Maja Chwalińska na kortach Rolanda Garrosa w Paryżu odniosła życiowy sukces i po ciężkich trzech tygodniach zaskoczyła wszystkich dochodząc aż do finału wielkoszlemowej imprezy. Tam co prawda przegrała, ale i tak jej gra oraz styl wywołały wielkie poruszenie wśród fanów.
Ledwie Chwalińska wróciła do Polski, a już takie doniesienia. Nie do wiary
W poniedziałek przed południem Maja Chwalińska wróciła do Polski z Paryża. Na lotnisku na wicemistrzynię Rolanda Garrosa czekał tłum fanów, a 24-latka nie kryła wielkiej radości z takiego przywitania.
Była w doskonałym nastroju i bardzo chętnie wchodziła w interakcję z kibicami. Na koniec tego pracowitego dnia Maja pojawiła się w TVN24, gdzie wystąpiła w programie "Fakty po faktach". To właśnie tam podzieliła się z fanami swoimi wrażeniami z sobotniego finału.
"Czułam dużą radość. Jak najbardziej był też stres. Ale na pewno czułam wsparcie kibiców i to było dla mnie niesamowite doświadczenie, którego nie zapomnę" - wyznała.
Jak się okazuje, emocje były tak wielkie, że o niektórych sobotnich wydarzeniach Chwalińska dowiaduje się dopiero teraz. To właśnie podczas występu w TVN24 sportsmenka została poinformowana, że w trakcie finału na trybunach obecny był hollywoodzki gwiazdor Brad Pitt. Maja nie mogła w to uwierzyć.
"Brad Pitt? Nie widziałam go. Całe szczęście, bo chyba bym tam umarła, grałabym jeszcze gorzej. Bił mi brawo? Dam to sobie w ramkę" - zareagowała z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru.
Teraz przed Mają Chwalińską kolejne wyzwania. Nadal nie wiemy, czy Polka zagra na kortach Wimbledonu, bowiem drabinki zostały zamknięte jeszcze przed jej doskonałym występem w Paryżu. Pozostaje liczyć na dziką kartę od organizatorów, którzy mogą docenić dokonania Mai.
Zobacz też:
Chwilę po przegranej Chwalińskiej Podsiadło nie wytrzymał. Ogłosił to na scenie








