Kinga Rusin wybrała się do Japonii
Kinga Rusin od kilku już lat prowadzi życie na walizkach. Dziennikarka, która była twarzą TVN, odkąd porzuciła pracę w telewizji, zwiedziła już prawie cały świat, ale nadal nie ma dość, choć nie wszystko idzie zgodnie z planem. W kwietniu Rusin i Marek Kujawa wyjechali do Japonii. Najpierw musieli zmienić trasę z powodu komunikatów sejsmicznych.
Kiedy wreszcie trafili do Kioto nie zagrzali tam długo miejsca, gdyż tłumy Japończyków, którzy przyjechali tu na majówkę, skutecznie zniechęciły ich do zwiedzania.
Kolejne kłopoty Kingi Rusin
Na dodatek zarówno Kinga Rusin, jak i Marek Kujawa pochorowali się. Mimo to postanowili kontynuować swoją japońską wyprawę.
"Totalnie chorzy, ale bardzo szczęśliwi! W Fukuoce przeżyliśmy kolejną japońską przygodę" - zaczęła swój wpis w sieci dziennikarka.
Kinga Rusin opisała dalej podróż i majowy karnawał, który odbywa się co roku w Fukuoce od 840 lat.
"Dotarliśmy na czas na wyspę Kiusiu, do Fukuoki, na jeden z największych festiwali w Japonii - Hakata Dontaku. Dwa dni totalnego szaleństwa, kilka tysięcy uczestników, miliony widzów!"
Celebrytka bardzo emocjonalnie opisała parady uliczne, korowody i zabawę mieszkańców miasta oraz turystów.
"Ludzie przyjeżdżają na paradę w Fukuoce z całej Japonii, hotele pękają w szwach, a po śniadanie w kawiarni trzeba stać po dwie godziny w kolejce. Ale to też część tego szaleństwa" - podkreśliła Rusin.
Chwila odpoczynku Kingi Rusin
Mimo takich przeżyć dziennikarka musiała odetchnąć od tłumów i odwiedziła też nieco spokojniejsze miejsce, czyli ogród glicynii.
"Zmęczeni tłumem i kakofonią dźwięków wytchnienie znaleźliśmy w Kawachi, w słynnym ogrodzie glicynii (uznawanym za jedno z najpiękniejszych miejsc Japonii). Dotarliśmy tam w ostatni dzień pełnego ich rozkwitu. Mieliśmy taką powtórkę z sakury tylko w różnych odcieniach fioletu i różu".
Zobacz też:
Miał być zięciem Rusin, jednak nagle rozstał się z Polą Lis. Wybrał znaną modelkę
Kinga Rusin stoi przed dylematem. Nie sądziła, że do tego dojdzie








