Rafał Zawierucha był tuż po trzydziestce i miał na koncie kilkanaście epizodycznych ról, gdy Quentin Tarantino zaproponował mu rolę w filmie z gwiazdorską obsadą.
Jak wyznał aktor w podcaście Macieja Kurzajewskiego, jest dumny z tego, że takie doświadczenie stało się jego udziałem, ale nie do tego stopnia, żeby uważać to za jakiś wielki sukces.
Rafał Zawierucha zagra u Quentina Tarantino
Rafał Zawierucha chętnie wspomina w wywiadach dzieciństwo spędzone w licznej rodzinie. Jak podkreślał w "halo tu polsat":
"Wartości, których zostałem nauczony, staram się wcielać w życie i dawać to mojej córce".
W filmie Quentina Tarantino "Pewnego razu... w Hollywood", Zawierucha zagrał młodego Romana Polańskiego. Aktor nie ukrywał, że do końca nie był pewien, czy jego postać przetrwa montaż, zwłaszcza że zwiastuny nie nastrajały pozytywnie. Skromnie zapewniał, że do szczęścia wystarczy mu dosłownie kilka sekund spędzonych na ekranie, bo największą radością była sama praca z reżyserem uznawanym za jednego z najlepszych na świecie, nie wspominając już nawet o plejadzie gwiazd.
Rafał Zawierucha poznał największe hollywoodzkie gwiazdy
Jak potem wspomina z wywiadzie dla "Gali", wszystkie spotkane na planie gwiazdy, w tym odtwórcy głównych ról" Margot Robbie, Brad Pitt i Leonardo DiCaprio okazały mu wiele życzliwości i nie stawiały żadnych barier, tylko nie mogły się nadziwić, dlaczego przyjeżdża na plan na rowerze:
"Codziennie robiłem na rowerze 50 km trasę (...)".
Rafał Zawierucha: tak definiuje sukces
Po powrocie do Polski, gdy już wyszło na jaw, że jego ujęcia znalazły się w ostatecznej wersji filmu, Zawierucha został zasypany pytaniami o swoją hollywoodzką przygodę. Jednak, jak wyznał w podcaście Macieja Kurzajewskiego, daleki jest od tego, by się nią pysznić:
"Oczywiście, jestem bardzo, bardzo dumny z tego, co się wydarzyło, z tego, co czego doszedłem, ale myślę, że apetyt rośnie w miarę takiego zdobywania. Ten zawód w ogóle jest pięknym zawodem, nie zgodzę się z nikim, kto powie, że jest straszny, okropny i w ogóle dramatyczny. Ktoś, kto tak mówi i uprawia ten zawód, mówi o swoim życiu".
Jak wyznał Rafał Zawierucha, ma ugruntowaną opinię na temat sukcesu, daleką od obiegowej:
"Niesamowita piosenka Kory '[Magiczne słowo] sukces', niesamowite słowa, że czasem okazuje się, że na szczycie jesteś sam. Nie mówię, że ja jestem na szczycie, ale jeśli jest jakiś szczyt to się okazuje, że wpadamy w najgorsze lęki, bo jesteśmy sami. Bo tak się zachłysnęliśmy sukcesem, że nie dostrzegamy innych. Sukces dla mnie to jest droga, którą idziesz, pokonujesz, a nie dojście na szczyt i powiedzenie: 'O, osiągnąłem sukces'. Tylko to przeżycie przez lata, na które pracujesz, nie zapominając o ludziach, z którymi idziesz i którzy z tobą idą. I których spotykasz, których szanujesz, cenisz i którzy wielokrotnie idą pod prąd".
Zobacz też:
Zawierucha wraca do korzeni. Tak trafił do Hollywood
Rafał Zawierucha nie odpuszcza. Nadal marzy o karierze w Hollywood








