Bohdan Łazuka o początkach kariery. To dla kobiet zaczął grać
Bohdan Łazuka do dziś jest ikoną polskiej sceny. To aktor teatralny i filmowy, konferansjer, prezenter i estradowiec - i przede wszystkim piosenkarz oraz artysta kabaretowy. Ze sceną związał się pod koniec lat pięćdziesiątych, a już w 1961 dołączył do Kabaretu Starszych Panów.
Wszystko jednak zaczęło się od warszawskiej szkoły muzycznej, gdzie uczył się w klasie oboju. To dość nietypowy instrument i dopiero teraz, w wywiadzie Radia Dla Ciebie, Łazuka przyznał, czemu zdecydował się właśnie na niego. Jak się okazuje, początkowo chciał nauczyć się grać na saksofonie, żeby zrobić wrażenie na kobietach.
"Nie będę taił, że chciałem przypodobać się paniom i uważałem, że saksofon spełnia warunki. Że zwrócę tym instrumentem na siebie uwagę. Ale działo się to w czasach specyficznych, w związku z tym po naradach wśród muzyków uzgodniliśmy, że będę się uczył na oboju. No i się uczyłem na tym oboju" - wspomina muzyk.
Wybór okazał się słuszny i obój "spełnił jego tęsknoty uczuciowe". Bohdan dodaje, że przy pewnej okazji poznał pewną panią, również grającą na oboju, "co do której nie był obojętny w uczuciach, mówiąc delikatnie".
Bohdan Łazuka o pracy z Barbarą Krafftówną. "Czuła respekt"
Oczywiście pierwszym wielkim przełomem w karierze Łazuki był Kabaret Starszych Panów i duet z Barbarą Krafftówną. Wyedukowany muzycznie i aktorsko (a tej drugiej sztuki uczył się w PWST w Warszawie) robił wrażenie na scenie, a na nim samym największe wrażenie robiły za to kobiety. Współpracę z Krafftówną wspomina następująco:
"Rozkosz artystyczna i nie tylko. Ona była niezwyczajna. Przy tym, że świetna aktorka, to nic nie straciła z kobiecości. A chichotka była straszna. Można ją było rozśmieszać, ale nie wiem, jak to się stało, że miała pewien rodzaj respektu wobec mnie - tak to określiła" - mówi Łazuka.
Jak wyjaśnia, swój duet ćwiczyli aż miesiąc. Pierwsze wersje nie były zresztą zadowalające - pracowali nad formą, aż doszli do parodii. Zresztą całą ich ekipę do dziś wspomina, nie szczędząc zachwytów.
"Obsada była taka, że lepiej nie można. Irka Kwiatkowska, Kalina [Jędrusik - red.] i Basia Krafftówna, Edward Dziewoński, Mieczysław Czechowicz, Wiesław Gołas, Wiesław Michnikowski i później moja nieskromna osoba. Niezastąpieni byli ci aktorzy" - wymienia, nie zapominając oczywiście o Jeremim Przyborze.
Zapytany przez dziennikarzy, czy ostatnio coś nowego go rozśmieszyło, w bardzo grzeczny i znaczący sposób wyjawia, że obecnie bawią go komedie z lat 30. i 40.
Tym zajmuje się teraz Bohdan Łazuka. 87-letni aktor wciąż pracuje
O anegdotkach z przeszłości mówi zresztą z ogromną pasją - spotkaniach z Dymszą czy Bareją i już nieco później - Olafem Lubaszenką przy filmie "Chłopaki nie płaczą". Wciąż zresztą spotyka się z niezwykłymi ludźmi - bo nieustająco występuje.
W 2024 roku odbył się jego benefis, ale - choć jak sam mówi "jest na emeryturze od 30 lat" - dalej śpiewa. Znacznie rzadziej niż kiedyś, oczywiście - za to wreszcie ma okazję, by poza graniem na scenie znaleźć czas na spotkania z ludźmi i zwiedzanie odwiedzanych miast.
"W tej chwili dwa czy trzy razy w miesiącu jadę, jak mi się chce, do jakiegoś miasta. Konkretnie teraz jadę do Chorzowa i już się cieszę, bo przejdę się, porozmawiam i wszystko w porządku" - podsumowuje.
Obecnie koncertuje z Czesławem Majewskim, swoim bliskim przyjacielem, co nazywa wielkim szczęściem.
"Jestem zadowolony. Mało tego, powiem panu w tajemnicy - płacą" - żartuje.
A czego sobie życzy Bohdan Łazuka? Artysta powtarza życzenia, które usłyszał od Antoniego Słonimskiego. "Sukcesu, kobiety, przyjemności". Jak widać, w kwestiach uczuciowych też nic się u niego nie zmieniło.
Zobacz też:
Gwiazdor Kabaretu Starszych Panów narzeka na zarobki. Ma 87 lat, a wciąż musi pracować
Łazuka żenił się, bo chciał mieć kogoś, kto poda mu herbatę. Został sam
Bohdan Łazuka codziennie za nią tęskni. Szczere wyznanie aktora








