Jerzy Antczak jest jednym z najbardziej cenionych reżyserów w historii polskiej kinematografii. Twórca na dobre zapisał się w pamięci widzów dzięki kultowej ekranizacji "Nocy i dni", która została doceniona także za granicą i w 1977 roku była nominowana do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny.
W produkcji zagrała żona artysty - Jadwiga Barańska, która wcieliła się w niezapomnianą rolę Barbary Niechcic.
Jerzy Antczak po odejściu aktorki zorganizował jej pożegnanie za oceanem, gdzie małżonkowie mieszkali na co dzień. Mimo tego zaplanował powtórzenie ceremonii, tym razem w Polsce.
Jerzy Antczak zmaga się z problemami zdrowotnymi
Niestety z powodu problemów zdrowotnych lekarze zabronili reżyserowi wsiadać do samolotu.
Na tym jednak nie skończyły się kłopoty słynnego filmowca. Jakiś czas później przydarzył mu się wypadek i 96-latek musiał trafić pod opiekę specjalistów. O incydencie poinformował syn Antczaka - Mikołaj.
"Tato upadł i jest w szpitalu" - przekazał w mediach społecznościowych.
Artysta dochodził do zdrowia pod okiem lekarzy i wszystko wskazywało na to, że jego samopoczucie się poprawia.
"Tato jest w klinice rehabilitacyjnej. Dostaje lekarstwa na ból i fizyczną terapię. Każdego dnia jest lepiej" - można było przeczytać w sieci.
Jerzy Antczak uległ wypadkowi. Przekazał wieść ws. stanu zdrowia
Teraz na profilu Jerzego Antczaka pojawił się kolejny wpis. Okazało się, że twórca "Nocy i dni" wrócił już do domu. Niestety znów musi zmagać się z uciążliwymi dolegliwościami.
"Kochani przyjaciele. Jestem w domu. Niestety bóle powróciły bardzo. Wysyłajcie mi dobre myśli" - zaapelował do swoich fanów.
Pod postem pojawiło się mnóstwo komentarzy i życzeń szybkiego powrotu do zdrowia.
"Dużo radości i zdrowia życzę", "Najdroższy Panie Jerzy proszę dbać o siebie", Proszę się nie dawać. Głowa do góry" - można przeczytać pod postem.
Zobacz też:
Nikt nie sądził, że znów do tego dojdzie. Strasburger potwierdził doniesienia
Jerzy Antczak w żałobie. Wzruszające słowa po odejściu legendy
Drugi pogrzeb Barańskiej odwołany. Jest jedno, bardzo smutne "ale" ws. planów Antczaka








