Zbigniew Wodecki założył rodzinę. Doczekał się trójki pociech
Za kilkanaście dni minie dziewiąta rocznica śmierci Zbigniewa Wodeckiego. Znany i ceniony artysta zmarł 22 maja 2017 roku.
Choć utwory Wodeckiego zna niemal każdy, niewiele osób wie, jak wyglądało jego życie prywatne. W 1971 roku artysta ożenił się z Krystyną. W tym samym roku na świat przyszła ich pierwsza córka - Joanna. Dwa lata później urodziła się Katarzyna, a w 1975 roku jedyny syn pary - Paweł.
Zbigniew Wodecki starał się trzymać bliskich z dala od mediów i zainteresowania fanów. Dom był dla niego oazą spokoju i miejscem, w którym mógł odpocząć po koncertach oraz występach telewizyjnych.
Co dziś robią dzieci Zbigniewa Wodeckiego?
O życiu prywatnym Zbigniewa i Krystyny Wodeckich wiadomo niewiele. Jak podawały media, najstarsza córka, Joanna, ukończyła Międzynarodowe Studium Dziewulskich - szkołę policealną dla osób zainteresowanych charakteryzacją, stylizacją i wizażem. W 2011 roku w wywiadzie dla "Gali" wyznała, że pasjonuje się fotografią i kolekcjonuje instrumenty. Widać więc, że artystyczna wrażliwość nie była jej obca.
Syn artysty również stroni od mediów. Zbigniew Wodecki jeszcze za życia przyznawał, że pasją Pawła jest aktywność fizyczna i ćwiczenia na siłowni. Wiadomo także, że pracował jako fizjoterapeuta.
Najwięcej w mediach mówiło się o młodszej córce artysty. Katarzyna Wodecka-Stubbs po śmierci ojca zaangażowała się w pielęgnowanie pamięci o nim. Była inicjatorką wielu wydarzeń organizowanych ku jego czci.
Zbigniew Wodecki nie był zaangażowanym ojcem. Syn raz go nawet nie poznał
Życie Zbigniewa Wodeckiego skupione było przede wszystkim wokół kariery artystycznej. Piosenkarz nie ukrywał, że bliscy często schodzili na dalszy plan. Był świadomy tego, że jako ojciec nie zawsze się sprawdzał. Przez częste nieobecności w domu jego relacje z dziećmi nie były idealne.
Artysta wspominał też sytuację, która szczególnie zapadła mu w pamięć:
"W dziesięciostopniowej skali dałbym sobie co najwyżej trójkę. Tak rzadko bywałem w domu, że kiedyś mój syn mnie nie poznał. Gdy po dwóch tygodniach zapukałem do drzwi, Paweł, który miał wówczas chyba sześć lat, spojrzał na mnie i powiedział: 'Mamo, przyjechał ten pan, co śpiewa 'Pszczółkę Maję'" - mówił w rozmowie z portalem miastopociech.pl w 2015 roku.
Zobacz też:
Zbigniew Wodecki długo to ukrywał. Zaskakujące doniesienia z przeszłości muzyka
Iwona Pavlović ujawnia, czego nauczył ją Zbigniew Wodecki. Te słowa pamięta do dziś
Poruszający widok na grobie Wodeckiego. Łzy same napływają








