Ania Rusowicz była na próbie z Soyką chwilę przed jego odejściem
Właśnie ukazała się książka "Życie to krótki sen. Biografia Stanisława Soyki", którą napisała Beata Biały, a w niej zostały opisane wydarzenia z Top of the Top Sopot Festival w Operze Leśnej. W publikacji swoimi wspomnieniami na temat muzyka podzieliła się Ania Rusowicz, która również pojawiła się 21 sierpnia 2025 roku w Operze Leśnej.
Piosenkarka wyznała, że tuż po próbie spotkała Stanisława, z którym zamieniła kilka zdań. Gwiazda estrady nie kryje, że było to dla niej dziwne, gdyż wielokrotnie mijała się z artystą podczas różnorodnych wydarzeń, jednak nigdy nie było okazji do rozmowy.
"To było przedziwne, bo nigdy nie mieliśmy czasu, żeby chwilę pogadać, a nagle tego czasu zrobiło się bardzo dużo. Widywałam Staszka przez lata na koncertach i festiwalach, ale zawsze wyglądało to podobnie. 'Co u ciebie?', 'A co u ciebie?', taka amerykańska wymiana zdań, i każde biegnie dalej. A tamtego dnia usiedliśmy i zaczęliśmy naprawdę rozmawiać" - cytuje słowa Ani portal Plejada.
Rusowicz nie kryje, że kilka godzin przed odejściem Soyka był w melancholijnym nastroju i zapytał ją o to, co ona uważa na temat dzisiejszej muzyki.
"Zapytał mnie: 'A co ty myślisz o współczesnej muzyce? Jak z twojej perspektywy wygląda dzisiaj ta branża?'. Mówił, że dobre piosenki jakby przestały być potrzebne, mądre teksty nie są już w cenie, odbiorcy coraz rzadziej naprawdę słuchają słów. Nie obrażał się na nowe czasy" - opisała nastrój Soyki.
Ania Rusowicz wyjawiła, co się wydarzyło w Operze Leśnej
Stanisław przyznał także, że ma wątpliwości, czy nadal koncertować. Artysta miał wątpliwości co do kondycji dzisiejszych występów, jednak Ania Rusowicz chciała go przekonać, że jego muzyka nadal jest ważna dla wielu słuchaczy.
Powiedziałam: 'Staszek, ale twoich piosenek słuchają'. A on: 'Wiesz, bo ja się zastanawiam, czy jest jeszcze sens grania koncertów'. Odparłam, że nie może tak po prostu zejść ze sceny. Że dla młodszych artystów jest drogowskazem. Jeśli on uzna, że to wszystko nie ma już sensu, co mają zrobić oni? Powiedział: 'No dobrze. Skoro tak mówisz, to jeszcze trochę tych koncertów pogram'" - dodała.
Rusowicz przyznała, że podczas rozmowy w głosie Soyki czuć było smutek, ale także spokój, w pewnym momencie Stanisław wyjawił swoją rezygnację i podkreślił, że nie chce mu się wychodzić na scenę.
"Tak mi się nie chce wychodzić na tę scenę dzisiaj. Tak mi się nie chce" - wspomniała jego słowa Ania.
Wokalistka w publikacji przyznała, że Soyka był zrezygnowany, jednak nie spodziewała się, że gdy wróci do hotelu to tam rozegra się najgorszy scenariusz.
"Był tego dnia bardzo spokojny. I smutny. Nie było w nim żadnego dramatyzmu. Raczej coś cichego, jakby patrzył na pewne rzeczy z większego oddalenia" - czytamy jej słowa.
Rusowicz o śmierci Soyki dowiedziała się za kulisami wydarzenia. Dziś nie kryje, że nikt ze zgromadzonych nie mógł uwierzyć w smutne wieści. Ponad rok od odejścia muzyka Rusowicz z sentymentem wspomina ich ostatnie spotkanie.
"On miał czas dla mnie, ja dla niego. I zamiast porozmawiać o koncercie, o tym, co kto śpiewa, zaczęliśmy rozmawiać o życiu. O świecie. O sensie tworzenia. O tym, że może już nie chce grać. O naturze rzeczy. Wiedziałam, co mi powiedział. I dzisiaj mam takie poczucie, choć nie potrafię go udowodnić, że on się wtedy ze mną żegnał" - wspomniała ostatnią rozmowę

Przeczytajcie również:
Widok grobu Bożeny Dykiel porusza do głębi. Zaskakujące drobiazgi, otwiera się w nowym oknie








