Zanim miliony Polek straciły głowę dla jego Janosika, Marek Perepeczko zakochał się w Agnieszce Fitkau. Wystarczyło jedno spotkanie przed sekretariatem warszawskiej szkoły teatralnej, by młody mężczyzna, dotąd bardziej zainteresowany sportem niż dziewczętami, odkrył, że istnieje coś ważniejszego od koszykówki.
Była jego pierwszą wielką miłością i kobietą, której żadna inna nie zdołała zastąpić. Nawet wtedy, gdy dzieliły ich tysiące kilometrów, a ich małżeństwo przestało przypominać tradycyjny związek.
Marek Perepeczko zakochał się od pierwszego wejrzenia. Ona też nie pozostała obojętna
Trudno uwierzyć, że wysoki, znakomicie zbudowany przystojniak był kiedyś chudym i nieśmiałym chłopcem. Pewności siebie nabrał dzięki sportowi. Wiosłował, grał w koszykówkę, podnosił ciężary. Jako nastolatek chętniej poświęcał czas treningom niż miłosnym podbojom.
Wszystko zmieniło się, gdy wśród kandydatów do warszawskiej PWST zobaczył Agnieszkę Fitkau.
"Stałem w kolejce młodych ludzi kłębiących się przed sekretariatem PWST w Warszawie. W gronie utalentowanych i urodziwych osób wyróżniała się w sposób zniewalający dziewczyna. Dziewczyna? Kobieta, zjawisko, obiekt prawie nierealny, porażający swoją nieziemskością" - wspominał po latach.
Ona również zwróciła na niego uwagę.
"Jaki świetny chłopak!" - tak zapamiętała swoją pierwszą myśl.
Wymienili się adresami. Wkrótce okazało się, że Marek dostał się na studia, a Agnieszka nie znalazła swojego nazwiska na liście przyjętych. Załamana zadzwoniła właśnie do niego.
"Niemal płakałam w słuchawkę. A on tylko powiedział: "Wiesz co, opowiesz mi o tym osobiście" - i zaprosił mnie do kawiarni. I tak się zaczęła nasza wielka miłość" - opowiadała.
Datę pierwszego spotkania, 21 czerwca, zapamiętali na zawsze. Po latach, niezależnie od tego, gdzie przebywali i jak układało się ich życie, wciąż o niej pamiętali.
Uchodził za bożyszcze kobiet. Serce oddał tylko jednej
Byli parą, za którą oglądano się na ulicy. Oboje wysocy, piękni, przyciągający spojrzenia.
"Wyglądali jak półbogowie, byli piękni, wspaniali" - wspominała Ewa Wiśniewska.
Jan Englert uważał z kolei, że to Agnieszka miała w ich związku więcej do powiedzenia. Marek coraz częściej odwiedzał ukochaną w rodzinnym domu. W końcu jej matka postanowiła zapytać, jakie ma wobec córki zamiary.
"Odpowiedziałem, że oczywiście [staram się o jej rękę], choć zupełnie nie wiedziałem, jak należy to zrobić" - wspominał aktor.
Pobrali się w 1966 roku. Przed nimi było niemal czterdzieści lat małżeństwa, choć zapewne żadne nie przypuszczało, jak niezwykły przybierze ono kształt.
Kariera Perepeczki nabierała rozpędu. Zagrał w "Popiołach", "Wilczych echach" i "Panu Wołodyjowskim". Prawdziwą sławę przyniósł mu jednak "Janosik". Kobiety wzdychały do jego uśmiechu i potężnych ramion, ale on miał już swoją wybrankę.
Agnieszka również próbowała sił w aktorstwie, pracowała też jako modelka. Z czasem okazało się, że małżonkowie mają odmienne oczekiwania wobec życia. Jemu odpowiadała domowa codzienność, ją pociągały podróże, nowe miejsca i możliwości.
Żona Marka Perepeczki wyjechała do Australii. Ich małżeństwo przeszło poważną próbę
W 1981 roku Agnieszka wyjechała do Melbourne. Marek Szymański, autor książki "Samotność Janosika. Biografia Marka Perepeczki", właśnie w tej decyzji dostrzega przełom w historii ich związku.
"Związek Agnieszki i Marka skończył się w lipcu 1981 r., gdy ona wsiadła do rejsowego samolotu na Okęciu i po kilku przesiadkach wylądowała ostatecznie w Melbourne" - pisze biograf.
Formalnie pozostali małżeństwem, ale ich wspólne życie zaczęło ustępować miejsca dwóm osobnym codziennościom.
Agnieszka odnalazła się w Australii. Pracowała, zajmowała się fotografią i współtworzyła firmę uwieczniającą rodzinne uroczystości.
