Małgorzata Rozenek i Andziaks prowadzą lokale w Warszawie, które nie różnią się od innych poza tym, że właścicielami są znane nazwiska. Niestety, to sklepy celebrytek wybrali sobie "aktywiści", którzy swoje niezadowolenie wyrazili w najgorszy możliwy sposób - oblali je brązową substancją, podobną do nieczystości.
Sprawa zaczęła być szeroko komentowana w mediach. W końcu głos postanowiła zabrać sama Małgorzata.
"Rozumiem prawo do protestu. Sama od lat angażuję się społecznie i wiem, że w demokracji jest miejsce na wyrażanie swoich poglądów. Wiem też, że zmiany często zaczynają się od sprzeciwu" - zaczęła pisać w oświadczeniu na Instagramie.
Małgorzata Rozenek wydała oficjalne oświadczenie ws. butiku. Nie mogła tego przemilczeć
Rozenek, która sama angażuje się w wiele akcji, nie mogła zrozumieć, że ktoś posunął się aż do takich czynów. Według niej, każdy problem da się kulturalnie omówić.
"Niszczenie czyjejś własności, zakłócanie pracy (...) nie są narzędziami debaty publicznej (...) Nie możemy uznać, że niszczenie czyjejś własności jest akceptowalnym sposobem wyrażania poglądów. Od tego świat nie stanie się bardziej sprawiedliwy. Nie zmniejszą się nierówności. Nikomu nie będzie żyło się lepiej" - stwierdziła.
Dodała również, że w środku sklepu byli jej pracownicy, którzy nie spodziewali się takiego obrotu zdarzeń i mocno to na nich wpłynęło.
Żona Radosława Majdana ma nadzieję, że ludzie, którzy są za to odpowiedzialni, poniosą odpowiednie konsekwencje.
"Każdy, kto przekracza granice prawa, powinien ponieść odpowiedzialność w ramach państwa prawa. Tylko w ten sposób możemy chronić przestrzeń do prawdziwej debaty" - podsumowała Rozenek-Majdan.
Z tego, co dowiedzieli się dziennikarze "Super Expressu" Andziaks powiadomiła już odpowiednie służby.

Zobacz też:
Poruszenie ws. Rozenek-Majdan. Podziękowała ludziom za wszystkie lata
TVN podjął decyzję ws. Rozenek-Majdan. Szykują się duże zmiany








