Kariera Natalii Siwiec, otwiera się w nowym oknie rozpoczęła się oficjalnie 8 czerwca 2012 roku podczas meczu otwarcia Euro 2012. Gdy umalowana i wyszykowana na swój debiut w show biznesie, przyciągnęła uwagę kamerzystów, mało kto rozpoznał w niej dziewczynę z okładki "Naj" z 2002 roku.
Natalia Siwiec: wyboista droga do kariery
Jak z czasem wyszło na jaw, Natalia od dłuższego czasu próbowała przebić się w show biznesie. Po zdobyciu tytułu Miss Bałtyku, a później Miss Dolnego Śląska, Siwiec postawiła na konkursy międzynarodowe.
Zachęcona sukcesami Natalia postanowiła wybrać się do Brazylii, by tam próbować przebić się w modelingu, jednak zamiast sławy znalazła miłość. Zanim z Mariuszem Raduszewski wrócili do Polski, zainwestowali nieco grosza w przeróbki, które sprawiły, że Natalia przestała przypominać dziewczynę, którą była, gdy 10 lat wcześniej pozowała do okładki "Naj".
Natalia Siwiec znów eksperymentuje z wyglądem
Od kilki lat Natalia z mężem i córką mieszka w meksykańskim Tulum, skąd utrzymuje kontakt z fanami za pośrednictwem internetu. Jak się właśnie okazało, zacięcie do metamorfoz nie wygasło w niej całkowicie, jednak tym razem skutki okazały się opłakane.
Kiedy Siwiec pokazała swoje zdjęcie w nowej grzywce, przyciętej za namową fanów, stało się jasne, że popełniła wielki błąd. Jak sama stwierdziła na InstaStories:
"Wyglądam, jak pieczarka. Ta grzywka jest za krótka. Przez to, że jest tutaj tak wilgotno, wyglądam tak. Grzywka jest dramatyczna w tym klimacie. Czekam na to, jak przyjadę do Polski i będzie wyglądała normalnie".
Fryzjer gwiazd radzi Natalii Siwiec. Nie jest dobrze
Fryzjer gwiazd, Piotr Sierpiński w rozmowie z Plotkiem jasno daje do zrozumienia, że przeczucia nie mylą Natalii. Ciachnęła za wysoko:
"To klasyczny przykład, jak jeden detal potrafi całkiem zmienić odbiór twarzy. I niestety w tym wydaniu nie do końca "siada" z jej strukturą włosa. Przy włosach, które mocno się kręcą, tak krótka grzywka bardzo łatwo zaczyna żyć własnym życiem, podwija się, podskakuje i optycznie robi się jeszcze krótsza. Wystarczyłoby dosłownie kilka centymetrów więcej, żeby połączyła się z resztą fryzury i wyglądała dużo spójniej".
Dobra wiadomość jest taka, że da się temu zaradzić. Zła - że nie od razu. Jak radzi fryzjer, trzeba uzbroić się w cierpliwość:
"Da się to szybko uratować prostym ruchem: zapuścić minimalnie długość, dopracować kształt przy twarzy i ujarzmić skręt odpowiednią stylizacją, wtedy temat przestaje być dramatem, a staje się po prostu etapem przejściowym".
Zobacz też:








