Po ponad dwóch dekadach od premiery "Nigdy w życiu!" ruszyły prace nad nową ekranizacją książki Katarzyny Grocholi. Entuzjazm fanów szybko ustąpił miejsca ogromnej aferze - okazało się bowiem, że w obsadzie zabraknie Joanny Jabłczyńskiej, która w pierwszym filmie wcielała się w Tosię, córkę Judyty.
Aktorka nie ukrywała rozczarowania. Przekonywała, że czytała już scenariusz, spotkała się z reżyserem i poznała potencjalnego ekranowego partnera. Później miała usłyszeć, że podmiot finansujący film ma własną kandydatkę.
Produkcja przedstawiła inną wersję - według producentki Jabłczyńska wzięła udział w castingu razem z pięcioma innymi aktorkami, a rolę ostatecznie otrzymała Agnieszka Żulewska.
Beata Kawka stanęła w obronie Joanny Jabłczyńskiej
Decyzja wywołała ogromne poruszenie. Widzowie zaczęli nawoływać do bojkotu filmu i utworzyli petycję w obronie Jabłczyńskiej. Wsparcie aktorce okazały również osoby z branży, w tym Ilona Łepkowska i Danuta Stenka. Katarzyna Grochola z kolei jeszcze wczoraj 30 sierpnia zapowiedziała "kroki prawne", doczekując się odpowiedzi Jabłczyńskiej.
Teraz produkcję gorzko podsumowała Beata Kawka. Aktorka opublikowała obszerny wpis, w którym przekonywała, że twórcy zlekceważyli przywiązanie widzów do Tosi.
"Produkcja kreatywna to nie tylko scenariusz, budżet, harmonogram i nazwiska na plakacie. To przede wszystkim rozumienie widza. Jego emocji, jego pamięci i jego przywiązania do bohaterów. Istnieje zasada, której nie wolno lekceważyć. Nie zabiera się widzowi postaci, którą pokochał" - rozpoczęła.
Zdaniem Kawki odsunięcie Jabłczyńskiej nie jest zwykłą zmianą obsadową. Aktorka zwróciła uwagę, że przez ponad 20 lat Tosia stała się ważną częścią filmu oraz związanych z nim wspomnień widzów.
"Dlatego sytuacja Joanny Jabłczyńskiej i Tosi jest czymś więcej niż decyzją castingową. 'Nigdy w życiu!' to film, który przez 20 lat zdążył zbudować swoją legendę. Dla wielu ludzi jest częścią wspomnień. Ludzie pamiętają bohaterów, relacje między nimi, konkretne sceny, emocje. Pamiętają również Tosię. Kiedy po tylu latach wracamy do takiej historii, widz nie przychodzi wyłącznie zobaczyć nowego filmu. On przychodzi spotkać się z czymś, co już zna. Dlatego trzeba bardzo uważać, żeby tego spotkania nie zepsuć" - podkreśliła.
Kawka zaapelowała do produkcji "Nigdy w życiu!"
Beata Kawka przyznała, że bohaterów można rozwijać, zaskakiwać widzów ich dalszymi losami, a nawet zmieniać ton całej opowieści. Zdaniem aktorki zastąpienie aktorki tak silnie kojarzonej z daną postacią wymaga jednak naprawdę poważnego uzasadnienia.
"Jeśli odbiera się widzowi bohatera, z którym jest związany, trzeba mieć naprawdę dobry powód. Bo widz ma swoją pamięć. I tej pamięci nie da się wyprodukować za pomocą kampanii reklamowej" - zauważyła.
Kawka nie ograniczyła się do krytyki. Szybko przeszła do konkretnych rad dla produkcji filmowej kontynuacji "Nigdy w życiu".
"Nie chcę źle wieszczyć, ale gdybym mogła doradzić, to bym powiedziała, jeśli chcecie na tym filmie zarobić, trzeba bardzo szybko naprawić sytuację. Szybkim truchtem przeprosić Jabłczyńską i przywrócić ją do roli Tosi. Bo tutaj nie chodzi o jedną aktorkę. Chodzi o emocje widzów, o wizerunek produkcji i o zaufanie do ludzi, którzy tę historię tworzą" - stwierdziła.
Beata Kawka dosadnie o wpływie finansującego na obsadę
Największe obawy Kawki wzbudziła relacja Jabłczyńskiej, według której własną kandydatkę do roli miała wskazać osoba lub podmiot wykładający na film znaczną część pieniędzy.
"Jeżeli o tym, kto ma zagrać jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci filmu, zaczyna decydować nie producent kreatywny, reżyser czy twórcy, tylko osoba stojąca za finansowaniem projektu, to zapala mi się lampka ostrzegawcza" - grzmiała.
"Bo wtedy trzeba zadać pytanie, czy rzeczywiście wybieramy najlepszą osobę dla filmu, czy wybieramy osobę, którą ktoś po prostu chciałby zobaczyć w tej roli. To są dwie zupełnie różne rzeczy. [...] Jeśli [dany podmiot] finansuje film, którego siłą mają być również nostalgia i emocjonalna więź widzów z bohaterami, to tym bardziej powinien rozumieć, że pewnych decyzji nie podejmuje się wyłącznie według własnego gustu" - podsumowała.

Zobacz też:
Jabłczyńska bez roli w "Nigdy w życiu 2". Nawet Tomasz Raczek postawił sprawę jasno
Lipińska wkroczyła w aferę z Jabłczyńską. Zwróciła uwagę na jedną rzecz. "Dość dziwne"