Marek pojechał za nią. Początkowo zamierzał zostać na pół roku, ostatecznie spędził tam kilka lat. Działał w środowisku polonijnym, organizował przedsięwzięcia teatralne, próbował odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Nie potrafił jednak zapuścić korzeni tak daleko od ojczyzny.
W 1989 roku wrócił do Polski. Agnieszka została w Melbourne.
W życiu Agnieszki Fitkau-Perepeczko pojawił się inny mężczyzna. Aktor zaskoczył swoją postawą
W australijskim życiu Agnieszki ważne miejsce zajął Wojciech Przybyłowski, z którym prowadziła firmę fotograficzną.
Dla małżeństwa Perepeczków był to trudny rozdział, daleki od romantycznego początku przed sekretariatem szkoły teatralnej. Aktor nie szukał odwetu, nie przekreślał wspólnych lat i nie mówił o żonie z goryczą.
Ryszard Grażewski, sąsiad Perepeczków w Melbourne, wspominał, że Marek do końca zachowywał się wobec Agnieszki jak dżentelmen.
"Gdy ktoś go zapytał, czy gdyby miał nowe życie, coś by zmienił, "Wszystko oprócz żony""- odpowiedział bez wahania.
Grażewski podkreślał również, że aktor utrzymywał przyjazne kontakty z Wojciechem Przybyłowskim i nie szukał innej kobiety, choć cieszył się ogromnym powodzeniem.
Agnieszka także przekonywała, że ich więź przetrwała rozłąkę.
"Lubimy z Markiem swoje towarzystwo, dlatego wciąż - mimo odległości i długich rozstań - jesteśmy małżeństwem. Bywa, że nie mamy kontaktu kilka miesięcy, ale zawsze pamiętamy o 21 czerwca" - mówiła.
Kiedy znów zaczęła pracować w Polsce, nie zamieszkali razem. Ona była związana z Warszawą, on z Częstochową, gdzie kierował Teatrem im. Adama Mickiewicza.
Perepeczko przypomniał o swoim komediowym talencie w "13 posterunku", wystąpił też w "Sarze". Agnieszka zdobyła popularność jako Simona w "M jak miłość".
Mieli osobne adresy, zajęcia i codzienne sprawy, ale - jak zapewniała aktorka - zawsze mogli na siebie liczyć.
"Szanowaliśmy swoją wolność i niezależność. A fakt, że nie mieszkaliśmy razem, wcale nie oznaczał, że nie byliśmy sobie bliscy. Wręcz przeciwnie, bardzo się kochaliśmy, przyjaźniliśmy i mogliśmy na siebie liczyć w każdej sytuacji" - opowiadała.
Marek Perepeczko zmarł nagle. Żona nigdy nie zapomniała o ich miłości
Marek Perepeczko zmarł w nocy z 16 na 17 listopada 2005 roku w swoim mieszkaniu w Częstochowie. Miał zaledwie 63 lata.
Ich niemal czterdziestoletnie małżeństwo zakończyła śmierć aktora, nie rozwód. Nigdy nie doszło do publicznego rozliczania wzajemnych krzywd i pretensji.
"Byliśmy sobie oddani jak mało kto, bo przez całe życie każde z nas widziało w drugim nie tylko atrakcyjną kobietę czy mężczyznę, ale ukochanego człowieka" - mówiła Agnieszka.
Po śmierci męża przyznawała, że zdarzały jej się fascynacje innymi mężczyznami. Żaden nie zajął jednak jego miejsca.
"Myślę, że byłam mu najbliższa na świecie tak jak on mnie. Na pewno byłam kobietą jego życia i on mężczyzną mojego życia. On był jedyny i niepowtarzalny".
Marek Perepeczko przez lata pozostawał idolem milionów kobiet. On sam nigdy nie miał jednak wątpliwości, która z nich była najważniejsza. Nawet gdy ich drogi się rozeszły, a wspólne życie zamieniło się w spotkania i rozmowy na odległość, nie żałował wyboru dokonanego w młodości. Gdyby mógł przeżyć wszystko jeszcze raz, ponownie wybrałby Agnieszkę.
Źródła:
- Marek Szymański, "Samotność Janosika. Biografia Marka Perepeczki"
- Agnieszka Fitkau-Perepeczko, "Babie lato, czyli bądź szczęśliwa całe życie".
- Wywiady z Agnieszką Fitkau-Perepeczko m.in. dla "Vivy!". "Gazety Pomorskiej".
- "Encyklopedia Teatru Polskiego"
Zobacz też:
Grób Perepeczki przez lata świecił pustkami. Teraz wdowa pokazała zaskakujący pomnik
Agnieszka Fitkau-Perepeczko wyznała prawdę swoim o małżeństwie. Po latach nie ma żadnych wątpliwości








