Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Tak wyglądał Karolak w młodości

Magazyn "SHOW" opublikował zdjęcia Tomka Karolaka z młodości. Zobaczcie, jak kiedyś wyglądał jeden z najpopularniejszych polskich celebrytów...

"Urodziłem się w Radomiu, ale zaraz po moich narodzinach rodzina przeniosła się do Ustronia Morskiego" - opowiada aktor dwutygodnikowi. "Wokół naszego domu był las. To dopiero była frajda! Znajdowaliśmy rzeczy, których teraz już nie ma: stare niemieckie bunkry, wieże obserwacyjne z działami, które wtedy, w latach siedemdziesiątych, nie były jeszcze zdemontowane. To wszystko mocno pobudzało naszą wyobraźnię".

Tata Tomka był żołnierzem. Jednak w domu oficera Wojska Polskiego nie panowała surowa dyscyplina. We wspomnieniach aktora dominują sielankowe obrazki, które sprawiają, że z przyjemnością wraca on do miasteczka swojego dzieciństwa.

Reklama

Kiedy miał siedem lat, urodził się jego brat Piotr. "Musiałem odprowadzać go do przedszkola. Ale nigdy nie miałem problemu z zazdrością o brata. Mama mi mówiła, że tylko przez jeden dzień byłem obrażony. A potem bujałem go na nodze, chodziliśmy na spacery, oczywiście dzieliliśmy pokój".

Sielanka trwała do 1980 roku. Sytuacja polityczna w Polsce stawała się coraz trudniejsza. Pewnego dnia tata Karolaka odebrał telefon z centrali... Rodzina musiała opuścić nadmorski kurort i przeprowadzić się bliżej stolicy - do Mińska Mazowieckiego. Dla Tomka i młodszego Piotra to był szok.

"Zostaliśmy wtedy wysłani do dziadków do Radomia. Zdawałem sobie trochę sprawę z tego, co się działo. Dziadek dużo rozmawiał z wujkiem o Solidarności" - wspomina gwiazdor. Stan wojenny zastał rodzinę w hotelu wojskowym w pobliżu Mińska.
Mały Tomek najbardziej przeżywał zmianę szkoły. Tym bardziej że po roku znów musiał przenosić się do kolejnej.

"Ja na szczęście dobrze się asymiluję w nowym środowisku, ale spotkało mnie trochę upokorzeń" - zdradza. Po skończeniu szkoły podstawowej Tomek rozpoczął naukę w LO im. Polskiej Macierzy Szkolnej w Mińsku. I odkrył, że ma artystyczną duszę.

"Podczas weekendowych wyjazdów do Warszawy pokochałem teatr. W latach osiemdziesiątych zobaczyłem najważniejsze przedstawienia tamtego okresu. Jeździliśmy do teatru Studio, miałem okazję zobaczyć na scenie Tadeusza Łomnickiego i Romana Wilhelmiego. A w szkole organizowaliśmy kółka teatralne. Nie wiedziałem jednak wtedy, że to aż tak na mnie wpłynie, że zaważy na moim życiu" - opowiada.

"Byłem metalowcem. Zaliczyłem nawet Jarocin. Na ścianie w moim pokoju wisiały plakaty Iron Maiden, Black Sabbath i niemieckiego zespołu Accept. Jeździliśmy na koncerty, festiwale. Nigdy nie zapomnę koncertu Metalliki w katowickim Spodku w 1986 roku. Tata nie był zachwycony, że słucham takich wywrotowych zespołów".

Po maturze w 1989 roku Tomkowi brakowało pomysłu, co dalej robić. Posłuchał rad kolegów i zaczął studiować... resocjalizację. "Moi kumple też tam szli, a ten wydział miał wtedy opinię najbardziej szalonego na Uniwersytecie Warszawskim. Ale właśnie wtedy coraz więcej myślałem o aktorstwie" - wspomina.
Do egzaminów w krakowskiej PWST podchodził aż cztery razy. Nie miał szczęścia, nadrabiał jednak determinacją, i wreszcie się udało!

"Oczywiście życie studenckie natychmiast mnie wciągnęło. Byłem szefem fuksówki (czyli otrzęsin, przyp. red.). Możecie zapytać ówczesnych fuksów - potwierdzą, że nie byłem surowy. Jeśli na przykład znaleźliśmy w pokoju kolegi wódkę, to kara musiała być, młody student musiał tę wódkę pić z talerza widelcem" - śmieje się aktor.

Sam ponosił karę za swoje wybryki podczas zajęć. Szczególnie zapamiętał te z Anną Polony, u której robił dyplom. "Kiedyś właśnie od pani Anny usłyszałem: 'Wzrost masz jak koń, głos jak dupa wołowa'. W szkole teatralnej zrozumiałem, że to dopiero początek drogi i że jeszcze będę się bardzo długo uczył".
Po obronie dyplomu Karolak dostał angaż w Teatrze im. Słowackiego. Życie krakowskiej bohemy bardzo mu odpowiadało, ale wkrótce zapragnął odmiany - razem z Mikołajem Grabowskim, z którym pracował jeszcze podczas studiów (jako jego asystent), oraz z innymi aktorami zdecydował się wyjechać do Łodzi i tam stworzyć "nową jakość".

W ciągu kilku sezonów Teatr Nowy stał się jedną z najbardziej znanych scen łódzkich. Aktor jak zwykle szybko zaadaptował się w nowym środowisku.
"Polubiłem Łódź: jej niesamowitą architekturę, biednych, ale szczerych ludzi. Żyliśmy w komunie, w starym mieszkaniu, w którym nie domykały się drzwi. Między nami biegała kilkuletnia Zosia, córka Błażeja i Kasi Peszków. Przyjeżdżali do nas w odwiedziny Jan Peszek, Jan Frycz, Iwona Bielska" - wspomina ten niezwykły czas aktor.
Twierdzi, że nie marzył o sławie. Jednak los szykował dla niego kolejną niespodziankę... "Żyłem w przekonaniu, że na zawsze pozostanę aktorem teatralnym" - mówi. Któregoś razu na spektaklu "Kurka Wodna" pojawił się Andrzej Saramonowicz - zauważył Tomka i zaproponował mu rolę w komedii "Ciało".

"Na planie bywało wesoło. Kiedyś Rafał Królikowski, który grał tytułową rolę, zasnął w trumnie. Po skończonych zdjęciach omal go w niej nie zostawiliśmy..." - wspomina Karolak. Właśnie do ról komediowych - m.in. w "Testosteronie" i "39 i pół" - ma największe szczęście. Dzięki nim Tomek jest dziś jednym z najpopularniejszych aktorów w Polsce.

Oscar Maya

3/2013

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »