające sobie w kaszę dmuchać, a zarazem trudne w obyciu i doświadczone przez los.
Teraz wyszło na jaw, jaka jest naprawdę.
To nie były tylko plotki ws. Agaty Kuleszy. Tego z pewnością nikt się nie spodziewał
W ubiegłym roku Kulesza wystąpiła w trzech ekranowych produkcjach. Za tę w filmie Wojciecha Smarzowskiego otrzymała nominację do Orła za Najlepszą drugoplanową rolę kobiecą. Ostatecznie statuetka trafiła do Karoliny Rzepy za rolę w produkcji Emi Buchwald.
Po raz kolejny Kulesza udowodniła jednak, że najlepiej czuje się (choć świetnie radzi sobie również w luźniejszym repertuarze, co udowadnia w "rodzince.pl") w rolach dramatycznych i budowaniu wyrazistych, choć nieco pokiereszowanych życiowo postaci kobiecych.
Ale w rzeczywistości jest zupełnie inna.
"Nie, taka nie jestem, natomiast zawsze mam taki trudniejszy materiał do zagrania, ponieważ tak wyglądam (...). Ale z racji tego, że to jest mój zawód, to jakoś sobie radzę i wiem, jak nie ponosić zbyt dużych kosztów tego zawodu" - powiedziała "Faktowi".
Potwierdziły się doniesienia ws. Agaty Kuleszy. Taka jest o niej prawda, ludzie nie wiedzieli
Ów wątek Kulesza poruszyła również w niedawnym wywiadzie udzielonym synowi swojej przyjaciółki Katarzyny Nosowskiej, czyli Mikołajowi Krajewskiemu. Według niej to, czy i jak aktor pasuje do danego projektu, zależy od tego, jak widzi go kamera.
"Każdy aktor ma w kamerze pewną specyficzną energię, którą widać zwłaszcza wtedy, gdy zrobi się zbliżenie. Kamera dostrzega w człowieku coś, czego zazwyczaj nie widać na co dzień. U mnie tym elementem jest zazwyczaj smutek i siła jednocześnie - i to jest powód, dla którego gram właśnie takie role. Staram się patrzeć, czy dana postać w jakiś sposób koresponduje ze mną i czy będę potrafiła 'wlać się' w jej obrys" - mówiła w podcaście "Bliskoznaczni".
Dlatego właśnie gwiazda uważa, że granie bohaterów zgodnie z własnymi warunkami fizycznymi jest jak najbardziej słuszne i sensowne.
"Uważam, że nie ma sensu (...) [podejmować się - przyp. aut.] rzeczy, które do mnie nie pasują. Na przykład nie zagrałabym delikatnej blondynki, bo po prostu nie mam do tego odpowiednich warunków. Nawet gdybym w teatrze wypracowała taką postać ciężką pracą, to w filmie w takiej roli i tak zostanie obsadzona osoba, która naturalnie ma taką aparycję" - wyjaśniła.
Zobacz też:
Ekspert nie ma wątpliwości ws. Agaty Kuleszy. Postawił sprawę jasno








